Mali przedsiębiorcy bez szans
Projekt ustawy o gospodarce odpadami może przywrócić monopole.
Pod dyskusję sejmowej Komisji Ochrony Środowiska, Zasobów Naturalnych i Leśnictwa trafił projekt nowej ustawy regulującej gospodarkę odpadami w gminach. Nowa jakość czy krok wstecz? To pytanie zadają przedsiębiorcy.
Wypracowany przez ponad 15 lat liberalny model gospodarki odpadami, według ministerialnych ekspertów, powinien być zmieniony. Dziś to mieszkańcy wybierają firmę, która odbiera od nich nieczystości. Wkrótce sytuacja się zmieni i to władze samorządu lokalnego, w drodze zamówień publicznych, będą decydować, które z przedsiębiorstw prywatnych lub komunalnych obsługiwać będzie ich teren. Konkurencja zostanie ograniczona do etapu przetargu, podczas którego wszystko będzie zależało od gminnych decydentów.
— Gospodarka odpadami już dziś jest branżą silnie reglamentowaną przez administrację lokalną. Gmina ma mocną pozycję, m.in. dlatego że wydaje firmom zezwolenia na działalność, zarządza składowiskami, określa plany gospodarki odpadami i maksymalne ceny za wwóz odpadów. Widzimy konieczność zmian w przepisach, które zmierzałyby w kierunku radykalnego ograniczania składowania odpadów na rzecz ich odzysku i recyklingu. Jednakże za bezzasadne uważamy powtórne nacjonalizowanie rynku zagospodarowania odpadów, a do tego prowadzi ustawa zaproponowana przez Ministerstwo Budownictwa. Byłby to ruch wsteczny w stosunku do tego, co udało się nam osiągnąć. W gospodarce odpadami jest miejsce dla wolnego rynku. Dlatego i w niej powinny znajdować zastosowanie zasady konkurencji, których nie powinniśmy zaburzać — tłumaczy Dariusz Matlak, prezes Polskiej Izby Gospodarki Odpadami.
Negatywnie o noweli
Proponowane w ustawie zmiany zaniepokoiły nie tylko Polską Izbę Gospodarki Odpadami i zrzeszonych w niej przedsiębiorców. Zastrzeżenia zgłosiły m.in. Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów, Ministerstwo Gospodarki oraz Izba Przemysłowo-Handlowa Inwestorów Zagranicznych w Polsce. Ta ostatnia stwierdziła, że rozwiązania „stanowią bezpośrednie zagrożenie dla gospodarki wolnorynkowej oraz godzą w jej dorobek”.
Dodatkowo eksperci z kancelarii prawnej Baker & McKenzie — prof. Michał Kulesza oraz Mieczysław Binkiewicz — zwrócili uwagę, iż nowe przepisy można uznać za „silnie korupcjogenne, gdyż przedsiębiorca mający w perspektywie pozostanie monopolistą na rynku lokalnym będzie silnie wpływał na pozytywne dla siebie rozwiązanie postępowania o zamówienia publiczne”.
Co na to przedsiębiorcy?
Małym, a nawet średnim przedsiębiorstwom z sektora prywatnego, do którego należy blisko 52 proc. rynku zagospodarowania odpadów, grozi widmo plajty. Gdy tylko jeden podmiot będzie mógł obsługiwać gminę, w konkurencji z zakładami komunalnymi czy dużymi prywatnymi mali i średni przepadną z kretesem. Nie każda firma ma bowiem możliwości logistyczne do obsługiwania całych jednostek administracyjnych.
— Miejskie zakłady komunalne nie mają obowiązku wypracowywania zysków, natomiast większe firmy mogą sobie pozwolić na ich brak przez pewien okres. Ponadto tylko duże przedsiębiorstwa mogą sobie pozwolić na takie inwestycje, jak wyposażenie w prozaiczne pojemniki na odpady całej gminy czy wręcz powiatu. Taka sytuacja stawia małych przedsiębiorców na straconej pozycji. W samej Warszawie działa 250 firm i zakładów komunalnych. Nasuwa się pytanie — które z nich upadną po wejściu w życie nowych przepisów — zastanawia się Janusz Borkowski z firmy Jurant z podwarszawskich Ząbek i Zielonki.