W chórze głosów, krytykujących podatkowe decyzje rządu, pojawił się też zarzut, że podatek od dochodów z lokat bankowych obniży skłonność do oszczędzania i spowoduje spadek oszczędności. A to grozi załamaniem wzrostu, gdyż „jak wiadomo” — inwestycje są finansowane z oszczędności. W tym jednym zdaniu tkwią dwa mity.
Pierwszy sprowadza się do przekonania, że wraz ze wzrostem dochodu rośnie nie tylko wielkość oszczędności, ale i skłonność do oszczędzania. Inaczej mówiąc: im większy dochód, tym wyższa stopa oszczędności. Sprawdziłem tę tezę na przykładzie 16 krajów OECD w roku 1999, a graficzny rezultat obliczenia przedstawia wykres. Linia łącząca punkty, odpowiadające obydwu zmiennym w każdym kraju pokazuje, iż stopa oszczędzania w wysokości około 20 proc. występuje w krajach zarówno o 5 jak i 25 tys. USD dochodu na mieszkańca, a kraje o dochodzie około 11 tys. USD legitymują się stopami na poziomie 19 i 33 proc. Polska wykazuje taką samą stopę (20,2 proc.) jak Austria i... Meksyk. A zatem — między wielkością dochodu i poziomem stopy oszczędzania nie występuje jakakolwiek istotna zależność, co potwierdza też rachunek korelacyjny.
Przy sposobności trzeba zasygnalizować, że kategoria „oszczędności” należy w ekonomii do najbardziej zmiennych i różnie definiowanych, stąd też ogromne rozbieżności w statystykach międzynarodowych. Szczególny chaos panuje w agregacji oszczędności prywatnych: podział na przedsiębiorstwa i gospodarstwa domowe nie zawsze jest stosowany. Źródłem oszczędności przedsiębiorstw są z definicji nie podzielone zyski, ale w kategorii oszczędności brutto gospodarki narodowej pojawia się amortyzacja, która — jak np. w USA w roku 1999 — jest 7 razy większa od oszczędności prywatnych i stanowi 62 proc. nakładów inwestycyjnych brutto na środki trwałe. Nasze statystyki tego wszystkiego nie uwzględniają, wobec czego o stopie oszczędności w Polsce można wnioskować tylko wycinkowo — z danych bankowych o wielkości depozytów. Świadczą one (tabela obok), że sektor gospodarstw domowych finansuje w całości kredyty dla przedsiębiorstw. 5 mld zł podatku od odsetek nie może zachwiać kwotą depozytów rzędu 260 mld zł.
Drugim mitem jest zależność tempa wzrostu gospodarczego od dynamiki oszczędności. Zasadność tej tezy podważają fakty. Od połowy lat osiemdziesiątych występuje spadkowy trend stopy oszczędności w największych gospodarkach rynkowych świata, przy utrzymującej się jednocześnie wysokiej dynamice PKB, zwłaszcza w drugiej połowie ostatniej dekady. Najbardziej dobitnym potwierdzeniem tego zjawiska jest sytuacja w USA, gdzie — jak twierdzi wielu ekonomistów — 3-krotny spadek stopy oszczędności gospodarstw domowych i wynikający stąd wzrost wypłacalnego popytu konsumpcyjnego stał się siłą napędową spektakularnego boomu gospodarczego lat dziewięćdziesiątych.
Nikt rozsądny nie neguje znaczenia oszczędności dla inwestycji, ale — jak dowodzą Samuelson (Nobel 1970) i Nordhaus w swej „Ekonomii” — obie te wielkości nie równają się sobie w sposób automatyczny, ponieważ „na ogół oszczędzania i inwestycji dokonują całkiem inni ludzie z całkiem odmiennych przyczyn, a także dlatego, że rynek nie koordynuje szybko wielkości oszczędności i inwestycji”. Autorzy podkreślają: nie istnieje żadna „makroekonomiczna niewidzialna ręka”, prowadząca współczesną gospodarkę do optimum oszczędności i inwestycji.