Partnerstwa wszyscy musimy się jeszcze uczyć

xRafał Fabisiak
23-05-2016, 22:00

Chociaż rynek PPP w Polsce rozwija się dość słabo, to nie należy spisywać go na straty. Jego rozwój może napędzić kolejne rozdanie unijnych funduszy

W Polsce w formule PPP realizuje się głównie mniejsze inwestycje. Według ostatnich danych Ministerstwa Rozwoju, wyłączając inwestycje autostradowe, 74 proc. przedsięwzięć to małe projekty wartości poniżej 50 mln zł. Średnia wartość to 54 mln zł. Chociaż na Zachodzie do tej formuły przekonano się już dawno, w Polsce nadal brakuje zrozumienia istoty inwestycji PPP i często kluczowego elementu, czyli samego partnerstwa. Nie znaczy to, że modelowych przykładów nie ma.

Jednym z nich jest pierwszy rządowy projekt realizowany w PPP, czyli budowa sądu rejonowego w Nowym Sączu. Całkowita wartość, wraz z zarządzaniem obiektem przez 20 lat, przekracza 125,6 mln zł brutto. Innym przedsięwzięciem, które zasługuje na uwagę jest spalarnia w Poznaniu, realizowana w partnerstwie publiczno-prywatnym przez miasto wraz z firmą Sita Zielona Energia. Koszt inwestycji szacowany jest na ponad 725 mln zł, a partner prywatny będzie zarządzał spalarnią przez 25 lat.

Instalacja ma zostać uruchomiona pod koniec 2016 r. Nie brakuje jednak przykładów porażek, wszak tylko co piąte postępowanie PPP kończy się podpisaniem umowy. Jednym z ostatnich takich przykładów może być remont rynku w Kędzierzynie-Koźlu. Wszystko wskazywało, że zmierza w dobrym kierunku — projekt został nagrodzony w konkursie PARP, zyskując dzięki temu darmowe wsparcie doradcze.

Poszukiwania inwestora trwały od marca 2015 r., ale ostatecznie w kwietniu 2016 r. odrzucono ofertę Warbudu. Uznano, że jest za droga wobec kwoty, jaką wcześniej planowano w budżecie na ten cel. Władze miasta stwierdziły, że samodzielnie zrealizują ją taniej, chociaż nie w terminie, który przewidywało postępowanie PPP. Konkretnych wyliczeń na sesji rady miasta w sprawie projektu jednak nie przedstawiono, za to radni zwracali uwagę, że propozycjafirmy nie była konsultowana w komisjach. Zdaniem niedoszłego inwestora, po prostu brakowało woli do realizacji tej inwestycji.

Bez zrozumienia

Radosław Polowy, prezes firmy Collect Consulting, która doradza samorządom przy projektach inwestycyjnych, zauważa, że w Polsce mniej więcej od 10 lat prowadzone są działania edukacyjne, mające pogłębić wiedzę na temat PPP, jednak — jak widać po liczbie realizowanych inwestycji w tej formule — nie przynosi istotnych rezultatów.

— Jako barierę rozwoju rynku PPP wskazuje się często, że takie projekty są bardziej skomplikowane w realizacji, a ich przygotowanie trwa dłużej. Narosły też pewne mity wokół tej formuły, jak chociażby tzw. czwarte „P”, czyli prokuratura, kojarzone z ewentualnym ryzkiem korupcji i innymi nieprawidłowościami. W praktyce jednak przed sądem nie toczy się żadne postępowanie w sprawie takich inwestycji — mówi Radosław Polowy.

Zdaniem Bartosza Mysiorskiego, wiceprezesa Fundacji Centrum PPP w sprawie powodów, dla których wciąż wiele postępowań nie kończy się podpisaniem umowy, dużo światła rzuca raport NIK z 2013 r., kiedy Izba przeanalizowała 43 postępowania PPP. — Wśród trzech głównych powodów niepowodzenia w poszukiwaniu partnera prywatnego wymieniono wówczas brak rzetelnego przygotowania projektów PPP, czyli nieprzeprowadzenie odpowiednich analiz przed realizacją przedsięwzięcia czy też ignorowanie wyników już wykonanych analiz. Innym powodem były nadmierne oczekiwania podmiotów publicznych w stosunku do partnerów prywatnych, czyli obarczanie ich maksymalnym ryzykiem przedsięwzięcia bez należytej kompensacji.

W końcu jako istotną przeszkodę wskazano brak korzystania z usług profesjonalnych, doświadczonych doradców zewnętrznych — mówi Bartosz Mysiorski. Według przeprowadzonej przez Fundację Centrum PPP analizy rezultatów postępowań dotyczących projektów wartości powyżej 20 mln zł od 2009 r. do kwietnia 2016 r. 56 proc. przedsięwzięć realizowanych z udziałem doradców kończyło się podpisaniem umowy. Unieważniono zaledwie 20 proc. Spośród przedsięwzięć realizowanych bez doradców unieważniono prawie trzy czwarte postępowań, a tylko 11 proc. doczekało się podpisania umowy.

Percepcja inwestycji

— Doświadczenie wskazuje, że główną przeszkodą jest pewna społeczno-polityczna, a może nawet i psychologiczna bariera — twierdzi Radosław Polowy.

