Podatek od zysków z inwestycji giełdowych dramatycznie zmniejszy i tak już niewielką liczbę drobnych graczy na GPW — wynika z obliczeń Stowarzyszenia Inwestorów Indywidualnych. Konsekwencją będzie marginalizacja giełdy.
Ponad połowa obecnie aktywnych drobnych inwestorów zmniejszy zaangażowanie na rynku papierów wartościowych po wprowadzeniu w życie podatku od zysków z giełdowych inwestycji. Kolejne 35 proc. ankietowanych w badaniu przeprowadzonym przez Stowarzyszenie Inwestorów Indywidualnych (SII) uzależni taką decyzję od wysokości i formy obciążenia. Zaledwie dla 13 proc. respondentów wprowadzenie podatku nie będzie miało wpływu na decyzje inwestycyjne.
Nic dziwnego, że przedstawiciele rynku kapitałowego biją na alarm. Ich zdaniem, opodatkowanie zysków z giełdy stoi w sprzeczności z deklarowaną przez rząd chęcią rozwoju rynku kapitałowego w Polsce.
— Jeszcze niedawno minister Bartkiewicz prezentował strategię rządu w sprawie rozwoju polskiej giełdy. Tymczasem pomysł obłożenia inwestorów kolejnym podatkiem, autorstwa Grzegorza Kołodki, stoi w jawnej sprzeczności z wcześniejszymi deklaracjami — bulwersuje się Jarosław Dominiak, prezes SII.
Przeciwko zwiększeniu fiskalizmu świadczą także brak jednolitych regulacji w Unii Europejskiej oraz casus rynku węgierskiego. Węgierski resort finansów obłożył inwestorów podatkiem w 2001 r. Na negatywne efekty nie trzeba było długo czekać.
— Po wprowadzeniu podatku na Węgrzech średnie miesięczne obroty na całym rynku spadły o 59 proc. Wpływy do budżetu okazały się znacznie mniejsze od spodziewanych. Podatek wyrządził więcej szkód niż pożytku i po dwóch latach Węgrzy wycofali się z nietrafionego pomysłu — mówi Marcin Mizgalski, dyrektor ds. marketingu GPW.