Pięć problemów polskiego węgla

Rząd chętnie mówi o zachowaniu miejsc pracy w górnictwie. Nie odpowiada jednak na pytania o ekonomiczny sens tych działań

Kiedy w zeszłym tygodniu Andrzej Czerwiński, minister skarbu, ogłaszał nową formułę ratunkową dla bankrutującej Kompanii Węglowej (KW), mówił o „zapewnianiu kopalniom płynności”, „zachowaniu miejsc pracy”, „podstawie naszego systemu energetycznego”. Trudno się dziwić — w bankrutującej KW pracuje ok. 35 tys. osób, co w przededniu wyborów parlamentarnych ma znaczenie. Nieco mniej chętnie mówił minister Czerwiński o negocjacjach ze związkami zawodowymi. Podkreślał jedynie, bez konkretów, że „powinny współpracować, tak jak (…) w Jastrzębskiej Spółce Węglowej”. W JSW związkowcy zgodzili się na zawieszenie części wynagrodzeń, w kwocie ok. 0,5 mld zł rocznie. Na najważniejsze pytania minister nie odpowiadał jednak w ogóle. Pytany kilkakrotnie w trakcie konferencji o sens dosypywania pieniędzy do górnictwa, prognozy popytu na węgiel, liczby uzasadniające działania pomocowe, odpowiadał wymijająco. Oto pięć górniczych problemów, o których rząd nie mówi, i które stawiają pod znakiem zapytania perspektywy polskiego węgla.

Bloomberg

O czym rząd nie mówi, kiedy mówi o ratowaniu polskiego górnictwa?

1. O tym, że węgla jest w Polsce za dużo

Produkcja węgla w polskich kopalniach przewyższa zapotrzebowanie. I jest to zjawisko trwałe. — Nadwyżka sięga 12 mln ton i nic nie zapowiada jej zmniejszenia — podkreśla Janusz Steinhoff, były wicepremier i minister gospodarki w rządzie Jerzego Buzka. Dla porównania — prywatna Bogdanka, uchodząca za najsprawniejszą kopalnię w Polsce, prognozuje tegoroczną sprzedaż na poziomie ok. 8,5 mln ton. Nadwyżka jest więc potężna. Tony węgla leżą dziś na zwałach przy kopalniach, a także na placach przy elektrowniach, które — kupując na zapas — wspierały gotówką zakłady górnicze. Zachęcał do tego wspólny właściciel, czyli państwo, kontrolujące największe firmy górnicze w kraju (Kompanię Węglową, Katowicki Holding Węglowy i Jastrzębską Spółkę Węglową) oraz energetyczne (PGE, Tauron, Energę i Eneę). Nadwyżka produkcji wynika z nadwyżki mocy produkcyjnych. Bo kopalnie pracują pełną parą, mimo że sprzedaż maleje. Ograniczenie wydobycia to temat trudny — wiąże się z redukcją zatrudnienia.

2. O tym, że priorytet wydajności nie ma obecnie sensu

— Węgla jest za dużo, a rząd chce, żeby kopalnie wydobywały jeszcze więcej — załamuje ręce doradca z dużej firmy konsultingowej. Przykładem są Brzeszcze i Makoszowy, kopalnie ponoszące największe straty. Rząd obiecał, że ich nie zamknie, więc szuka im nowego właściciela, który zainwestuje setki milionów złotych i zwiększy wydobycie. — To bezsens. Zwłaszcza że wydajnością i tak mocno odstajemy od świata — dodaje ten sam doradca.

Maciej Bukowski z think-tanku Warszawski Instytut Studiów Ekonomicznych lubi powtarzać, że polski górnik wydobywa średnio 700 ton węgla rocznie, a górnik w Wielkiej Brytanii — 2,1 tys. ton węgla rocznie, czyli trzy razy więcej. Na dodatek Wielka Brytania kopalnie zamyka.

3. O tym, że zamykanie kopalni ma sens

W styczniu premier Ewa Kopacz obiecała, że nie będzie likwidować kopalni. Do dziś się tego trzyma. — Nie można powiedzieć, że taka deklaracja oparta jest na realnych przesłankach — zwłaszcza że ze względu na europejskie regulacje dotyczące pomocy publicznej rząd nie może wspierać wydobycia — zauważa Janusz Steinhoff. Dla kopalni węgla, tak jak dla energetyki, stosunkowo łatwo jest opracować tzw. merit order, czyli ranking zakładów na podstawie jednostkowego kosztu produkcji. Energetyka powinna kupować od najtańszych. Zdaniem jednego z doradców, widać wtedy, że większość kopalni Kompanii Węglowej nie mieści się w tej grupie.

— Rozwiązaniem jest sukcesywne zamykanie najgorszych kopalni. W ten sposób co roku, przez trzy lata, można by zdjąć z rynku 4 mln ton węgla — zauważa doradca współpracujący z rządem przy planach dla węgla. Głośno jednak tego nie mówi.

