Dobra wiadomość. Mimo styczniowej podwyżki paliw inflacja utrzymała się na poziomie z grudnia. Ekonomiści są zaskoczeni.
Po podwyżkach cen paliw i żywności na początku roku ekonomiści przewidywali, że inflacja w styczniu wzrośnie do 1,9-2,0 proc. Tymczasem według danych Głównego Urzędu Statystycznego, roczna zmiana cen w styczniu wyniosła 1,7 proc., czyli tyle samo co w grudniu.
Dobre wieści
Zaskoczenie było miłe.
— To bardzo dobra informacja. Niższy od naszych oczekiwań okazał się zwłaszcza wzrost cen żywności, oraz transportu — twierdzi Iwona Pugacewicz-Kowalska, główny ekonomista CA IB.
W styczniu ceny żywności były o 2,2 proc. wyższe niż rok temu, a koszty transportu wzrosły o 3,6 proc. Ceny odzieży i obuwia były natomiast o 3,6 proc. niższe niż w styczniu 2003 r.
— GUS nie podał niestety, o ile wzrosły ceny paliw — ubolewa Iwona Pugacewicz-Kowalska.
Stałe oprocentowanie
Ekonomiści ostrzegają, że styczniowe dane nie oznaczają, że inflacja w 2004 r. nie będzie rosnąć.
— Niższy od spodziewanego wskaźnik inflacji mógł być spowodowany efektem mnożnikowym. Oznacza to, że skutki podwyżek, np. cen paliw, zostały rozłożone w czasie i będą widoczne w kolejnych miesiącach — twierdzi Stanisław Kluza, główny ekonomista BGŻ.
Według resortu finansów, w lutym inflacja wzrośnie do 1,8 proc., a do czerwca 2,4-2,5 proc.
— Ustalając poziom oprocentowania, banki kierują się głównie stopami procentowymi NBP, mniej zaś inflacją. Ta zaś, nawet jeżeli wzrośnie do 2,5 proc., jest zgodna z celem banku centralnego. Nie sądzę więc, by takie podwyższenie wskaźnika wzrostu cen skłoniło banki do zmiany oprocentowania depozytów i kredytów — twierdzi Marcin Mrowiec z Banku BPH.