Z każdym kolejnym kiepskim miesiącem na amerykańskim rynku nieruchomości analitycy zastanawiają się czy najgorsze minęło, ale w maju sytuacja nie uległa zmianie - nadal jest źle. W USA wydano w maju zgodę na 969 tys. budów (spadek z 982 tys. w kwietniu), a liczba rozpoczętych budów spadła poniżej 1 mln i ostatni raz na takim poziomie była przed 17 laty. Dodatkowo obraz rynku pogarsza zrewidowanie w dół odczytu z poprzedniego miesiąca - okazało się, że w kwietniu zaczęto budować tylko o 2 proc. więcej domów niż w poprzednim miesiącu, a nie o ponad 8 proc. więcej, jak początkowo podawano.
SYTUACJA NA GPW
Dzisiejsza sesja przebiegła dosyć spokojnie, a główne
indeksy zakończyły ją tak, jak zaczęły, czyli na lekkich plusach. WIG zyskał 0,6
proc. przy obrotach policzonych na szerokim rynku na 1,8 mld PLN. WIG20
zakończył dzień na 0,7 proc. plusie, sWIG80 0,5 proc., a mWIG40 stracił 0,2
proc. Indeksów nie rozhuśtały liczne publikacje makro, głównie dotyczące
amerykańskiej gospodarki, bowiem ciężko je jednoznacznie zinterpretować. Z
jednej strony ilość rozpoczętych budów domów oraz pozwoleń na nowe spadła mniej
niż oczekiwano, z drugiej sytuacja w segmencie pierwotnym rynku nieruchomości
jest najgorsza od 17 lat (na wtórnym jest niewiele lepsza) i nie widać oznak
poprawy sytuacji. Uwagę zwracają natomiast wysokie obroty, które przy
niewielkiej zmienności mogą sugerować dystrybucję akcji. Kupowali doświadczeni
inwestorzy, którzy chętnie korzystają z możliwości nabycia akcji blisko cen
najniższych od dwóch lat.
GIEŁDY W EUROPIE
We wtorek inwestorzy w Europie wyraźnie mieli ochotę
na poprawę nastrojów po ostatnich spadkach i seria kiepskich danych nie zdołała
pokrzyżować tych planów. Ok. godz. 16.30 na plusie były wszystkie rynki Europy
Zachodniej - CAC40 rósł o 0,9 proc., FTSE zyskiwał 1,7 proc., a SMI 0,7 proc.. W
ciągu dnia dowiedzieliśmy się, że inflacja w Wielkiej Brytanii jest najwyższa od
ponad 10 lat, a ceny producentów w USA wzrosły w maju o 7,2 proc. Do tego doszły
dane z rynku nieruchomości - liczba rozpoczętych budów sięgnęła w maju
najniższego poziomu od 17 lat. Optymiści zwracali uwagę na bardzo dobre wyniki
banku inwestycyjnego Goldman Sachs, który dzięki udanym transakcjom na rynku
surowcowym w II kw. zarobił 2,1 mld USD (znacznie więcej od prognoz), ale
okazało się to niewystarczającym argumentem dla szerokiego rynku i po udanym
otwarciu na Wall Street dominowali inwestorzy pozbywający się akcji.
WALUTY
Mieszane dane ze Stanów zatrzymały spadek dolara i sprawiły, że
w stosunku do euro od wczorajszego zamknięcia stracił zaledwie 0,3 proc. Po
południu kurs wspomnianych walut oscylował wokół 1,55 USD. Presję na umocnienie
dolara mogła wywrzeć wysoka dynamika inflacji w cenach producenckich, jednak z
drugiej strony pogorszyła się sytuacja w sektorze budowlanym, więc podwyżki stóp
procentowych wcale nie są przesądzone.
Prawdopodobieństwo wzrostu stóp
procentowych jest jeszcze mniejsze na wyspach, więc dzisiejsza publikacja
wysokiej inflacji nie zaowocowała wzrostem wartości funta. Wręcz przeciwnie,
funt potaniał w stosunku do euro i dolara o ponad 0,5 proc. Przy braku ważnych
publikacji w Polsce inwestorzy oglądali się na rynki zagraniczne i chętnie
kupowali złotego, który w stosunku do euro i dolara podrożał o 0,2 proc. Obie
waluty kosztowały po południu odpowiednio 3,38 PLN i 2,18 PLN. Jeszcze silniej
potaniał funt. Po spadku o blisko 1 proc. wyceniano jego wartość na 4,25
PLN.
SUROWCE
Wśród krajów dostarczających ropę powoli następuje zmiana
stanowiska w sprawie cen - we wtorek minister finansów Kuwejtu, czwartego co do
wielkości producenta ropy zrzeszonego w OPEC, stwierdził, że ''rozsądna cena dla
baryłki znajduje się w okolicach 100 USD''. To kolejny duży gracz po Arabii
Saudyjskiej, który uznał rynek surowców energetyczny za przegrzany. Tymczasem
inwestorzy pozostają przy swoich poglądach i nie zamierzają masowo pozbywać się
kontraktów terminowych na ropę - w Londynie płacono za baryłkę 134
USD.
Kolejne słabe dane z amerykańskiego rynku nieruchomości oraz rosnący
stan zapasów miedzi w magazynach, londyńskie giełdy przełożyły się na spadek
ceny czerwonego metalu - tona miedzi kosztowała 8 042 USD. Cena złota
stabilizowała się w okolicach poniedziałkowego zamknięcia - o godz. 17.00 za
uncję płacono 886 USD.
KOMENTARZ PRZYGOTOWALI
Łukasz Wróbel - giełdy zagraniczne, surowce;
Emil Szweda - wydarzenie dnia; Łukasz Mickiewicz - sytuacja na GPW, waluty