Dookoła sami pesymiści. W kraju i za granicą. Wbrew rynkowi postanowiliśmy jednak poszukać argumentów, które przemawiają przynajmniej za dłuższym odbiciem na światowych rynkach akcji. Kto wie, może nawet końcem bessy.
Ostatnie dni przyniosły poprawę nastrojów na światowych rynkach finansowych. Wcześniej, przez siedem tygodni z kolei, inwestorzy unikali ryzykowniejszych aktywów jak ognia. Sygnał do zakupów akcji dały amerykańskie banki (Citigroup ujawnił, że dwa pierwsze miesiące roku są najlepsze od 2007 r.) oraz znaczące osłabienie waluty uchodzącej na świecie za tzw. safe heaven, czyli franka szwajcarskiego. Tamtejszy bank centralny znów ściął stopy procentowe i rozpoczął interwencję, by osłabić walutę. Indeksy giełdowe wzrosły w ostatnich dniach o 7-15 proc. Chętnie kupowano waluty krajów rozwijających się. Złoty w tydzień zyskał ponad 5 proc. do euro i franka.
Być może to tylko korekta wyraźnie zarysowanego trendu spadkowego. Tak przynajmniej odczytują to analitycy korzystający z analizy technicznej. A może jednak bliski przełom w trwającej już półtora roku bessie? Przed tygodniem JP Morgan wyskoczył właśnie z taką tezą, a przecież jest to bank dobrze znany Polakom z pesymistycznego nastawienia do naszej gospodarki. Było to przed tygodniem, zanim jeszcze rynki Ameryki odżyły. Argumentem za odbiciem był spadek amerykańskich indeksów najniżej od 12 lat. W historii USA były tylko trzy tak wielkie przeceny.
Pod koniec 2001 r. krajowe indeksy zaczęły rosnąć, kończąc dwuletnią bessę po pęknięciu bańki internetowej. Pesymiści mówili wtedy, że to tylko odbicie. Odważniejsi komentowali, że nie rozumieją kupujących, bo przecież na horyzoncie nie ma żadnych dobrych wiadomości. Rzeczywiście, z polskiej gospodarki jeszcze przez wiele miesięcy płynęły negatywne sygnały. Polska giełda, w ślad za zachodnimi, rozpoczynała już jednak mozolną wspinaczkę. Historia lubi się powtarzać.
1. Psychologia rządzi, nastroje są bliskie dna
Od
miesięcy rynkami akcji rządzi strach. Nie liczą się żadne fundamenty. Optymistów
jak na lekarstwo. Ostatnią poprawę nastrojów na światowych rynkach akcji
analitycy odbierają tylko jako odbicie, które sugerowała analiza techniczna. O
końcu globalnej bessy nikt nie wspomina. Nic w tym dziwnego, skoro z gospodarek
płyną same złe wieści — ludzie tracą pracę, mniej konsumują, firmy tną
inwestycje i zmniejszają produkcję. Bombardowany pesymizmem rynek akcji zdaje
się jednak uwzględniać już wszelkie złe informacje, które mogą płynąć jeszcze
przez dobrych kilka- -kilkanaście miesięcy. Giełdy są wyprzedane do granic
możliwości. Globalni inwestorzy schowali się na rynku złota czy
bezpiecznych obligacji skarbowych. Nad Wisłą spłoszonej zagranicy nie ma, a
udział akcji w portfelach instytucji jest najniższy od 2001 r. Tylko czekać na
zwrot akcji, który zwykle przychodzi nieoczekiwanie.
