Pęknięcie w murze PiS jest tylko zaszpachlowane

Jacek ZalewskiJacek Zalewski
opublikowano: 2026-04-21 17:44

Założone przez byłego premiera stowarzyszenie Rozwój Plus nie jest już uznawane za wraże wobec PiS, ma działać jakby wewnątrz partii.

Posłuchaj
Speaker icon
Zostań subskrybentem
i słuchaj tego oraz wielu innych artykułów w pb.pl
Subskrypcja

Wybory do Sejmu i Senatu odbędą się planowo za półtora roku w niedzielę, zapewne 17 października 2027 r., chociaż kodeksowo możliwa jest również następna – 24. Rozkręcająca się prekampania to już nie tylko ekscytowanie się sondażami, lecz konkretne manewry. Notabene w wyborczym ożywieniu z odległym jeszcze horyzontem Polska zaczyna przypominać USA. Tamtejsi senatorowie to polityczna generalicja, kadencje sprawują aż sześcioletnie, przy czym 100-osobowy Senat wymienia co dwa lata jedną trzecią składu. Natomiast 435-osobowa Izba Reprezentantów odnawiana jest co dwa lata w całości, wobec komfortu senatorów kongresmeni to piechota, która już od dnia zaprzysiężenia musi pracować na reelekcję. We wtorek, 3 listopada 2026 r. powalczą o nią wszyscy, podczas gdy mandaty senackie odnowi jedynie 35 stanów (33 planowo, 2 uzupełniająco z powodów losowych), zatem od tego głosowania 15 stanów odpoczywa.

U nas 460-osobowy Sejm oraz 100-osobowy Senat odnawiane są w całości. Na razie 99 proc. sondaży i przymiarek personalnych koncentruje się na Sejmie, wybieranym proporcjonalnie z przeliczaniem głosów na mandaty metodą Victora D’Hondta. Zainteresowanie pierwszą izbą to oczywistość, albowiem jest znacznie ważniejsza, tylko ona decyduje na przykład o zatwierdzeniu Rady Ministrów. Wybierany jednomandatowo Senat mimo historycznej nazwy to w Polsce druga kategoria, co jaskrawo wyszło w kadencji 2019-2023. Izba wtedy opanowana została przez opozycję wobec rządu PiS, ale zdyscyplinowana partia władzy odbijała w Sejmie wszystkie uchwały senackie i przywracała swoje wersje ustaw.

Właśnie w kontekście proporcjonalnej ordynacji do Sejmu należy postrzegać ostatni konflikt w Prawie i Sprawiedliwości. Gdyby w Polsce nie tylko senatorowie, lecz przede wszystkim posłowie wybierani byli w okręgach jednomandatowych – jak kongresmeni w USA – wszystko przebiegałoby inaczej. Do faktycznie decyzyjnego Sejmu można jednak dostać się wyłącznie z partyjnej listy okręgowej, im silniejszej i bardziej zwartej – tym szansa większa. Perfekcyjnie znający te reguły najwyższy prezes Jarosław Kaczyński po siedmiogodzinnej nocnej debacie z wiceprezesem Mateuszem Morawieckim zaszpachlował pękniecie w partyjnym murze. Założone przez byłego premiera ze Zjednoczonej Prawicy stowarzyszenie Rozwój Plus nie jest już uznawane za wraże, ma działać jakby wewnątrz partii. Jego udziałowcy, posłowie i europosłowie, wejdą do nagle utworzonej przez PiS pozastatutowej rady ekspertów. Jeśli mędrcy uznani zostaną przez prezesa za wystarczająco potulnych i nieszkodzących wizerunkowi PiS, to mogą liczyć na znalezienie się za półtora roku na partyjnych listach. Jeśli jednak inicjatywie Mateusza Morawieckiego będzie w tych ryzach za ciasno, to aktywowi stowarzyszenia pozostanie samodzielne zarejestrowanie list do Sejmu, ewentualnie szukanie szczęścia w jednomandatówkach do Senatu.

Partia licząca na powrót w 2027 r. do władzy odkryła, że ma dwa płuca. Zdecydowanie prawym oddycha Przemysław Czarnek, namaszczony przez prezesa na kandydata PiS na premiera. Mateusz Morawiecki, który prestiżową porażkę personalną przełknął z trudem, zorientowany jest bardziej centrowo, chociaż absolutnie nie centrolewicowo. Kieruje ofertę do elektoratu oczekującego od rządu działania, ale w spokoju. Stowarzyszenie stało się wyrazem jego protestu, chociaż najwyższy prezes bezpośrednio po namaszczeniu rywala wspominał o hipotetycznym powierzeniu właśnie Mateuszowi Morawieckiemu stanowiska wicepremiera gospodarczego. Na razie wiadomo tyle, że kompromis osiągnięty w nocnej debacie oznacza dalsze istnienie Rozwoju Plus, chociaż bez przyjmowania nowych członków oraz tworzenia struktur terenowych i powoływania pełnomocników.

Dzieje III RP uczą, że losy politycznych rozłamowców na ogół są marne. Nietypowa sytuacja zaistniała w 2001 r., gdy na gruzach Akcji Wyborczej Solidarność powstały i weszły do Sejmu: Platforma Obywatelska (po wyssaniu także Unii Wolności), Prawo i Sprawiedliwość oraz rzutem na taśmę Liga Polskich Rodzin. Później odszczepieńcy z PiS wracali na partii łono, czego najlepszym przykładem były pokrętne manewry Solidarnej Polski. Mateusz Morawiecki wszystko to dobrze pamięta. Pierwsze surowe sondaże wieszczyły liście wyborczej jego stowarzyszenia balansowanie na 5-proc. progu do Sejmu, zatem trwanie przy PiS wydaje się pewniejsze. Przywołane w tytule zaszpachlowanie to jednak nie fachowy remont pęknięcia, lecz krótkoterminowe oszukanie rzeczywistości.