Patos i małość

Jacek Zalewski
opublikowano: 12-11-2008, 00:00

Różnorodność obchodów 90. rocznicy odzyskania przez Polskę niepodległości potwierdza, że marketing patriotyczny jest obszarem bardzo rozwojowym. Ale od lat istnieje medialna opoka Narodowego Święta Niepodległości — otóż zawsze znajdzie się ktoś, kto zdjęcie z triumfalnego przyjazdu Józefa Piłsudskiego do Warszawy 12 grudnia 1916 r. podpisze, iż to powrót z więzienia w Magdeburgu 10 listopada 1918 r. — kiedy to żadne media się nie akredytowały, bo nie wiedziały. W tym roku ów błąd solidarnie powieliły w specjalnych dodatkach historycznych

walczące tabloidy "Fakt" i "Superexpress".

Kreatywność mediów ustępuje jednak zagrywkom klasy politycznej. Poziomem tegorocznych popisów dopasowała się ona do doniosłości rocznicy. Prezydent Lech Kaczyński na urządzaną za budżetowe pieniądze galę w Teatrze Wielkim nie zaprosił — z powodu prywatnego obrażenia się obu panów — byłego prezydenta Lecha Wałęsy, który na wieki pozostanie symbolem powtórnego odzyskania przez Polskę niepodległości. Pod wygodnym pretekstem solidarności z Wałęsą premier Donald Tusk w odwecie odpuścił prezydencką galę — znajdując sporo naśladowców — i zorganizował obchody alternatywne.

Nie ma sensu przesadne załamywanie rąk nad współczesnymi wojenkami politycznymi, skoro odrodzona Rzeczpospolita właśnie w takiej atmosferze przyszła na świat. W poniedziałek 11 listopada 1918 r. komendant Józef Piłsudski przejął władzę nad wojskiem, w czwartek 14 listopada Rada Regencyjna przekazała mu pełnię władzy, ale w niedzielę 17 listopada Warszawa przeżyła stutysięczną demonstrację protestacyjną Narodowej Demokracji (przy której dzisiejsze pochody związkowców to pikuś) pod hasłem utworzenia "rządu prawdziwie narodowego". No i tak się to wszystko kisi do tej pory.

W wigilię 90. rocznicy ciekawa uroczystość odbyła się w dworku Józefa Piłsudskiego w podwarszawskim Sulejówku. Pod terminową presją, minister kultury i dziedzictwa narodowego Bogdan Zdrojewski podjął decyzję równie chwalebną, co finansowo ryzykowną. Podpisał umowę z fundacją rodziny marszałka oraz rozporządzenie o utworzeniu Muzeum Józefa Piłsudskiego w Sulejówku. Ponieważ placówkę zakłada minister, automatycznie uzyskuje ona status muzeum państwowego. Polska wzniesie swojemu wskrzesicielowi i obrońcy nowoczesny, multimedialny obiekt, którzy stworzy całość z historycznym dworkiem Milusin. Fundacja koszt całego zespołu wyliczyła na… 117 mln zł. Automatycznie nasuwa się pytanie: jak to zobowiązanie będzie realizowane, gdy się zmieni minister? W Polsce zasada ciągłości władzy wciąż pozostaje abstrakcją.

Rok temu Komisja Europejska na liście programów operacyjnych zatwierdziła pozycję "Muzeum Józefa Piłsudskiego w Sulejówku" o wartości 23,5 mln euro, w tym 20 mln euro z budżetu UE. Ale nowa minister rozwoju regionalnego Elżbieta Bieńkowska zarządziła weryfikację zatwierdzonych już przez Brukselę projektów i muzeum zostało skreślone. Notabene stało się to przedmiotem sejmowej interpelacji poprzedniej minister Grażyny Gęsickiej. W uzasadnieniu skreślenia znalazła się bzdurna teza, że muzeum Józefa Piłsudskiego nie osiągnęłoby znaczenia ogólnopolskiego! Teraz inny minister tego samego rządu właśnie owej skreślonej placówce nadaje status muzeum państwowego. Doprawdy, polityczne ścieżki marketingu patriotycznego są niepojęte…

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Zalewski

Polecane