Marek Belka. Premier nominat, luzak, robi wrażenie jakby mu wcale na parlamentarnej akceptacji nie zależało. Zdaje się mówić prezydentowi: chciałeś, żebym ja został premierem, to się staraj, namawiaj ugrupowania polityczne. Chce być premierem prezydenta, nie chce Sejmu. Z wzajemnością.
Janusz Wojciechowski. Jakby mu zaproponowano posadę prymasa, też by się zastanowił. Twierdzi, że jako lider „liczącej się na scenie politycznej partii”, jest gotów podjąć trud sformowania gabinetu. Znając osobę, „znaczącą rolę” jego partii i doświadczenia ludowców z tworzeniem rządu, lepiej mu tego trudu oszczędzić.
Tomasz Nałęcz. Na pojawiającą się gdzieś na peryferiach propozycję stworzenia „rządu ponad podziałami” z profesorem na czele, najbardziej zdecydowanie zareagował jeden z ludowców: „chyba mu się coś po...”. Cóż, sława gwiazdy najdłuższego serialu nowożytnej Europy uzależnia.