PKP Przewozy Regionalne będą tylko regionalne

Eugeniusz Twaróg
opublikowano: 2009-05-22 00:00

Ledwie pociągi InterRegio ruszyły, a już stają. Za hamulec złapał prezes PKP PR. Boi się oskarżenia, że działa... na szkodę spółki.

Intercity nie będą miały konkurenta

Ledwie pociągi InterRegio ruszyły, a już stają. Za hamulec złapał prezes PKP PR. Boi się oskarżenia, że działa... na szkodę spółki.

InterRegio, czyli tanie pociągi dalekobieżne PKP Przewozy Regionalne, miały jeździć po całym kraju. Wczoraj zarząd przewoźnika zebrał się, żeby pobłogosławić nowe połączenia międzywojewódzkie i ich start od 1 czerwca. Jednak zamiast ustalić nowy rozkład, schował cały projekt do szuflady. Powód? Obawy prezesa.

— Trzeba zadać sobie pytanie o misję PKP PR. Ustawodawca wyraźnie powiedział, że za pociągi regionalne płaci samorząd wojewódzki. Do dalekobieżnych może, ale nie musi dopłacać. Dopóki nie uzyskamy zgody na finansowanie, nie będziemy uruchamiać nowych pociągów — wyjaśnia Jerzy Kriger, prezes PKP PR (szef rady nadzorczej spółki delegowany do pełnienia tej funkcji).

Tyle tylko, że projekt InterRegio już działa: pierwsze pociągi dalekobieżne ruszyły w trasę w maju. Miał to być rozruch przed akcją zakrojoną na znacznie szerszą skalę. PKP PR rzuciły wyzwanie PKP Intercity. Tak poukładały połączenia, że ich regionalne pociągi były w stanie na tej samej trasie wyprzedzić pośpieszne rywala nawet o kilkadziesiąt minut. Tyle szumne zapowiedzi, teraz szara rzeczywistość.

— Po miesiącu ocenimy, czy uruchomione pociągi są rentowne. Jeśli będą deficytowe, wycofamy je. Musimy działać bardzo rozważnie, żeby nie zostać oskarżonym o działanie na szkodę spółki, dopuszczając do ruchu pociągi, dla których nie mamy finansowania — wyjaśnia Jerzy Kriger.

Podobny test rentowności czeka również pociągi wakacyjne, które co roku na początku lata PKP PR wysyłały na trasy wzdłuż i w poprzek kraju.

— Jeśli będziemy mieli finansowanie, możemy jeździć po całej Polsce. Na to muszą się zgodzić udziałowcy spółki — mówi Jerzy Kriger.

Dobre, ale niejasne

InterRegio miały być ucieczką do przodu. Przy potężnych kosztach stałych PKP PR muszą szukać dodatkowych przychodów. Miały je zapewnić właśnie pociągi dalekobieżne.

— Otrzymujemy jasne sygnały od społeczeństwa, że oferta InterRegio jest bardzo dobrze przyjmowana. Jednak kwestia formalnoprawna przedsięwzięcia nie jest jasna i wymaga analizy — mówi Agnieszka Zakęś, dyrektor departamentu infrastruktury w dolnośląskim Urzędzie Wojewódzkim.

Zgodnie z przepisami, samorząd wojewódzki odpowiada za usługi kolejowe na swoim terenie (choć są też władze regionalne, które opłacają połączenia międzywojewódzkie). Za to województwa płacą PKP PR. Równocześnie jednak są współwłaścicielem spółki i na sercu musi im leżeć jej dobro, a także pasażerów z innych regionów Polski. Bez InterRegio będą oni skazani na pociągi PKP IC — droższe i niekoniecznie szybsze.

Państwowe koleje nie kryją, że nie podobają im się konkurencyjne połączenia dalekobieżne. Andrzej Wach, prezes PKP, powiedział, że mogą doprowadzić do "kanibalizacji rynku".

— Są analogie do rynku przewozów towarowych. Kiedy został uwolniony, pojawiło się na nim wielu konkurentów. Przewozy jednak wcale nie wzrosły. Doszło do "wyrywania" sobie klientów. Nikt na tym nie zyskał, a rynek stracił — mówi Michał Wrzosek, rzecznik PKP.

Strategii brak

Jakub Majewski z Instytutu Infrastruktury uważa, że wstrzymanie projektu InterRegio świadczy o tym, że PKP PR nie mają pomysłu na biznes.

— Najpierw wprowadzają połączenia międzywojewódzkie, żeby zaraz je odwołać. Minęło pół roku od przekazania spółki samorządom, odwołano prezesa, a strategii działania jak nie było, tak nie ma — mówi Jakub Majewski.