Od kiedy w ubiegłą środę OPEC zdecydował o pierwszym od ośmiu lat zmniejszeniu produkcji ropy, notowania odmiany WTI poszły do góry o 10,3 proc., zbliżając się po raz pierwszy od czerwca do pułapu 50 USD za baryłkę. Zdaniem banku Goldman Sachs, potencjał zwyżek notowań jest już jednak na wyczerpaniu. Przy ich wyjściu powyżej 50 USD należy oczekiwać pojawienia się nowej podaży, a tymczasem przyszły rok nadal będzie stał pod znakiem znacznej nadpodaży surowca.
— Na rynku może pojawić się nowa ropa. Dlatego będzie ciężko o wyjście cen powyżej 55 USD — uważa Jeff Currie, szef analiz rynków surowcowych w banku Goldman Sachs.
W 2017 r. wypadnie apogeum wchodzenia na rynek mocy wydobywczych z nowych inwestycji, a jednocześnie zwiększy się produkcja nigeryjska i libijska, zakłócanaw ostatnich miesiącach za sprawą ataków na instalacje naftowe, powiedział Jeff Currie. Tymczasem amerykańscy producenci łupkowi będą zabezpieczać sobie ceny sprzedaży, jak tylko sięgną one umożliwiającego im kontynuację wydobycia przedziału 50-55 USD za baryłkę.
Od wejścia w stan niedoboru rynek ropy dzielą lata, a sytuacja, w której przejściowe uszczuplenia podaży będą wypychać ceny ropy w okolice 100 USD za baryłkę, na pewno nie zdarzy się wcześniej niż w 2019 lub 2020 r., zapowiedział Jeff Currie. Przeciwnego zdania są jednak progności BHP Billiton, giganta górniczego, który inwestuje w nowe moce wydobycia ropy i gazu.
„Choć dostępność ropy jest obecnie duża, to jednak fundamenty zapowiadają, że ceny ropy i gazu będą odbijać się szybciej niż pozostałych surowców, które wydobywamy. Branża naftowa jest na najlepszej drodze, by pozostać naszą najbardziej rentowną działalnością” — napisał w oświadczeniu Steve Pastor, dyrektor operacyjny BHP Billiton.