Pięciu związkowców prowadzi głodówkę w kopalni "Budryk"

Polska Agencja Prasowa SA
opublikowano: 2005-11-08 09:25

Pięciu związkowców z "Sierpnia 80" prowadzi w kopalni "Budryk" w Ornontowicach na Śląsku głodówkę. Protestują przeciwko polityce zarządu kopalni i domagają się podwyżek wynagrodzeń. Podobne postulaty mają związki "Solidarność" i "Kadra", które jednak na razie wstrzymują się z protestami.

Pięciu związkowców z "Sierpnia 80" prowadzi w kopalni "Budryk" w Ornontowicach na Śląsku głodówkę. Protestują przeciwko polityce zarządu kopalni i domagają się podwyżek wynagrodzeń. Podobne postulaty mają związki "Solidarność" i "Kadra", które jednak na razie wstrzymują się z protestami.

Szef "Sierpnia 80" w kopalni Krzysztof Łabądź powiedział we wtorek PAP, że do trzech górników, którzy w poniedziałek w południe rozpoczęli głodówkę, po południu dołączył czwarty, a w nocy kolejny. Nie wykluczone, że liczba uczestników protestu jeszcze się zwiększy.

Natomiast zakładowa "Solidarność", która kilka tygodni temu wszczęła z zarządem kopalni spór zbiorowy (nieuznawany przez dyrekcję), liczy, że napięta sytuacja w zakładzie wyjaśni się po zaplanowanym na wtorkowe popołudnie posiedzeniu rady nadzorczej kopalni. Związkowcy mają nadzieję, że efektem posiedzenia będzie odwołanie zarządu, któremu zarzucają m.in. unikanie dialogu społecznego i łamanie praw pracowniczych.

Przedstawiciele zarządu zaprzeczają tym zarzutom. Ich zdaniem, spór zbiorowy jest nielegalny, ponieważ aby domagać się zmiany rozwiązań płacowych związkowcy musieliby najpierw wypowiedzieć układ zbiorowy pracy, a to jak dotąd nie nastąpiło. Jako argument, że dialog społeczny jest prowadzony, zarząd podaje m.in. porozumienie podpisane z pięcioma innymi związkami.

Po październikowym referendum strajkowym i zapowiedzi strajku, który miał rozpocząć się w poniedziałek, zarząd kopalni zwrócił się do sądu, szukając tam potwierdzenia nielegalności planowanej akcji. W ubiegłym tygodniu Sąd Okręgowy wydał postanowienie, w którym zakazał m.in. blokowania pracy kopalni, nie zakazał jednak strajku w formie powstrzymania się od pracy.

Sąd zakazał "Solidarności" i "Kadrze" "jakiejkolwiek interwencji mogącej skutkować wstrzymaniem w całości lub w części ruchu zakładu górniczego, zakłócania działalności produkcyjnej oraz blokowania zbytu węgla w kopalni". W świetle tego postanowienia, gdyby do takich działań doszło, a kopalnia poniosłaby straty, łatwiej byłoby jej domagać się odszkodowań.

Szef "Solidarności" w kopalni Andrzej Powała zaprzeczył, jakoby to właśnie postanowienie sądu spowodowało zawieszenie decyzji o strajku. Jak powiedział PAP, związkowcy zaniechali na razie protestu ponieważ prosił ich o to członek rady nadzorczej z ramienia załogi, aby rada nie obradowała pod presją strajku. W zależności od decyzji rady, związkowcy zdecydują, co dalej z protestem.

"Takie a nie inne postanowienie sądu nawet nas cieszy. Wynika z niego, że mamy prawo do strajku, co w świetle ustawy o rozwiązywaniu sporów zbiorowych jest oczywiste. Czym innym natomiast są działania dywersyjne, jak blokowanie zakładu czy utrudnianie podjęcia pracy tym, którzy nie chcą strajkować. Właśnie tego zakazał sąd" - powiedział Powała, zaznaczając, że związkowcy nie planowali takich działań. Mówienie, że sąd zakazał strajku, nazwał manipulacją.

Protest w "Budryku" ma podłoże płacowe. "Solidarność", "Sierpień 80" i "Kadra" są w sporze zbiorowym z zarządem, domagając się m.in. podwyżek wyższych od tych, na które zgodziło się pięć innych związków. Zarzucają zarządowi firmy łamanie prawa. Zarząd uznaje spór zbiorowy i protesty za nielegalne, a spełnienie żądań związkowców uważa za przekraczające możliwości finansowe kopalni.

Trzy związki domagają się podwyżki dla każdego zatrudnionego w kopalni o 2 zł za dniówkę, a także bonów wartości 3 tys. zł. Dyrekcja nie zgadza się na żądania. Kilkanaście dni temu podpisała porozumienie z pozostałymi związkami zgadzając się na bony o wartości 700 zł i podwyżki o 3 proc. Według protestujących związkowców, przyjęty mechanizm podwyżki oznacza, że najbardziej wzrosną płace najwięcej zarabiających.

Według przedstawicieli kopalni, spełnienie żądań płacowych protestujących związków kosztowałoby ją ok. 20 mln zł rocznie, podczas gdy jej zysk za trzy kwartały tego roku to niespełna 3,7 mln zł. Zarząd uważa spór zbiorowy za nielegalny.

Spór płacowy w kopalni "Budryk" miał miejsce także w ubiegłym roku; latem odbyło się referendum strajkowe i strajk ostrzegawczy, w grudniu podziemny protest. Właśnie straty spowodowane tymi protestami spowodowały, że tym razem zarząd zwrócił się w sprawie protestu do sądu.