Polacy nie kwapią się do gry na rynkach Europy

Kamil Zatoński
opublikowano: 2004-01-26 00:00

Coraz więcej domów maklerskich umożliwia inwestowanie na rynkach Unii Europejskiej. Drobni inwestorzy wolą jednak pozostać na GPW.

Brokerzy mają już w swojej ofercie możliwość lokowania oszczędności w instrumentach finansowych większości światowych giełd. I choć ta forma inwestowania ma sporo zalet, to inwestorzy nadal preferują polski rynek. Wejście Polski do Unii Europejskiej niewiele zmieni.

— Małe zainteresowanie inwestorów giełdami zagranicznymi wynika ze znacznej różnicy w kosztach. Polscy brokerzy muszą korzystać z pośredników. To przekłada się na prowizję — mówi Lesław Dziadkowiec z CA IB Securities.

Kwestia ceny

Dla przykładu — prowizja w CDM Pekao SA od transakcji na giełdach europejskich wynosi 0,8 proc. wartości zlecenia (nie może być przy tym niższa niż 200 zł). Przy operacjach na GPW prowizja zależy od wartości transakcji i wynosi od 2 proc. do 0,5 proc. (przy zleceniach o wartości powyżej 50 tys. zł).

Analitycy nie spodziewają się nagłego wzrostu zainteresowania rynkami zagranicznymi po 1 maja, gdy Polska znajdzie się w UE.

— Dostęp do rynków zagranicznych już jest. Nie wywołało to jednak dużego wzrostu obrotów — dodaje Lesław Dziadkowiec.

Jego zdaniem, impulsem do wyruszenia na Zachód może być dopiero wejście do strefy euro. Zniknie bowiem ryzyko kursowe, nie będzie też kosztów związanych z przewalutowaniem.

Wiele zalet

Dywersyfikowanie portfela i lokowanie kapitału za granicą ma sporo plusów. Różnica w kapitalizacji i płynności spółek na GPW i rynkach zagranicznych jest olbrzymia. Tylko kapitalizacja spółek na giełdzie frankfurckiej jest ponad 35 razy większa niż GPW. By jednak w tym się nie pogubić, trzeba mieć na bieżąco dostęp do informacji z zagranicznych rynków. A to wiąże się z dodatkowymi kosztami.

— Podobnie jest z gotówką, którą trzeba dysponować na początku. Przy zajmowaniu pozycji na niektórych kontraktach są to kwoty rzędu kilku tysięcy EUR — dodaje Ryszard Sikora z ING Securities.

Lesław Dziadkowiec z CA IB podpowiada inne rozwiązanie — fundusze inwestujące za granicą.

— Fundusze mają większe portfele, lepszy dostęp do informacji o spółkach. Łatwiej jest im się poruszać na tamtych rynkach — uważa analityk CA IB Securities.

Dla chcącego...

Na tych inwestorów, którzy nie zniechęcają się stosunkowo wysokimi kosztami, czeka osiem biur maklerskich. Przy zakładaniu rachunku inwestycyjnego na transakcje zagraniczne nie są stawiane żadne dodatkowe wymagania, przewalutowaniem zajmuje się zazwyczaj broker, a składanie zleceń wygląda tak, jak na akcje z GPW.