Zawarcie przez Polskie Górnictwo Naftowe i Gazownictwo warunkowej umowy z ExxonMobile o zakupie trzech licencji poszukiwawczo-wydobywczych, oznaczające objęcie 15 proc. udziałów w dwóch polach ropno-gazowych na norweskim szelfie kontynentalnym — to posunięcie zdecydowanie w dobrym kierunku. Jednak umowa obwarowana jest wieloma niełatwymi do spełnienia warunkami, zarówno po stronie polskiej, jak i norweskiej. Dopiero kiedy zostaną one spełnione — PGNiG przejdzie do technologicznych konkretów.
A zatem na pewno jeszcze za wcześnie na triumfalne odtrąbienie przełomu w kwestii dywersyfikacji dostaw surowców energetycznych, zwłaszcza gazu do Polski. Politycy generalnie mają takie podejście do gospodarki, że wierzą w sprawczą moc decyzji, które okazują się zaledwie intencyjnymi. Na przykład od zmieniających się premierów Polski i Ukrainy już kilkakrotnie słyszałem na własne uszy, że ropa z Brodów do Płocka prawie płynie… Dobrze też pamiętam triumfalną atmosferę powrotu Jerzego Buzka z kilkugodzinnego wyskoku w roku 2001 do Norwegii, finalizującego umowę o podmorskim gazociągu.
Dlatego do chłodnej oceny sytuacji po podpisaniu umowy najlepiej pasuje tytuł naszego komentarza — to pierwszy kroczek, oczywiście w dobrym kierunku. Dopiero gdy przyjdzie do przełamywania trudności nie tylko finansowych i prawnych, ale także — a właściwie przede wszystkim — technologicznych, okaże się, ile jeszcze brakuje do postawienia znaczącego kroku.