Tłumaczy, że samorządowcy, słysząc o współpracy z prywatną firmą, często utożsamiają to z przedsiębiorcą, który za wszelką cenę chce wycisnąć publiczne pieniądze z gminy. Z kolei firmom partnerstwo z władzami publicznymi kojarzy się z biurokracją, problemami decyzyjnymi i przedłużającymi się postępowaniami.

— Władze gmin przyzwyczajone są do tradycyjnej formuły przetargów. Zlecają, płacą i oczekują umówionych rezultatów. Przy projektach PPP konieczna jest współpraca obu stron — dla wielu samorządów to coś nowego, więc podchodzą do tego z dużą rezerwą. Przez pewien czas sprawdzałem podejście samorządów do PPP. Kiedy na zaproszenie gmin doradzamy im przy inwestycjach i widzimy, że w planach mają ogłoszenie w ciągu na przykład 3 lat kilku przetargów, w tym na projekt, finansowanie, budowę, proponujemy, aby wszystko zrealizowały w ramach jednego przetargu i szybciej, bo w ciągu roku. Wtedy są zachwycone, a to nic innego jak PPP, ale w momencie, kiedy otrzymują propozycję przygotowania inwestycji właśnie w tej formule nagle ich entuzjazm niczym za dotknięciem czarodziejskiej różdżki znika. Bardzo nas to dziwi, zwłaszcza że bardzo popularna wśród samorządowców formuła zaprojektuj i wybuduj uznawana jest przez Komisję Europejską za formę PPP — mówi Radosław Polowy. Problemem jest też niewielka wiedza o PPP miejskich radnych.

— Kiedy w budżecie pprzeznacza się na inwestycję 10 mln zł, a oferta jej realizacji w PPP opiewa na 15-17 mln zł, zastanawiają się, dlaczego mają płacić drożej. A przecież przedsięwzięcie w PPP obejmuje nie tylko projektowanie i budowę, ale także zarządzanie inwestycją przez kilka czy kilkadziesiąt lat. Radni niestety często w ogóle nie biorą pod uwagę tego, ile miasto wyda na utrzymanie obiektu w przyszłości. Podobnie jest w przypadku zysku przedsiębiorcy — przy PPP to często pierwsze pytanie radnych, chociaż w tradycyjnym przetargu żaden przedsiębiorca nie zrealizuje inwestycji, jeśli ma na niej stracić — zaznacza Radosław Polowy.

Przyjdzie czas na PPP

Bartosz Mysiorski twierdzi, że wśród podmiotów publicznych inicjujących projekty PPP z kilku powodów rośnie zainteresowanie tą formułą.

— Z jednej strony, rośnie skala potrzeb inwestycyjnych, często będąca wynikiem narastającej presji społecznych związanych z dostępnością infrastruktury oraz wysokiej jakości usług publicznych. Z drugiej strony, obecne możliwości budżetowe strony publicznej są ograniczone — nakłady inwestycyjne w sektorze usług publicznych są niewystarczające. Ponadto obecna transza środków UE za chwilę się skończy, a kolejna nie będzie już tak obfita. Konieczne stało się poszukiwanie rozwiązań i narzędzi efektywnej realizacji zadań publicznych. PPP może być odpowiedzią na te wyzwania. Popularność PPP z całą pewnością będzie rosła — uważa Bartosz Mysiorski.

Dodaje, że opierając się jedynie na światowych doświadczeniach stosowania formuły PPP, można stwierdzić, że jest grupa powtarzających się w tych krajach działań, które doprowadziły do rozwoju rynków PPP. Pierwszym jest stworzenie rządowej strategii rozwoju PPP wyznaczającej władzom publicznym wszystkich poziomów preferowany kierunek działania. Drugim działaniem jest powołanie rządowej jednostki promującej ideę PPP i wspierającej podmioty publiczne na początkowym etapie przygotowania projektów. Na razie Ministerstwo Rozwoju do końca 2016 r. planuje opracować i uchwalić kompleksową politykę rządu wobec PPP. Według Radosława Polowego w propagowanie idei PPP warto zaangażować też przedstawicieli służb publicznych.

— Kiedy przeprowadzaliśmy szkolenia z PPP dla pracowników organów śledczych, w tym ABW, CBŚ, CBA i prokuratury, w rozmowach kuluarowych zwracali uwagę, że są zdziwieni niewielką popularnością tej formuły, ponieważ ich zdaniem to najbardziej przejrzysta procedura przeprowadzania publicznych przetargów. Myślę, że warto, aby funkcjonariusze tych służb częściej wypowiadali się w kwestii PPP, a nawet przeprowadzali szkolenia dla samorządowców z tej formuły realizacji projektów lub chociaż dawali informacje zwrotne z przeprowadzanych śledztw dotyczących PPP — mówi Radosław Polowy.

— Należy postawić na długoterminowe budowanie kapitału społecznego, w tym zaufania, bez którego nie ma mowy o prawdziwie partnerskiej współpracy, i propagować dobre praktyki PPP. Udane projekty są najlepszą zachętą dla kolejnych podmiotów publicznych — podsumowuje Bartosz Mysiorski. © Ⓟ

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: xRafał Fabisiak

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Samorządy / Partnerstwa wszyscy musimy się jeszcze uczyć