Umowa ramowa na dostawę wieloczłonowych pojazdów do obsługi połączeń regionalnych ma zostać podpisana we wrześniu podczas targów InnoTrans w Berlinie. Niemcy nie poinformowali jeszcze o szczegółach technicznych szynobusów, które zamierzają kupić. Michał Żurowski, specjalista Pesy ds. kontaktów z mediami, nie chce natomiast ujawnić wartości kontraktu. Nie potwierdza też pogłosek, że będzie on największym, jaki zrealizowała dotychczas bydgoska firma.
— Mogę tylko powiedzieć, że jego wartość będzie naprawdę duża — mówi Żurowski.
W związku z planowaną umową Pesa nie zamierza jednak zwiększać zatrudnienia, rozbudowywać parku maszynowego ani hal produkcyjnych.
— Wystarczą nam dotychczasowe siły — zapewnia Michał Żurowski. Czy sukcesom polskiego producenta nie zaszkodzi niepewna sytuacja gospodarcza? Prof. Marek Sitarz, kierownik Katedry Transportu Szynowego na Politechnice Śląskiej, uważa, że nie.
— Osobowy transport szynowy ma dobre perspektywy. Przemawiają za nim bezpieczeństwo, ekologia, szybkość i sprawność — twierdzi prof. Sitarz. Opinię tę podziela Michał Żurowski. Jego zdaniem, zapotrzebowanie na pojazdy szynowe jest coraz większe także w naszym kraju.
— Polskie miasta uruchamiają nowe i przywracają zlikwidowane w przeszłości połączenia szynowe — twierdzi przedstawiciel Pesy. Specjaliści przekonują, że nowy kontrakt oraz rosnące zapotrzebowanie na szynobusy znacząco wzmocnią pozycję polskiej spółki.
— Pesę już dziś można określić mianem Solarisa transportu szynowego. Jej pojazdy sprawdzają się zarówno na rynku polskim, jak i za granicą — wskazuje ekspert z Politechniki Śląskiej. Szynobusy Pesy jeżdżą już m.in. po Rumunii, Rosji, Kazachstanie, Czechach, Węgrzech, Litwie i Białorusi. W 2011 r. przychody ze sprzedaży bydgoskiego producenta osiągnęły około 1,9 mld zł, wynik operacyjny wyniósł 345 mln zł, a wynik netto — około 215 mln zł.