Ożywienie gospodarcze w spółkach i budżecie

Kazimierz Krupa
opublikowano: 2004-05-19 00:00

Pytanie: czy lepiej mieć cały placek, choć zapadnięty i zakalcowaty (ale cały — nikt nie ma nic, ani kawałka), czy też kawałek placka, ale za to pięknie wypieczony, wyrośnięty, smaczny — tylko z pozoru jest pytaniem retorycznym. Jakże często okazuje się bowiem, że niektórzy są zwolennikami posiadania całości, chociaż jest to niezjadliwe, a per saldo jest tego mniej.

Mamy jeszcze żywo w pamięci dyskusję, dlaczego to nie można w Polsce wprowadzić podatku liniowego (bo zrujnuje on dochody budżetowe). Obniżenie CIT do 19 proc. (po miesiącach zapewniania nas, że żmudne wyliczenia zaświadczają ponad wszelką wątpliwość, że to jest niemożliwe) zawdzięczamy jakiemuś proroczemu snu premiera Millera, albo przeświadczeniu, że już i tak nic mu nie może bardziej zaszkodzić, więc niech już będzie i ten niższy CIT. I co? Po kilku miesiącach najbardziej zainteresowani ze zdumieniem konstatują, iż prawdą jest, że 15 proc. od dwustu to znacznie więcej niż nawet 20 czy 25 proc. od stu. Przecierają oczy ze zdumienia, że w ciągu czterech miesięcy tego roku firmy zapłaciły, z tytułu podatku dochodowego, połowę kwoty zaplanowanej na cały rok, znacznie więcej niż w roku ubiegłym. A wtedy przecież podatek wynosił 27 proc.

Największą poprawę wyników, tym samym również największy wzrost wpłat z tytułu podatków, odnotowano — oczywiście — wśród elity polskich firm, spółek notowanych na giełdzie. Może pora na wnioski z tych zjawisk?