Oznaka normalizacji: dolar wraca do deprecjacji

Ignacy MorawskiIgnacy Morawski
opublikowano: 2026-04-18 10:12

Ceny ropy spadały w piątek o ponad 10 proc. w reakcji na informację o otwarciu Cieśniny Ormuz. Kurs dolara wrócił już do poziomu z lutego.

Posłuchaj
Speaker icon
Zostań subskrybentem
i słuchaj tego oraz wielu innych artykułów w pb.pl
Subskrypcja

Informacją dnia w piątek było oświadczenie Iranu, że Cieśnina Ormuz zostaje otwarta na czas zawieszenia broni dla ruchu handlowego. Stany Zjednoczone nie potwierdziły tego wprost, ale rynek zinterpretował informację jednoznacznie pozytywnie. Notowania ropy spadły o ponad 10 proc. Kontrakt miesięczny Brent obniżył się ze 100 do 88 USD za baryłkę.

Ceny różnych aktywów stopniowo wracają do poziomów z lutego. Akcje już dawno to zrobiły, a w przypadku obligacji jeszcze to nie nastąpiło. Z tego wynika, że obawy inflacyjne jeszcze nie zniknęły w pełni. Można powiedzieć, że istnieje ryzyko, iż kryzys zostawi po sobie długi ogon: jakieś efekty trwające wiele miesięcy. Choć bliżej mi do zdania, że jeżeli autentycznie dojdzie do zawieszenia broni, to wrócimy do sytuacji nadwyżki surowca na rynku, bo kraje Bliskiego Wschodu będą chciały zwalczyć o klientów szukających trwałej dywersyfikacji dostaw.

Interesujące jest to, jak szybko do deprecjacji wrócił dolar. W piątek kurs dolara w złotych był już na poziomie z 27 lutego. Czyżby wracał jeden z najpopularniejszych zakładów na rynkach finansowych – zakład o trwałą deprecjację dolara? Możliwe.

Jak na skalę wstrząsu ucieczka do dolara miała wyjątkowo umiarkowany charakter w minionych tygodniach. W szczycie strachu w marcu dolar zyskiwał 3 proc. W poprzednich takich falach w 2023 czy 2024 r. aprecjacja amerykańskiej waluty zbliżała się do 10 proc. To mogłoby potwierdzać, że fundamentalne zaufanie do amerykańskiej waluty nie jest wysokie.

Są też inne potwierdzenia tej tezy. Z danych przytaczanych przez Bloomberga wynika, że bardzo wzrósł odsetek inwestorów zabezpieczających ryzyko walutowe na swoich pozycjach w amerykańskich aktywach.

Fundamentalną przyczyną negatywnego nastawiania dolara może być to, że jest on w istocie realnie bardzo mocny. Kurs dolara wobec innych walut skorygowany o zmiany inflacji (czyli tzw. realny efektywny kurs walutowy) był w lutym o 9 proc. słabszy rok do roku, ale wciąż o ponad 10 proc. wyższy od swojej długookresowej średniej. Przez ostatnie 15 lat kapitał finansowy płynął intensywnie do USA, bo tam osiągał wyższe zwroty niż gdzie indziej, tam było najwięcej szans na partycypację w rewolucji technologicznej.

Ale Amerykanie mają trochę dosyć mocnego dolara. Politycy w Waszyngtonie uważają, że tak mocny dolar prowadzi do osłabienia konkurencyjności amerykańskiego przemysłu. Podobne sytuacje zdarzały się w przeszłości. W poprzednich epizodach trwałej deprecjacji dolara – w pierwszej połowie lat 70., w drugiej połowie lat 80. i w latach 2000. – realny efektywny kurs tej waluty obniżał się w ciągu kilku lat co najmniej o 30 proc. Jeżeli historia ma się powtórzyć, to dolar rzeczywiście ma przed sobą duży potencjał do trwałej deprecjacji.

Natomiast jest jeden słoń w pokoju, który może zaburzyć tę narrację o trwałej deprecjacji amerykańskiej waluty. Fed. Inflacja w USA nie odpuszcza, jest wyższa niż w większości krajów rozwiniętych, a wysokie cła tylko ją podbijają. Jeżeli bank centralny zechce w końcu ją szybciej zbić, to podniesie stopy procentowe lub przynajmniej zrezygnuje z ich obniżania. A wtedy narracja o taniejącym dolarze może znów trafić na mur.