2. Giełdy wyprzedzą poprawę w gospodarce
Pierwsze
sygnały bessy widać było już w połowie 2007 r. Początkowo w realnej gospodarce
nic groźnego się nie działo. Jeszcze w II kwartale 2008 r. PKB w USA wzrósł o
2,8 proc. Kłopoty zaczęły się w III kwartale ubiegłego roku, głównie przez
jesienny zawał na światowym rynku międzybankowym (wywołało go bankructwo banku
inwestycyjnego Lehman Brothers). Można więc uprościć, że spadki na giełdach
wyprzedziły załamanie realnej, najważniejszej dla świata, gospodarki o ponad
rok. Z analizy powojennych recesji w USA i Europie Zachodniej wynika, że giełdy
wyprzedzają poprawę w gospodarce o około połowy roku. Chodzi o mocne
odreagowanie bessy i późniejszą konsolidację. Wskaźniki makroekonomiczne mogą
zacząć się poprawiać już w drugiej połowie roku. Gorsze scenariusze zakładają,
że recesja w rozwiniętych gospodarkach skończy się w IV kwartale tego roku lub I
kwartale 2010 r.
3. Polskie aktywa w walutach są bardzo tanie
Rok temu
pisaliśmy, że z punktu widzenia zagranicznych inwestorów na GPW nie ma żadnej
bessy. Nawet po półrocznym spadku krajowych indeksów o 30 proc. Powód? Straty na
akcjach rekompensował zagranicznym graczom rosnący kurs złotego (tak było do
lipca 2008 r.). W ostatnich miesiącach sytuacja diametralnie się zmieniła. Złoty
osłabł nawet o 50 proc. w stosunku do głównych światowych walut. Uwzględniając
spadek indeksów, akcje polskich firm w oczach zagranicznych inwestorów staniały
od lipca o prawie 70 proc. To oznacza, że z punktu widzenia Zachodu już dziś
warto zajmować pozycje na polskim rynku finansowym (chodzi o akcje, obligacje
skarbowe). Tym bardziej że złoty zaczyna odrabiać straty.
4. Możni tego świata starają się pobudzić rynki
W
najważniejszej na świecie gospodarce amerykańskiej, która jest drogowskazem dla
inwestorów giełdowych, lada moment będą widoczne rezultaty wdrażanych właśnie
planów ratunkowych. Pierwsze pozytywne sygnały już są. Poprawiają się niektóre
wskaźniki wyprzedzające koniunkturę gospodarczą. Powoli wraca zaufanie na rynku
międzybankowym. Europejskie banki z miesiąca na miesiąc lokują coraz mniej
gotówki na nocnej lokacie (O/N) w Europejskim Banku Centralnym. To m.in. skutek
najniższych w historii stóp procentowych. Pieniądz nie zna próżni i będzie coraz
raźniej krążyć po rynkach. Kilka lat temu była bańka cenowa na rynku akcji.
Później niezdrowo rosły ceny nieruchomości. W ostatnich kwartałach bańka
spekulacyjna pojawiła się na rynku surowcowym, a ostatnio — obligacji. Wracamy
do akcji? Kiedyś musimy.
5. Przecena na giełdach była mocno przesadzona
Wyceny
spółek są zbyt mocno zaniżone. Oczywiście można je sprowadzić jeszcze niżej przy
słabych obrotach i kolejnych niemiłych niespodziankach. Dla długodystansowców to
jednak okazja do zakupów (pod warunkiem, że nie weszli do gry kilka miesięcy
temu). Na GPW przesadną przecenę sugerują chociażby same giełdowe spółki, które
skupują własne akcje. Nie chodzi tylko o to, by je później umorzyć. Niektórzy
emitenci kupują swoje akcje, by je oddać menedżerom, odsprzedać w lepszych
czasach lub opłacić nimi przejmowanych w przyszłości konkurentów. Poza tym
wyceny spółek (nawet takich tuzów, jak PKN Orlen czy PKO BP) są niższe niż
pięć lat temu. Tymczasem spółki często zwielokrotniły w tym czasie przychody i
możliwości generowania zysków. Na GPW można znaleźć firmy, które pomimo wielkiej
bessy i kłopotów z uzyskaniem finansowania na rynku wciąż płacą sowite
dywidendy.