Płace w Polskiej Miedzi dają nieźle w kość

Ewa Szczecińska
22-10-2008, 00:00

Każda podwyżka w KGHM przyprawia o ból głowy pozostałych pracodawców w Legnicy, Lubinie, Głogowie czy Polkowicach.

Każda podwyżka w KGHM przyprawia o ból głowy pozostałych pracodawców w Legnicy, Lubinie, Głogowie czy Polkowicach.

Związkowcy w KGHM, którzy zdecydowali się ostatnio na jednodniowy strajk, chcą, by płace w miedziowej spółce wzrosły o 200 zł miesięcznie. To nie tylko problem Polskiej Miedzi — także pozostałych pracodawców z Dolnego Śląska, a zwłaszcza z Legnicy, Lubina, Polkowic czy Głogowa. Przedsiębiorcy zaciskają zęby, bo wiedzą, że zwiększenie i tak wysokich pensji w koncernie może odbić się na nastrojach w ich firmach.

I nie ma mocnych

Średnia płaca w Polskiej Miedzi wysokości 7842 zł jest niemal czterokrotnie wyższa od średniej płacy w sąsiedniej Legnicy (2280 zł), gdzie siedziby mają firmy ze specjalnej strefy. W powiecie lubińskim statystyki windują zarobki górników. Tam średnia płaca wynosi 5261 zł. To nie ułatwia życia innym pracodawcom. Marek Falenta, prezes spółki Electus, zarządzającej wierzytelnościami, zatrudnia w Lubinie ponad 50 osób.

— Nie jest łatwo prowadzić firmę, czując na plecach oddech KGHM, bo finansowe oczekiwania pracowników są większe. Do tej pory udaje się nam sprawnie prowadzić firmę, ale zawdzięczamy to wyłącznie założeniu, że dobre wynagrodzenie zatrzyma naszą kadrę — przyznaje Marek Falenta.

O tym samym nie mogą mówić mniejsi pracodawcy w regionie. Szczególnie odczuwają to właściciele średniej wielkości firm budowlanych, których kadra przy pierwszej lepszej okazji rezygnuje z pracy, aby załapać się do KGHM.

— Nie jest ławo konkurować z pensjami na poziomie 4-5 tys. zł oraz bogatymi świadczeniami socjalnymi. Dziś nikt siłą nie zatrzyma pracownika, który idzie tam, gdzie dają mu więcej — rozkłada ręce Marcin Jarosławski, właściciel firmy budowlanej z Legnicy.

Szerokim łukiem

Inwestorzy boją się lokalizować inwestycje w stolicy Polskiej Miedzi. Przykładem jest lubińska podstrefa Legnickiej Specjalnej Strefy Ekonomicznej, gdzie do niedawna nie było ani jednego inwestora, podczas gdy w innych podstrefach — w Legnicy czy Polkowicach — nie ma już wolnych działek. Dziś w lubińskiej podstrefie jest jeden inwestor — portugalski Jeronimo Martins, który tworzy tam centrum dystrybucyjne. Do zagospodarowania są dwie potężne 12-hektarowe działki. Cóż z tego, skoro pracodawcy omijają je szerokim łukiem, obawiając się zbyt dużych oczekiwań płacowych.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Ewa Szczecińska

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Płace w Polskiej Miedzi dają nieźle w kość