Pomimo tego słabszego odczytu warto podkreślić, że w niesprzyjającym otoczeniu zewnętrznym naszej gospodarce udało się uniknąć recesji, również tej tzw. technicznej (dwa z rzędu kwartalne spadki realnego PKB). Przypomnę, takie obawy pojawiały się po słabszym początku ubiegłego roku. Co więcej, gdy spojrzymy na nieco inne ujęcie zmian zagregowanej aktywności gospodarczej - na wartość dodaną, okaże się, że w skali całego ubiegłego roku wzrosła ona realnie o 1,0 proc., tj. o 0,8 pp więcej niż PKB.
Wartość dodana to nic innego jak PKB w cenach czynników produkcji. Różni się ona od PKB o wartość podatków pośrednich pomniejszoną o państwowe dopłaty do cen niektórych dóbr i usług. Zwykle przejście z cen producenta na rynkowe nie skutkowało w Polsce aż tak dużą różnicą w średniorocznych tempach zmian wartości dodanej i PKB. Ta z ubiegłego roku, o ile nie wystąpią tu jakieś korekty, byłaby największą w całej historii danych dla Polski dostępnej w bazach Eurostatu. Najwyraźniej w ubiegłym roku szacunki realnych zmian podstawowych agregatów aktywności gospodarczej w naszym kraju zaburzyły różne tarcze osłonowe wprowadzone po wybuchu pełnoskalowej wojny w Ukrainie. Właśnie one mogą mieć znaczenie dla realnej wyceny wspomnianej wcześniej różnicy między PKB a wartością dodaną.
Pozytywnie należy też ocenić sytuację na rynku pracy. W grudniu ubiegłego stopa bezrobocia rejestrowanego w Polsce wyniosła zaledwie 5,1proc. - najniżej w tym okresie roku dla całej historii danych dostępnych w GUS (od 1990 r.). To, przy systematycznie poprawiających się nastrojach gospodarstw domowych – w styczniu koniunktura konsumencka była najlepsza od wybuchu pandemii COVID-19, i kontynuacji spadków inflacji CPI (do 3,9 proc. r/r w styczniu) powinno wkrótce uruchomić mocniejszy realne wzrost spożycia gospodarstw domowych – tej składowej PKB, której nam nieco zabrakło w ubiegłym roku.

