Plantatorzy szukają patentu na truskawki

Branża przeżywa zastój. Brakuje dobrych odmian i rąk do pracy. Jest jednak światełko w tunelu — truskawki zyskują popularność w regionie

Na rynku pojawiły się pierwsze świeże truskawki. Kosztowały, bagatela, 20-25 zł za kg (w ofercie hurtowej), jak podaje Warszawski Rolno-Spożywczy Rynek Hurtowy w Broniszach. Jednak owocom z Polski, znanym z niepowtarzalnego smaku i aromatu, wcale dobrze się nie wiedzie. Choć przez lata rosły powierzchnia upraw i zbiory owoców jagodowych, korzystały na tym maliny, aronie i borówki, ale nie truskawki. Truskawkowy biznes — jak tłumaczą eksperci — wymaga gruntownej przebudowy.

Jak malina

Z ponad 50 tys. hektarów plantacji zbieramy, zależnie od pogody, 150-200 tys. ton truskawek. Oznacza to wprawdzie jedną piątą unijnej produkcji, ale sprzedaży nie zwiększyliśmy znacząco od wielu lat.

— Krajowa konsumpcja to około 2,2 kg świeżych truskawek rocznie na osobę i w zasadzie nie da się jej zwiększyć. Jak na czterotygodniowy sezon, kiedy owoce są szeroko dostępne, to i tak dobry wynik. Polską specjalnością były zawsze truskawki przemysłowe, sprzedawane do przetwórstwa. W tym segmencie jednak naszych rolników coraz mocniej spychają z rynku producenci z Chin, Egiptu czy Maroka, którzy oferują niższe ceny — mówi Bożena Nosecka z Instytutu Ekonomiki Rolnictwa i Gospodarki Żywnościowej.

Jej zdaniem, nie jesteśmy w stanie konkurować ze znacznie niższymi kosztami produkcji — głównie siły roboczej, bo truskawki zbierane są ręcznie. Możemy się natomiast pokusić o szersze zagospodarowanie rynku owoców deserowych. Na razie nasze świeże truskawki wyjeżdżają głównie na Wschód — na rynek rosyjski.

— Brakuje nam dobrych sadzonek i większej liczby odmian deserowych. Na rynku malin stworzyliśmy odmianę polana, która świetnie sprzedaje się za granicę — twierdzi Bożena Nosecka.

Polana owocuje później i trafia do sprzedaży wtedy, gdy nie ma już letnich odmian malin. Do tego świetnie nadaje się na mrożonki, a jej uprawa jest tańsza niż innych malin.

— Pewnie nie jesteśmy w stanie konkurować ceną, ale smakiem zdecydowanie tak. Ponadto należałoby wprowadzać nasze truskawki na rynek wtedy, gdy nie mają ich już Hiszpanie czy inne kraje południowe. To wymaga przemyślenia całego biznesu od podstaw i odpowiedniej organizacji. Na razie producenci truskawek jeszcze nie stworzyli tak silnych grup jak właściciele sadów — uważa ekspert IERiGŻ.

Ale produkcję, jak przekonuje Tomasz Pieniak, właściciel gospodarstwa EkoPoland, zajmującego się sprzedażą truskawek i ich sadzonek, warto zwiększać.

— Wraz z bogaceniem się społeczeństwa Chin coraz więcej produkowanych tam truskawek nie wyjeżdża z kraju. To szansa dla naszych producentów, którzy mogą przynajmniej częściowo zająć miejsce chińskiego eksportu — uważa Tomasz Pieniak.

Brak rąk do pracy

Branża odpowiada, że truskawki to na razie loteria. W tym roku sytuację producentów skomplikowały przymrozki — wiele plantacji wymarzło.

— Na początku roku z powodu pięknej pogody wszyscy obawiali się nadprodukcji. Obecnie spodziewają się niedoboru — przyznaje Tomasz Pieniak. Rozwój plantacji utrudniają też bardzo niestabilne ceny.

— Z tego powodu rolnicy stopniowo ograniczają uprawę truskawek na rzecz innych owoców. Brakuje też rąk do pracy. Gospodarstwa są zależne od napływu pracowników sezonowych zza wschodniej granicy. Jeśli jest ich zbyt mało, nie są w stanie zebrać plonów — wyjaśnia Tomasz Pieniak.

Truskawkom zaczęli jednak uważnie się przyglądać producenci z okolic Grójca, słynącego z hektarów sadów. Założone przez nich w 2012 r. Stowarzyszenie Plantatorów Truskawki (SPT), wespół z innymi organizacjami producentów owoców jagodowych, będzie przeprowadzać kampanię promującą ich spożycie w Polsce, Austrii, Szwecji, Finlandii i Czechach.

— Częściowo zamieniliśmy drzewka na truskawki, które dopiero zaczynają zdobywać popularność w naszym regionie i zwiększa się ich produkcja — mówi Damian Fudecki ze SPT. Ruch w truskawkowym biznesie widzi też grupa producencka Bio-Food Roztocze.

— Wyspecjalizowaliśmy się w produkcji ekologicznych truskawek. Tu ceny są bardziej stabilne niż w przypadku nieekologicznej produkcji, bo odbiorcy zdają sobie sprawę z tego, że gdy raz zapłacą za mało, producenci zrezygnują z produkcji. A że ekologicznych plantacji jest bardzo mało, nie będą mogli zaspokoić zapotrzebowania gdzie indziej — tłumaczy Piotr Puchalski, prezes Bio-Food Roztocze.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Michalina Szczepańska

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Rolnictwo / Plantatorzy szukają patentu na truskawki