Na debiucie PKO BP skorzystali nie tylko inwestorzy. Giełda zwiększyła kapitalizację, a minister skarbu akceptację dla prywatyzacji przez GPW.
To się nazywa mocny debiut. Wejście PKO BP zatrzęsło rynkiem kapitałowym. Po pierwsze, bardzo dobrze zarobili inwestorzy. Na otwarciu akcje PKO BP zadebiutowały po cenie 23,20 zł, o ponad 13 proc. więcej od ceny emisyjnej. Na zamknięciu sesji kurs banku wynosił już 24,5 zł. Tym samym kapitalizacja bankowego detalisty sięgnęła 24,5 mld zł. Od środy to najdroższa polska spółka na GPW. Po drugie, wrażenie robią również obroty. Wyniosły aż 2,779 mld zł, co stanowiło 85,3 proc. przedwczorajszej sesji.
Obliczanie korzyści
Proces prywatyzacji największego polskiego banku detalicznego, jak i jego pierwsze notowanie przyniosły korzyść nie tylko inwestorom, ale przede wszystkim samej giełdzie oraz ministrowi skarbu.
— GPW na pewno stanie się bardziej zauważalna, choćby dlatego, że dzięki PKO BP, pod względem poziomu kapitalizacji, staje się porównywalna z giełdą w Wiedniu. To powinno przyczynić się do napływu nowego kapitału na warszawski parkiet — uważa Grzegorz Zawada, analityk Erste.
Jego zdaniem, PKO BP pobudził też popyt na akcje inwestorów indywidualnych i powinien zachęcić ich do ewentualnych kolejnych zakupów.
— Inwestorzy indywidualni złożyli około 140 tys. zapisów na akcje banku. To tyle, ile osoby prywatne złożyły pod koniec lat 90. Świadczy to o tym, że wielu inwestorów po kilkuletniej przerwie wróciło na parkiet — zauważa Marcin Materna, analityk Millennium DM.
— Minister skarbu dostał do ręki bardzo poważny argument za tym, że prywatyzacja spółek w drodze emisji dla rozproszonego akcjonariatu może mieć szanse dużego powodzenia i powinien ten argument szybko wykorzystać — podkreśla Grzegorz Zawada.
Bank nadal kusi
Podobnego zdania jak analitycy jest zarząd PKO BP.
— Przykład naszego banku pokazał, że można przeprowadzić prywatyzację, na której skorzysta skarb państwa, fundusze, drobni inwestorzy i sama spółka — mówi Andrzej Podsiadło, prezes PKO BP.
Jego zdaniem, inwestorzy, którzy na pierwszej sesji nie skorzystali z możliwości wyjścia z inwestycji, nie powinni się tym specjalnie przejmować.
— Ci, którzy zatrzymali walory, powinni liczyć na jeszcze większy wzrost kursu. Bank rozwija się dynamicznie, jego zysk rośnie i nie sądzę, by w najbliższych latach miało się coś zmienić. Inwestorzy mogą też liczyć na wypłatę dywidendy — podkreśla Andrzej Podsiadło.
Na razie rozważana jest dywidenda w przedziale 20-40 proc. zysku, ale niewykluczone, że będzie wyższa.
Trudno powiedzieć, czy przekona to drobnych inwestorów. Na pewno zainteresowane akcjami są zagraniczne instytucje. To one przede wszystkim kupowały podczas debiutu. Jak się nieoficjalnie dowiedzieliśmy, akcjami w transzy były zainteresowane największe fundusze na świecie — nawet te, które do tej pory nie inwestowały w rynkach wschodzących. Część z nich w ogóle nie dostała akcji i to one uzupełniały teraz portfele.
BEATA TOMASZKIEWICZ