Plus, minus (PB Weekend 37)

opublikowano: 28-11-2014, 00:00

JAcek Zalweski typuje sukcesu i porażki miesiąca na łamach Pulsu Biznesu Weekend.

W górę:

Jacek Jankowski

Ambasador nadzwyczajny i pełnomocny Rzeczypospolitej Polskiej w Etiopii został pierwszym laureatem nagrody „Amicus Oeconomiae” („Przyjaciel gospodarki”), przyznanej przez ministra spraw zagranicznych, a wręczonej uroczyście przez prezydenta RP. Szef MSZ corocznie wyróżnia jednego kierownika placówki zagranicznej za szczególne osiągnięcia we wspieraniu i ochronie interesów gospodarczych polskich przedsiębiorstw na rynkach zagranicznych. To praktyczna realizacja idei tzw. ekonomizacji służby dyplomatycznej, czyli odejścia od postrzegania jej wyłącznie przez czystą politykę i rauty z okazji świąt narodowych. Oceniane jest wspieranie informacyjne misji gospodarczych, kluczowych transakcji handlowych i projektów inwestycyjnych, a także przeciwdziałanie dyskryminacji lub naruszaniu praw polskich firm. Jacek Jankowski ambasadorem jest dwa lata, w tym czasie kontrakt w Etiopii zawarł Ursus, memorandum podpisała Krajowa Spółka Cukrowa, na tamtejszy rynek weszło także Asseco. W sumie od 2010 r. ambasada w Addis Abebie wsparła piętnaście polskich projektów biznesowych w Etiopii i sąsiednim Sudanie Południowym. Dobrze wpisuje się to w rządowy program GoAfrica.

Ryszard Florek

Grupa Fakro przez trzy miesiące kupiła dla swoich pracowników aż 44 tony jabłek, zdecydowanie zwyciężając w naszym rankingu „firmowych jabłkożerców”. Było to rozwinięcie głośnej w mediach i na portalach społecznościowych akcji „Pulsu Biznesu” pod hasłem „Postaw się Putinowi — jedz jabłka, pij cydr”. Potentat w branży okienniczej podkreśla, że stawianiu przy wejściu do firmy koszy z jabłkami przyświeca nie tylko cel żywnościowo-witaminowy. To wsparcie idei polskiej wspólnoty ekonomicznej, jako że kraj jest przecież jednym organizmem gospodarczym. Każdy podmiot i każdy klient ma pewien wpływ na poziom życia w Polsce, lokując przynajmniej część pieniędzy w polskich firmach. Sadownicy otrzymali nie tylko słowne, lecz bardzo konkretne wyrazy solidarności od innych branż.

W dół:

Dominik Libicki

Nagłe odejście wieloletniego prezesa i twórcy od zera sukcesu Cyfrowego Polsatu kompletnie zaskoczyło branżę. Żadne wcześniejsze sygnały na zewnątrz się nie przedostawały. W lakonicznym komunikacie spółka poinformowała jedynie, że między Zygmuntem Solorzem- -Żakiem a Dominikiem Libickim nie było ostatnio zgodności co do sposobu realizacji strategii. Właściciel polsatowskiego imperium na pożegnanie napisał laurkę potwierdzającą najwyższe kwalifikacje menedżerskie prezesa, ale go odwołał. W środowisku bliskim Cyfrowemu Polsatowi pęknięcie balonu rozbieżności nie było jednak wielkim zaskoczeniem. Dominik Libicki ostatnio był coraz bardziej zestresowany koniecznością ciągłego zaciskania pasa związaną ze spłatami długu zaciągniętego na zakup Polkomtela. Decyzja o odwołaniu prezesa spowodowała natychmiast spadek akcji Cyfrowego Polsatu o 6 proc., co kwotowo sięgnęło 1 mld zł. Zygmunt Solorz-Żak aż takiego tąpnięcia na parkiecie na pewno się nie spodziewał. Rynek telewizyjny i informatyczny spodziewa się natomiast, że Dominik Libicki nie będzie odpoczywał długo.

Jarosław Zagórowski

Dzięki emisji euroobligacji Jastrzębska Spółka Węglowa ( JSW) planowała zdobyć 700 mln zł i ponad 163 mln USD, co miało znacząco poprawić jej płynność finansową i umożliwić zakup ważnej kopalni. Ambitne przedsięwzięcie zakończyło się jednak fiaskiem. Głównym zarzutem bankierów inwestycyjnych jest skierowanie oferty do zbyt małej grupy potencjalnych inwestorów. Prezes Jarosław Zagórowski twierdzi, że JSW postępowała zgodnie ze standardami. Oferta trafiła głównie na rynki wschodzące, co od razu ustaliło ograniczony krąg inwestorów. Wykorzystując sytuację, podjęli próbę wyciśnięcia jak najlepszych dla siebie warunków, które z kolei okazały się nie do przyjęcia dla JSW. Efekt jest taki, że spółka musi teraz wdrażać bardzo niepopularny plan awaryjny, czyli radykalnie ciąć koszty — nawet o 500 mln zł.

Sukces

Ziemianie pierwszy raz trafili w kometę

Najbardziej spektakularnym wydarzeniem w historii podboju kosmosu było dotąd oczywiście lądowanie człowieka w 1969 r. na Księżycu. Ale także osadzenie lądownika Philae na komecie 67P/Churyumov-Gerasimenko przechodzi do historii, ponieważ ludzkości pierwszy raz udało się trafić w ciało poruszające się z tak ogromną prędkością. Wyprawa Europejskiej Agencji Kosmicznej (ESA) trwała dziesięć lat, sonda Rosetta przebyła w tym czasie 500 mln km, czyli trzykrotnie więcej niż wynosi odległość Ziemi od Słońca. Sukces osłabia okoliczność, że nie wystrzeliły specjalne harpuny, które miały solidnie umocować lądownik na powierzchni komety. Udział w misji mają również Polacy, ponieważ w lądowniku znajdował się przyrząd badawczy Mupus skonstruowany przez Centrum Badań Kosmicznych PAN.

Porażka

Cofnęliśmy się technologicznie do XX wieku

Przezćwierć wieku III Rzeczypospolitej do jej największych osiągnięć należała wiarygodność wyborów. W kolejnych kampaniach fatalny bywał dobór kandydatów i argumenty merytoryczne, ale tylko incydentalnie zdarzały się próby fałszerstw, łatwe do wychwycenia i ścigane karnie. Od początku XXI wieku do zliczania głosów wprzęgnięto informatykę, co pozwoliło wyeliminować plagę drobnych pomyłek arytmetycznych. Niestety, wybory samorządowe 16 listopada zakończyły się kompromitacją systemu Państwowej Komisji Wyborczej, który służy do zliczania protokołów z komisji obwodowych. Program jedynej startującej w przetargu firmy okazał się wadliwy i sumowanie wyników zostało sparaliżowane. Tym samym Polska cofnęła się technologicznie do XX wieku. Dla wiarygodności wyników wyborów nie miało to jednak żadnego znaczenia, wszak identyczną wartość prawną mają protokoły sporządzane ręcznie z użyciem kalkulatora. Paraliż elektronicznego zliczania protokołów wywołał jednak ogromny zgiełk polityczny, wodzowie opozycyjnych partii żądają unieważnienia wyborów w całości i ich powtórzenia. To absurd bez żadnych podstaw merytorycznych i prawnych, obrażający tysiące uczciwych członków komisji obwodowych oraz wybranych radnych i wójtów/burmistrzów. Ale niewątpliwie po tak fatalnych wizerunkowo wyborach czujemy zbiorowy stres i wstyd z powodu słabości aparatu państwowego.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Zalewski

Polecane