Plaga kradzieży pszczół dopadła Dolną Saksonię

Tadeusz StasiukTadeusz Stasiuk
opublikowano: 2015-09-09 12:28

Dolna Saksonia, jeden z niemieckich krajów związkowych stał się obszarem swoistego złodziejskiego procederu. Z tamtejszych pasiek giną pszczele kolonie, donosi serwis The Local, powołując się na gazetę Hamburger Abendblatt.

Proceder stał się poważnym problemem, bo oprócz zwykłych kradzieży, sprawcy dopuszczają się tez poważnych dewastacji m.in. zatykają wejścia do uli czy niszczą plastry miodu. 

Arco Images/Forum

Zawsze mieliśmy do czynienia z kradzieżami, ale w tym roku skala zjawiska jest porażająca. To prawdziwy problem nie tylko dla samych pszczelarzy, ale i tej gałęzi gospodarki - ocenia Klaus Ahrens, przedstawiciel stowarzyszenia pszczelarzy tego północno-zachodniego landu.

Jak podkreśla „The Local”, jego opinię potwierdza inny hobbista-pszczelarz Nico Martins, który wskazuje, że o ile w poprzednich latach w jego regionie miały miejsce trzy, cztery tego typu zdarzenia rocznie, w bieżącym odnotowano już 44 takie przypadki. W innej części landu zarejestrowano z kolei zaginięcie aż 67 kolonii. 

Policja podjęła stosowne działania, jednak jak tłumaczą jej przedstawiciele, to ciężkie do rozwiązania sprawy, gdyż namierzenie sprawców utrudnia fakt, że ule pszczele położone są zazwyczaj z dala od obszarów mieszkalnych, a przestępcy działają nocą.

Pszczelarze – jak donosi „The Local” - nie zamierzają odpuszczać. Własnym sumptem polują na sprawców montując m.in. monitoring i wykorzystując GPS do śledzenia uli. Akcja poszukiwawcza prowadzona jest też w mediach społecznych.

Straty finansowe – według stowarzyszenia - szacowne na jedną skradzioną rodzinę pszczelą to kwoty rzędu 200-300 EUR. Jeśli doliczyć do tego miód, kwota rośnie do 600-800 EUR. 

Pszczelarze podkreślają przy tym, że nie chodzi tylko o pieniądze. 

Wartość duchowa kolonii pszczół jest znacznie wyższa – mówi Jürgen Frühling ze stowarzyszenia pszczelarzy w Hanowerze.