We wtorek w USA zanosiło się na duży spadek, a okazało się, że z dużej chmury spadł mały deszcz. Amerykanie potraktowali koreański test rakietowy rozsądniej niż Azjaci czy Europejczycy. Spadki indeksów w reakcji na ten test wydawała się od początku czystą aberracją. Ten fakt nic nie zmieniał w sytuacji geopolitycznej. Bardziej ważne było to, co Saddam Hussajn powiedział telewizji CBS News: „rakiety irackie nie łamią ograniczeń narzuconych przez ONZ, a Irak niczego nie będzie niszczył”. Wiadomo jednak, że Bagdad nieraz zmieniał zdanie w ostatniej chwili. Nie można wykluczyć, że będzie tak i teraz. Odmowa zniszczenia rakiet byłaby nadzwyczaj poręcznym pretekstem do ataku na Irak.
Gorzej wyglądała sytuacja po danych makro. Sprzedaż istniejących domów bije coraz to nowe rekordy. To powinno straszyć, nie cieszyć, ale na rynek podziałało pozytywnie. Za to indeks zaufania konsumentów spadł do poziomu niewidzianego od października 1993 roku. Wywołało to z początku duży spadek indeksów, ale potem inwestorzy kolejny raz doszli do wniosku, że zaufanie gwałtownie wzrośnie po wygranej wojnie z Irakiem. Poprawiła nastroje zapowiedź administracji, że w przypadku niedoboru ropy użyje zapasów strategicznych. Cena ropy spadła. Poza tym indeksy doszły do kolejnych, ważnych wsparć technicznych, co natychmiast zwiększyło popyt. Uważam, że przede wszystkim to odpowiadało za wzrost indeksów, a nie zapowiedź użycia rezerw strategicznych ropy, chociaż niewątpliwie była katalizatorem dla wzrostów. Można jeszcze wspomnieć o AOL Time Warner — „New York Times” napisał, że spółka ma dwóch chętnych na swój dział wydawnictwa książek.
Powinienem być zadowolony z tej sesji, bo pisałem o możliwym wzroście w USA w tym tygodniu. Szczerze jednak powiem, że nie bardzo mi się podobała, mimo że zapowiadała wzrosty. Nie widziałem prawdziwej paniki, takiej jaka wystąpiła w Europie. Jestem trochę nieufny do tego prowzrostowego młota, który wyrysowały indeksy, ale może niesłusznie, bo został potwierdzony obrotami.
Po sesji okazało się, że nic nie jest proste w tych dniach... Nastroje zepsuł Hewlett-Packard. Podał wyniki zgodne z prognozami, jeśli chodzi o zysk, ale sporo niższe w przychodach. Potwierdził też prognozę na następny kwartał. Rynkowi jednak przychody zdecydowanie się nie spodobały (spółka poinformowała, że spadły ze względu na słabość rynku amerykańskiego). Nie ma pewności, że te informacje przeceniły wczoraj rynek amerykański, ale jest to łyżka dziegciu w beczce wtorkowego miodu. Nieciekawe nastroje po sesji w USA zahamowały odbicie w Eurolandzie. Indeksy nawet na początku sesji wzrastały, ale potem podziałała niepewność i niedowierzanie. Wyraźnie jedna panika to było za mało. Zmienność była bardzo duża i do końca naszej sesji nie było pewne, jak zamkną się inne rynki europejskie. Nasz rynek też próbował odbijać, ale słabe nastroje w Eurolandzie na to nie pozwoliły. Obniżka stóp też nie pomogła. Zachowywaliśmy się jednak lepiej niż inne rynki europejskie.
Z danych makro w USA dziś mamy liczbę nowo zarejestrowanych bezrobotnych (prognoza 390 tys.). Bardziej istotne powinny być informacje o zamówieniach na dobra trwałego użytku (prognoza +1,0 proc.). To wszystko o godz. 14.30. O 16.00 dowiemy się, jaka była sprzedaż nowych domów w styczniu (prognoza 1,05 mln), ale to nie będzie miało wpływu na rynek.
Można powiedzieć, że w krótkim terminie co innego mówi technika, a co innego psychologia. Pierwsza zapowiada spadki — druga, że wkrótce zaczną się wzrosty. Nie pomaga Wskaźnik Koniunktury Rynku Kapitałowego. Byków w tym tygodniu jest 24 proc. (bardzo mało), a niedźwiedzi 46 proc. Przydałoby się, by było więcej niż 50 proc., ale trzeba pamiętać, że to stan na poniedziałek. Psychologia zdecydowanie zachęca do kupna akcji.