PKN Orlen ogłasza kolejne przetargi na zakup lub dzierżawę firmowych stacji paliw. Proces obejmie ponad 200 nieatrakcyjnych i przestarzałych obiektów. To błąd — twierdzą związkowcy oraz Jerzy Małyska, były szef CPN.
W ramach restrukturyzacji sieci stacji paliw PKN Orlen zamierza sprzedać 153 i wydzierżawić 73 placówki z ponad 2000 posiadanych obiektów. Myli się jednak ten, kto sądzi, że PKN chce w ten sposób zgromadzić fundusze na przykład na dalsze inwestycje. Wartość pierwszych 83 obiektów oszacowano na 16,5 mln zł. Tymczasem koszt budowy nowej stacji specjaliści z Orlenu wyceniają na 3,8 mln zł. O co więc chodzi?
— Stacje przynoszą straty, a rocznie sprzedają nie więcej niż 1 mln litrów paliw — twierdzi Jarosław Tyc, wiceprezes PKN Orlen i dyrektor ds. handlu detalicznego.
Nie jest to jedyna przyczyna takiej decyzji.
— Większość obiektów jest położona w miejscach, gdzie nie warto inwestować, a plany zagospodarowania przestrzennego nie dopuszczają w przyszłości dalszego funkcjonowania stacji. Niekiedy skłania nas do takiego kroku fakt, że nie jesteśmy właścicielami gruntu, na którym działa nasza stacja — tłumaczy Jarosław Tyc.
To wszystko sprawia, że nie jest łatwo znaleźć kupca na te obiekty.
— Z 53 stacji w październiku nabywców znalazły 22, a 8 wycofano. Na pozostałe ogłosimy kolejny przetarg. Chcemy w tym roku sprzedać 75 obiektów — zaznacza Jarosław Tyc.
60-70 proc. oferentów stanowią ich dotychczasowi użytkownicy — agenci pracujący dla PKN Orlen.
Okazuje się jednak, że proces sprzedaży sieci stacji paliw przez PKN Orlen wywołuje sporo kontrowersji. Przeciwko wyprzedaży majątku firmy protestowała niedawno Sekcja Krajowa Związków Zawodowych Pracowników PKN. Zdzisław Kędzierski, przewodniczący związku, określił to jako „gorączkową wyprzedaż”.
Negatywną opinię o tym elemencie strategii restrukturyzacji koncernu wyraża też Jerzy Małyska, były prezes CPN, obecnie stojący na czele NFI Piast.
— To błąd. Jeśli stacje te nie generują zysków, są źle zlokalizowane lub w złym stanie technicznym, to oznacza, że należałoby je zlikwidować, a nie szukać kupca i przekonywać, że to dobry interes. A jeśli dobry, to dlaczego dawać zarobić komuś i kreować sobie samemu konkurencję — twierdzi były szef CPN.