Pilną potrzebą staje się zmiana polityki gospodarczej

Andrzej Arendarski
opublikowano: 2000-01-05 00:00

Andrzej Arendarski: Pilną potrzebą staje się zmiana polityki gospodarczej

CORAZ CIĘŻEJ: Koszty finansowe przedsiębiorstw stały się większe nie tylko od amortyzacji, ale nawet od narzutów na wynagrodzenia — alarmuje Andrzej Arendarski. fot. Borys Skrzyński

O znaczącym spadku naszej inflacji w latach 1997 i 1998 decydowała w równym stopniu deflacyjna tendencja w gospodarce światowej, co i polityka gospodarcza i monetarna w Polsce. Jak pamiętamy — gwałtownie spadały w tym okresie ceny paliw, a także innych surowców i materiałów. Koniec globalnej deflacji musiał wpłynąć w roku 1999 na wzrost cen także w naszym kraju. Zaordynowana 17 listopada przez RPP podwyżka stóp procentowych — oprócz silnego zdławienia wytwórczości i powiększenia kosztów obsługi długu publicznego — niewiele mogła zmienić, albowiem nie powstrzymała przecież trendu światowego.

MAMY wyjątkowo wysokie stopy podstawowych kredytów banku centralnego, niewiele odbiegające od występujących w krajach ogarniętych krachem finansowym. Rząd zaś wymusza na parlamencie ustawę niezgodną z Konstytucją (tzw. pożyczka dla ZUS), byle tylko nie dopuścić do formalnego przekroczenia ustalonego na rok 1999 deficytu. Prawdą jest natomiast to, że mamy bałagan w finansach publicznych i nie stosujemy standardów UE, bowiem sektor ten może narobić długów, ale nie musi znaleźć to odzwierciedlenia w oficjalnym deficycie.

Z RZĄDOWEGO uzasadnienia do ustawy budżetowej na rok 2000 wynika, iż jeśli w roku 1996 koszty finansowe przedsiębiorstw wynosiły ponad 21,1 mld zł i były większe od odpisów amortyzacyjnych (około 17 mld zł), to w roku 1999 przekroczyły już 49 mld zł, zaś w 2000 nadal będą wzrastać o ponad 10 proc. Aby uzmysłowić sobie skalę przechwytywania przez banki pieniędzy z przedsiębiorstw, warto zwrócić uwagę, że wynik finansowy netto całego sektora to jedynie 8,5 mld zł w roku 1996 i zaledwie 1,6 mld zł w 1999. Koszty finansowe przedsiębiorstw stały się większe nie tylko od amortyzacji, ale nawet od wszystkich narzutów na wynagrodzenia, stanowiąc niemal połowę nakładów ponoszonych przez firmy na płace!

RÓWNIE SILNIE drenowane są finanse publiczne, gdyż koszty obsługi długu publicznego należą do największych pozycji w wydatkach państwa. Rocznie wynoszą około 20 mld zł, gdy na przykład tegoroczna dotacja do FUS, budząca tyle emocji i przetargów — osiągnie „tylko” niecałe 16 mld zł. Listopadowa podwyżka stóp oznacza wyraźne powiększenie wydatków budżetu na obsługę długu publicznego. Najbardziej jednak niepokojące jest to, że „czyszcząc” z pieniędzy przedsiębiorstwa, sektor finansów publicznych oraz obywateli, którzy zaciągnęli kredyty — niekoniecznie osiąga się założone cele. Można natomiast doprowadzić do zadławienia kiełkującej dopiero tendencji do szybszego rozwoju.

POLITYKA chłodzenia gospodarki — prowadzona przez rząd pod hasłami zdyscyplinowania finansów publicznych i tworzenia warunków dynamicznego rozwoju — dotychczas owocuje wzrostem PKB o połowę niższym niż przed jej podjęciem. Także NBP wiąże swą drastyczną politykę nie tylko z inflacją, ale i z potrzebą hamowania narastania ujemnego salda w handlu zagranicznym. W minionych latach inflacja spadała, realne stopy procentowe nawet się powiększały — a przecież nie doprowadziło to do poprawy sytuacji w wymianie z zagranicą.

SŁOWEM — dotychczasowa polityka gospodarcza i monetarna nie zapobiegła nawrotowi w roku 1999 wyższej inflacji, nie uchroniła Polski przed obniżeniem tempa rozwoju gospodarczego, a przede wszystkim nie zapobiegła dramatycznemu już narastaniu ujemnego salda handlu zagranicznego. Może więc warto zastanowić się raczej nad zmianą w roku 2000 tej polityki, niż nadal iść w stronę zaostrzania kursuÉ

Andrzej Arendarski jest prezesem Krajowej Izby Gospodarczej