4. O tym, że świat chce coraz mniej węgla

Wsparciem dla niezmiennie wysokiego wydobycia węgla w Polsce ma być większy eksport. Problem w tym, że polski węgiel nie rzuca świata na kolana. — Nasz węgiel energetyczny nie jest szczególnie atrakcyjny ze względu na właściwości, m.in. kaloryczność — zauważa Janusz Steinhoff. Poza tym światowe niskie ceny węgla nie dają polskim kopalniom zarobku. I nic nie wskazuje na to, by miało się to zmienić. Moody’s Investors Service podaje, że połowa zasobów węgla na świecie jest obecnie nieopłacalna w wydobyciu. Goldman Sachs obniżył z kolei ostatnio prognozy cenowe o 17 proc., do 54 USD za tonę na 2016 r. Ludzie z branży wątpią, że polskie górnictwo będzie w stanie obronić się przy niskich globalnych cenach węgla. — Węgiel kosztuje dziś mało, ale Rosja i Australia są w stanie na nim zarabiać. Polskie górnictwo ma koszty średnio dwa razy wyższe niż cena, również ze względu na trudną geologię — argumentuje menedżer reprezentujący firmę, która myśli o budowie nowej kopalni w Polsce (w miejscu, gdzie geologia temu sprzyja).

5. O tym, że krajowa energetyka potrzebuje coraz mniej węgla

Lekarstwem na problemy sektora węglowego ma być jego konsolidacja z energetyką. Ma to sens, ale rząd nie wspomina, że energetyka też redukuje zapotrzebowanie na węgiel. Stare bloki są stopniowo wygaszane, a powstające w ich miejsce nowe są wysokosprawne. To oznacza, że potrzebują mniej paliwa, by wyprodukować tyle samo prądu. Do tego dochodzi rozwój energetyki gazowej i odnawialnych źródeł energii.

— Nie zdziwię się, jeśli za kilka lat wróci problem zbytu polskiego węgla, bo energetyka nie będzie go tak potrzebować — stwierdza doradca z firmy konsultingowej. Do węgla zniechęca energetykę również europejska polityka klimatyczna, zmierzająca do podwyższania opłat za emisje dwutlenku węgla. Obciążona opłatami energetyka węglowa będzie musiała sprzedawać prąd coraz drożej (zapłacą więc konsumenci, o czym rząd też nie mówi). Wszystko dobrze, dopóki Polska jest niemalże wyspą energetyczną i nie musi się martwić konkurencją zielonych elektrowni pracujących np. w Niemczech. W końcu jednak powstaną efektywne połączenia transgraniczne. Czarna energetyka tej konkurencji nie wytrzyma.

— Właśnie dlatego w Europie powoli kończy się górnictwo węgla kamiennego. W Niemczech ostatnie kopalnie dożywają swoich dni, problemy mają też Hiszpania i Czechy — twierdzi Janusz Steinhoff. — Wszystko zależy od tego, czy skutecznie przyblokujemy rozwój połączeń transgranicznych — zauważa z przekąsem doradca z rynku.

O czym rząd nie mówi, kiedy mówi o ratowaniu polskiego górnictwa?

1. O tym, że węgla jest w Polsce za dużo

Produkcja węgla w polskich kopalniach przewyższa zapotrzebowanie. I jest to zjawisko trwałe. — Nadwyżka sięga 12 mln ton i nic nie zapowiada jej zmniejszenia — podkreśla Janusz Steinhoff, były wicepremier i minister gospodarki w rządzie Jerzego Buzka. Dla porównania — prywatna Bogdanka, uchodząca za najsprawniejszą kopalnię w Polsce, prognozuje tegoroczną sprzedaż na poziomie ok. 8,5 mln ton. Nadwyżka jest więc potężna. Tony węgla leżą dziś na zwałach przy kopalniach, a także na placach przy elektrowniach, które — kupując na zapas — wspierały gotówką zakłady górnicze. Zachęcał do tego wspólny właściciel, czyli państwo, kontrolujące największe firmy górnicze w kraju (Kompanię Węglową, Katowicki Holding Węglowy i Jastrzębską Spółkę Węglową) oraz energetyczne (PGE, Tauron, Energę i Eneę). Nadwyżka produkcji wynika z nadwyżki mocy produkcyjnych. Bo kopalnie pracują pełną parą, mimo że sprzedaż maleje. Ograniczenie wydobycia to temat trudny — wiąże się z redukcją zatrudnienia.

