OFE broniły rynku przed zagraniczną wyprzedażą

Piotr Kuczyński
opublikowano: 2003-01-23 00:00

Inwestorzy amerykańscy mieli przedwczoraj nadzieję, że rynek zdobędzie się na niewielkie odbicie po bardzo dobrych danych makro z rynku nieruchomości. Wyniki spółek też były „dobre” — to znaczy równe lub lepsze od prognoz — ale tym razem inwestorom to nie wystarczyło. Wyraźnie widać, że zachowanie rynku w zeszłym tygodniu nie było przypadkowe. Inwestorzy muszą dowiedzieć się naprawdę czegoś wyjątkowo dobrego o spółce, by kurs wzrósł.

Powód takiego a nie innego zachowania rynków amerykańskich jest ciągle ten sam: geopolityka. Prezydent Bush przypomniał, że Irak nie rozbraja się. Z kolei premier Blair oświadczył, że ma dowody na wspieranie al Kaidy przez Irak. Richard Armitage, zastępca sekretarza stanu USA, dodał że możliwości uniknięcia użycia siły wobec Iraku praktyczne się wyczerpały. Nasz rząd za pośrednictwem Włodzimierza Cimoszewicza, ministra spraw zagranicznych, też oświadczył, że poprze atak na Irak nawet wbrew stanowisku Rady Bezpieczeństwa ONZ, choć to akurat dla światowych rynków nie miało żadnego znaczenia. Tego nie komentuję, ale jeśli po wojnie zaczną się u nas ataki terrorystyczne, to z całą pewnością przypomnę tę wypowiedź.

Nic więc dziwnego, że na całym świecie duże kapitały stoją z boku, a indeksy osuwają się z braku popytu. Trzeba bowiem brać pod uwagę, że nie tylko u nas obrót był do wczoraj mały – to sprzyja gwałtownym zmianom kierunku i jest rajem dla day traderów. Poza tym odwrót z takiego obrotu może być bardzo gwałtowny.

Po sesji w USA Motorola podała lepsze od prognoz wyniki. Jednak zapowiedziała, że pierwszy kwartał tego roku będzie gorszy (chociaż podtrzymała prognozę na cały rok). Dzięki temu indeksy w Eurolandzie na początku rosły, mimo że rano francuski Schneider Electric podał wyniki gorsze od prognoz. Potem jednak wyniki Generali i TUI oraz spółek z USA i ogólna niepewność wywołały duże spadki. Inwestorzy widzą, że nie ma znaczenia, jakie są wyniki – trend jest ustalony, bo świat boi się jednostronnej decyzji USA o rozpoczęciu wojny. A może raczej boi się jej przebiegu, bo po ataku na Irak kursy akcji wzrosną? To też wszyscy wiedzą i w tym cały problem.

W Polsce Prokom i Softbank chciały rosnąć i całą sesję trzymały rynek nad wsparciem. Tyle tylko, że nie bardzo mają gdzie wzrastać, a w tej atmosferze byłoby to wręcz bez sensu. Są mocne dopóki są mocne. Po prostu dopóki ktoś mocniej nie uderzy to kurs się trzyma. Wystarczy pokazać, że spółka nie jest święta i nienaruszalna i zaczyna się przecena. Wczoraj „Rzeczpospolita” upubliczniła pogłoski o dużych rezerwach BPH i prawdopodobieństwie większych od prognoz strat BRE. W czasie sesji wyniki podał PKO BP (były gorsze od prognoz). To też źle wpływało na giełdowe banki.

Złoty nieco się wzmacniał do południa — potem jednak zaczął słabnąć. Prawdę mówiąc wystarczy teraz rzucić plotkę o skupie przez MF, a złoty ruszy bardzo mocno do dołu i nie wiem, czy da się to opanować. Ciekawie wygląda teraz wykres, a moje prognozy z komentarza tygodniowego zaczynają mieć coraz więcej sensu (euro po 4,65 zł.). Jeśli złoty nadal będzie się osłabiał, może nasilić się wyprzedaż obligacji i akcji. Podejrzewam, że właśnie taka sytuacja nastąpiła na GPW. Rynku broniły OFE.

Wczoraj po sesji w USA wyniki miało podać sporo spółek sektora TMT, co może zmienić sytuację. Dzisiaj zaś podaje wyniki między innymi Nokia (11.00) — to może wpłynąć na notowania w Europie. Jeśli chodzi o spółki amerykańskie, to wyników będzie bardzo dużo. Przed sesją — AT&T, BellSouth, Caterpillar, Eli Lilly, EMC, Schering-Plough. Po sesji — Amazon, Broadcom, Corning, JDS, Lexmark, PMC Sierra. U nas zapowiada się odbicie po obronie wsparcia, ale jeśli nawet tak będzie, to powinni z tego korzystać tylko gracze z najlepszym refleksem.