Podnosi - zaskakuje, nie podnosi - zdumiewa

Kazimierz Krupa
opublikowano: 2004-09-30 00:00

Rada Polityki Pieniężnej odniosła poważny, choć zapewne zupełnie niezamierzony, sukces. Otóż tak długo zachowywała się nieprzewidywalnie, a czasami i nieracjonalnie, wbrew sygnałom i przesłankom płynącym z rynku, że teraz jej ze wszech miar racjonalne zachowanie o pozostawieniu stóp procentowych na dotychczasowym poziomie, z utrzymaniem restrykcyjnego nastawienia w polityce pieniężnej, wywołało prawdziwy szok wśród obserwatorów. I to jest miara sukcesu.

Z szesnastu ekonomistów bankowych, ankietowanych przez Polską Agencję Prasową, aż 13 prognozowało podwyżkę podstawowej stopy banku centralnego. Różnili się tylko oceną skali podwyżki (siedmiu — 25 punktów bazowych, sześciu — 50 punktów). Na pozostawienie stóp bez zmian liczyło tylko trzech analityków. Podobnie z naszą minisondą wśród pięciu analityków. Dwóch odpowiedziało uczciwie, że nie ma pojęcia, co zrobi RPP, ale raczej podniesie, trzech było przekonanych o podwyżce. Tyle tylko, że przekonanie o tym, iż RPP dokona podwyżki stóp, wynikało nie z merytorycznej oceny i uznania jej za niezbędną, ale raczej z tego, iż rada i tak zrobi, co zechce (a nie to, co potrzeba). Niektórzy z ankietowanych analityków to nawet na boku, tak po cichu, mówili, że przecież widać, że król jest nagi, że prognoza NBP dotycząca wysokości inflacji to jakaś jedna wielka bzdura, mająca uzasadnić niemożliwą do uzasadniania tezę, że przecież czynniki napędzające wzrost cen przeszły już do historii, ale... na szklanej wieży nie słychać przecież nawoływania maluczkich.

Tymczasem rada pozostawiła stopy bez zmian i dalej nic nie wiadomo. Przerwała bowiem tym samym cykl podwyżek, który rozpoczęła w czerwcu, podwyższając je o 50 pkt bazowych, w lipcu — o 25 pkt bazowych, a w sierpniu — o kolejne 50 pkt. Utrzymała natomiast, co zrozumiałe, restrykcyjne nastawienie w polityce pieniężnej (po zmianie z neutralnego w kwietniu). No i znowu się zacznie dociekanie: co szanowna rada miała na myśli. Czy to (wyhamowanie inflacji), czy może tamto (zmniejszenie presji inflacyjnej), czy jeszcze coś innego (negatywne konsekwencje wysokich stóp dla wzrostu gospodarczego). A może, nie daj Boże, bo to aż strach pomyśleć, nic nie miała na myśli. Tak wyszło. Stopień rozdrażnienia profesora Leszka Balcerowicza, prezesa Narodowego Banku Polskiego i szefa Rady Polityki Pieniężnej, podczas konferencji prasowej, na której miały być wyłożone przyczyny takiej a nie innej decyzji, zdaje się wskazywać, że odpowiedź może rzeczywiście być tak przerażająca. No cóż, pożyjemy, zobaczymy.