Orco nie padło ofiarą szantażu

Jarosław Królak
opublikowano: 11-03-2011, 00:00

Żądanie 7 mln zł przez przeciwników budowy Żagla nie było przestępstwem.

Stołeczny sąd rejonowy oddalił skargę dewelopera

Żądanie 7 mln zł przez przeciwników budowy Żagla nie było przestępstwem.

Nie będzie dochodzenia w sprawie adwokat reprezentującej osoby blokujące budowę apartamentowca przy ul. Złotej 44 w Warszawie. Stołeczny sąd rejonowy oddalił skargę dewelopera na odmowę śledztwa ze strony prokuratury.

— Jesteśmy zaskoczeni decyzją. Przedstawiliśmy dowody, że padliśmy ofiarą szantażu. Uważamy, że sąd nie chciał po prostu tworzyć precedensu, bo jeszcze nikt w Polsce nie został oskarżony o szantaż finansowy — mówi Mariusz Leśniewski, wiceszef działu prawnego Orco Poland.

Decyzja sądu jest ostateczna. Deweloper nie może już jej zaskarżyć.

To były negocjacje

Do kontrowersyjnej sytuacji miało dojść w czerwcu 2010 r. podczas spotkania przedstawicieli dewelopera z Anną Borkowską, adwokat reprezentującą kilku sąsiadów inwestycji. Mecenas postawiła sprawę jasno: jej klienci nie będą już blokować budowy, jeżeli Orco wykupi ich mieszkania po 20 tys. zł za mkw., czyli za siedem mieszkań zapłaci 7 mln zł (dwukrotnie więcej niż cena rynkowa). Firma nie poszła na układ i skierowała zawiadomienie do prokuratury o podejrzeniu szantażu finansowego. Jako dowód przedstawiła nagranie rozmowy. Na nic to się zdało. Śledczy odmówili wszczęcia dochodzenia. Orco odwołało się do Sądu Rejonowego dla m. st. Warszawy. Ten też nie dostrzegł przestępstwa. Podzielił stanowisko prokuratury, że żądanie 7 mln zł za rezygnację z blokowania budowy Żagla to były… "negocjacje handlowe, w których spotkały się strony o rozbieżnych interesach. Przedmiotem negocjacji była kwestia odkupienia mieszkań. 20 tys. zł za mkw. była ceną satysfakcjonującą lokatorów. Mają oni prawo dokonać własnych szacunków, a nabywca może tę cenę kwestionować i dokonać własnej wyceny".

— Absolutnie to nie były żadne negocjacje handlowe. Zarząd Orco był zmuszany poprzez stosowanie bezprawnych gróźb do określonego zachowania, czyli wykupienia nieruchomości sąsiadujących z budowanym przez nas budynkiem przy ul Złotej 44 — twierdzi Mariusz Leśniewski.

Mecenas Anna Borkowska nie ukrywa satysfakcji.

— Oczywiście, że nie było żadnego przestępstwa. Mówiłam to od samego początku. To były normalne negocjacje i w dodatku zainicjowane przez Orco. Jednak firma postanowiła nasze negocjacje nagrać i wykorzystać przeciwko nam — ripostuje Anna Borkowska.

Umyte ręce

Czy sąd powinien zamykać sprawę i utwierdzać prokuraturę w niechęci do wszczęcia dochodzenia?

— Zazwyczaj sądy utrzymują postanowienia prokuratorskie o odmowie wszczęcia postępowania. Tym bardziej należało spodziewać się takiego werdyktu w tej sprawie, gdy o popełnienie przestępstwa oskarżana jest znana warszawska adwokat. Solidarność zawodowa w takich przypadkach bierze górę — mówi proszący o anonimowość adwokat specjalizujący się w sprawach karnych.

Zaskakujące było natomiast zachowanie prokuratury. Aż cztery miesiące sprawą przerzucały się dwie prokuratury rejonowe: śródmiejska i ochocka. Żadna nie chciała sprawy poprowadzić. Spór kompetencyjny musiała rozstrzygnąć Prokuratura Okręgowa. Wskazała na prokuraturę na Ochocie, a ta od razu sprawę umorzyła.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jarosław Królak

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu