Początek to czy koniec zwolnień

  • Dorota Czerwińska
opublikowano: 21-01-2013, 00:00

Zaczyna się kryzys na rynku pracy? A może się kończy?

Dane z resortu pracy pokazują, że w 2011 r. zwolniono z przyczyn leżących po stronie firm (upadłości, czynniki ekonomiczne i organizacyjne) 67 198 osób, a w 2010 — 66 074. Do końca października 2012 r. było to już ponad 73 tys. osób.

— Zwolnienie 1400 osób w skali kraju to nie jest dużo, ale w skali regionu tak. Wielu zwolnionych pracowników Fiata powinno pomyśleć o przekwalifikowaniu się, a pomóc im muszą urzędy pracy. Z drugiej strony — General Motors niedawno otworzył zakład produkcyjny, a agencje rekrutacyjne nie narzekają na brak zleceń.

Moja agencja właśnie szuka 600 pracowników, w tym 300 dla jednej firmy. Citibank likwiduje miejsca pracy w oddziałach, ale zatrudnia w centrali. Nie można więc mówić o zapaści na rynku pracy — twierdzi Dominika Staniewicz, ekspertka ds. rynku pracy BCC.

Dodaje, że wiele firm pochopnie zwalnia pracowników. A odprawy i ponowne zatrudnienie, gdy sytuacja się poprawi, kosztują.

— Lepiej rozważyć racjonalizację wydatków, zmianę czasu pracy i obniżki wynagrodzeń — radzi Dominika Staniewicz.

Z 600 tys. do 400 tys.

Informacje o zwolnieniach niepokoją za to Monikę Zakrzewską, ekspertkę PKPP Lewiatan. — Średnio rocznie w Polsce powstaje 600 tys. miejsc, a na ten rok rząd zapowiedział powstanie 400 tys. miejsc. A że założenia rządowe są często zbyt optymistyczne, liczba ta niepokoi. Najgorsze są zwolnienia pracowników fizycznych, bo ta grupa ma największe problemy ze znalezieniem nowych miejsc pracy — podkreśla Monika Zakrzewska.

W kilku wojewódzkich urzędach pracy zauważono jednak, że pod koniec roku liczba zgłoszeń zwolnień grupowych zmalała. We Wrocławiu firmy zgłosiły pod koniec roku chęć zwolnienia w ten sposób 103 osób, a w 2012 r. było to 280 osób. W Warszawie w listopadzie zapowiedziano zwolnienia 2285 osób, a miesiąc wcześniej 3105.

— Pesymistyczne prognozy mówią, że bezrobocie sięgnie w tym roku 14,6 proc. Ale w drugim półroczu, kiedy zaczną się prace sezonowe, a także zapowiadane inwestycje, nie powinno być wyższe niż 13,8–14 proc. — twierdzi Monika Zakrzewska.

Podobnego zdania jest Dominika Staniewicz.

— Choć indeks PMI wciąż pozostaje poniżej bariery oddzielającejwzrost od spowolnienia w przemyśle, to dziewiąty miesiąc z rzędu powoli rośnie. Również tempo spadku zatrudnienia w grudniu było mniejsze, co pokazuje, że gospodarka spowalnia, ale w recesję nie wejdzie — twierdzi ekspertka BCC. Pracę tracą zarówno pracownicy z niewielkim stażem, jak i osoby z mocnym CV.

— Dla części z nich powinien być to impuls do zmiany zawodu. Wielu może swoje doświadczenie wykorzystać, działając jako mikroprzedsiębiorcy, obsługując dotychczasowych pracodawców lub klientów. Pozostaje jednak ogromna rzesza osób, które się na to nie zdecydują — mówi Lucyna Pleśniar, prezes firmydoradztwa personalnego People.

Gdzie jest ratunek

Według niej szansą dla takich osób mogą być centra usług i praca tymczasowa.

— Ta forma zatrudnienia może umożliwiać znalezienie stałego etatu, szczególnie długotrwale bezrobotnym, absolwentom, osobom niepełnosprawnym, starszym. W Niemczech 60 proc. zatrudnionych przez agencje pracy tymczasowej było wcześniej bezrobotnych — dodaje Lucyna Pleśniar. Ratunkiem mają być inwestycje infrastrukturalne, ale nie wiadomo, jak będą duże. Premier zapowiadał, że na tworzeniu miejsc pracy pójdzie część z 300 mld zł z funduszy unijnych na lata 2014-20, o które stara się Polska. Rząd chce też wprowadzić ruchomy czas pracy i wydłużyć do 12 miesięcy okres rozliczeniowy.

— To dobrze, ale trzeba pamiętać, że miejsca pracy tworzy realna gospodarka — komentuje Monika Zakrzewska.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Dorota Czerwińska

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu