Amerykańskie giełdy zaczęły środowe sesje spadkami indeksów. Wiadomością, która wyciągnęła je z dołka, była informacja o nieoczekiwanym wzroście cen domów jednorodzinnych w lutym. To już drugi miesiąc z rzędu, kiedy drożały (miesiąc do miesiąca). Nie zdarzyło się to od dwóch lat. Nic dziwnego, że wpłynęło to pozytywnie na nastroje inwestorów wypatrujących sygnałów poprawy sytuacji gospodarczej. Paul McCulley z Pacific Investment Management Co., największego na świecie funduszu obligacji, ostrzega jednak, że ostatnie dane makro wskazują jedynie iż gospodarka znajduje dno, ale nic nie wskazuje, że już się od niego odbiła. W ostatnich minutach sesji na rynkach pojawiła się podaż, która spowodowała, że tylko Nasdaq kończył dzień niewielkim wzrostem.
Przez większą cześć sesji drożały akcje spółek budujących domy. Wyraźnie rosły kursy m.in. Pulte Homes i KBR. Jeszcze większym popytem cieszyły się jednak spółki branży półprzewodnikowej. Indeks Philadelphia Semiconductor rósł w trakcie sesji o ponad 6 proc., głównie dzięki drożejącym o kilkanaście procent akcjom SunDisk i Broadcom. Pierwsza ze spółek informowała przed sesją o lepszych niż oczekiwano wynikach kwartalnych. Rozczarowanie raportem kwartalnym spowodowało przecenę akcji Morgan Stanley. Nie dość, że strata na akcję okazała się o 700 proc. wyższa niż prognozowali analitycy, to bank obniżył jeszcze dywidendę. Nastroje wokół banków trochę poprawił Wells Fargo, którego kwartalny zysk wzrósł, jednak i jego akcje taniały w ostatnich minutach sesji. Przez cały dzień drożały akcje Yahoo, który po prawie 80 proc. spadku kwartalnego zysku zapowiedział redukcję zatrudnienia. W ostatnich minutach puściły nerwy akcjonariuszom Apple, którzy nie chcieli ryzykować w związku z publikacją raportu spółki po sesji. Równie nieodporni na stres okazali się posiadacze akcji Microsoftu, a odpornością wykazali się akcjonariusze Amazon.com.