2. O tym, że priorytet wydajności nie ma obecnie sensu

— Węgla jest za dużo, a rząd chce, żeby kopalnie wydobywały jeszcze więcej — załamuje ręce doradca z dużej firmy konsultingowej. Przykładem są Brzeszcze i Makoszowy, kopalnie ponoszące największe straty. Rząd obiecał, że ich nie zamknie, więc szuka im nowego właściciela, który zainwestuje setki milionów złotych i zwiększy wydobycie. — To bezsens. Zwłaszcza że wydajnością i tak mocno odstajemy od świata — dodaje ten sam doradca.

Maciej Bukowski z think-tanku Warszawski Instytut Studiów Ekonomicznych lubi powtarzać, że polski górnik wydobywa średnio 700 ton węgla rocznie, a górnik w Wielkiej Brytanii — 2,1 tys. ton węgla rocznie, czyli trzy razy więcej. Na dodatek Wielka Brytania kopalnie zamyka.

3. O tym, że zamykanie kopalni ma sens

W styczniu premier Ewa Kopacz obiecała, że nie będzie likwidować kopalni. Do dziś się tego trzyma. — Nie można powiedzieć, że taka deklaracja oparta jest na realnych przesłankach — zwłaszcza że ze względu na europejskie regulacje dotyczące pomocy publicznej rząd nie może wspierać wydobycia — zauważa Janusz Steinhoff. Dla kopalni węgla, tak jak dla energetyki, stosunkowo łatwo jest opracować tzw. merit order, czyli ranking zakładów na podstawie jednostkowego kosztu produkcji. Energetyka powinna kupować od najtańszych. Zdaniem jednego z doradców, widać wtedy, że większość kopalni Kompanii Węglowej nie mieści się w tej grupie.

— Rozwiązaniem jest sukcesywne zamykanie najgorszych kopalni. W ten sposób co roku, przez trzy lata, można by zdjąć z rynku 4 mln ton węgla — zauważa doradca współpracujący z rządem przy planach dla węgla. Głośno jednak tego nie mówi.

4. O tym, że świat chce coraz mniej węgla

Wsparciem dla niezmiennie wysokiego wydobycia węgla w Polsce ma być większy eksport. Problem w tym, że polski węgiel nie rzuca świata na kolana. — Nasz węgiel energetyczny nie jest szczególnie atrakcyjny ze względu na właściwości, m.in. kaloryczność — zauważa Janusz Steinhoff. Poza tym światowe niskie ceny węgla nie dają polskim kopalniom zarobku. I nic nie wskazuje na to, by miało się to zmienić. Moody’s Investors Service podaje, że połowa zasobów węgla na świecie jest obecnie nieopłacalna w wydobyciu. Goldman Sachs obniżył z kolei ostatnio prognozy cenowe o 17 proc., do 54 USD za tonę na 2016 r. Ludzie z branży wątpią, że polskie górnictwo będzie w stanie obronić się przy niskich globalnych cenach węgla. — Węgiel kosztuje dziś mało, ale Rosja i Australia są w stanie na nim zarabiać. Polskie górnictwo ma koszty średnio dwa razy wyższe niż cena, również ze względu na trudną geologię — argumentuje menedżer reprezentujący firmę, która myśli o budowie nowej kopalni w Polsce (w miejscu, gdzie geologia temu sprzyja).

5. O tym, że krajowa energetyka potrzebuje coraz mniej węgla

Lekarstwem na problemy sektora węglowego ma być jego konsolidacja z energetyką. Ma to sens, ale rząd nie wspomina, że energetyka też redukuje zapotrzebowanie na węgiel. Stare bloki są stopniowo wygaszane, a powstające w ich miejsce nowe są wysokosprawne. To oznacza, że potrzebują mniej paliwa, by wyprodukować tyle samo prądu. Do tego dochodzi rozwój energetyki gazowej i odnawialnych źródeł energii.

— Nie zdziwię się, jeśli za kilka lat wróci problem zbytu polskiego węgla, bo energetyka nie będzie go tak potrzebować — stwierdza doradca z firmy konsultingowej. Do węgla zniechęca energetykę również europejska polityka klimatyczna, zmierzająca do podwyższania opłat za emisje dwutlenku węgla. Obciążona opłatami energetyka węglowa będzie musiała sprzedawać prąd coraz drożej (zapłacą więc konsumenci, o czym rząd też nie mówi). Wszystko dobrze, dopóki Polska jest niemalże wyspą energetyczną i nie musi się martwić konkurencją zielonych elektrowni pracujących np. w Niemczech. W końcu jednak powstaną efektywne połączenia transgraniczne. Czarna energetyka tej konkurencji nie wytrzyma.

— Właśnie dlatego w Europie powoli kończy się górnictwo węgla kamiennego. W Niemczech ostatnie kopalnie dożywają swoich dni, problemy mają też Hiszpania i Czechy — twierdzi Janusz Steinhoff. — Wszystko zależy od tego, czy skutecznie przyblokujemy rozwój połączeń transgranicznych — zauważa z przekąsem doradca z rynku.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Magdalena Graniszewska

Polecane