Deutsche Telekom (DT), właściciel polskiego T-Mobile, założył przed rokiem w Krakowie akcelerator dla start-upów hub:raum. Co jakiś czas wybiera tam projekt, który szczególnie przypada mu do gustu, i wspierając twórców, czerpie jednocześnie zyski z ich oprogramowania. Tym razem wybór padł na polski — w programie uczestniczą też zagraniczne firmy — produkt mobilny, dostarczony przez KoalaMetrics. Optymalizacja — to słowo klucz dla niemieckiego telekomu, a Polacy chcą mu pomóc z reklamami, tj. sprawić, aby właściwy przekaz był wyświetlany właściwej osobie, np. reklama ubezpieczenia komuś, kto samochód rzeczywiście posiada, a nie jest np. niepełnoletni. Dzięki temu DT mógłby zaoszczędzić na wysyłce ofert — reklamowych esemesów czy połączeń od telemarketerów.

— Operator, zamiast wysyłać lub dzwonić do 100 000 klientów „w ciemno”, może ograniczyć tę grupę do 20 000 klientów, dla których taka oferta będzie atrakcyjna — mówi Kamil Stanuch, jeden z trójki założycieli. Jak oprogramowanie działa od środka? Analizuje pakiety danych zużywanych w obrębie poszczególnych aplikacji.
— Jeśli jest to Yanosik, można wnioskować, że klient jest kierowcą i prawdopodobnie będzie zainteresowany ofertą darmowej nawigacji. Widząc, że najwięcej pakietów zużywa na LinkedIna i Twittera, operator może zaoferować mu darmowe pakiety danych na te aplikacje. Obserwując natomiast, że najmniej lojalnymi klientami są osoby w wieku 20-25 lat, zużywające dane na transfer wideo i że sposobem na zatrzymanie ich może być darmowy dostęp do wybranej usługi VoD — mówi Kamil Stanuch, który zastrzega, że nie ma dostępu do prywatnych informacji udostępnianych w tych serwisach.
Dzięki kontaktom od Niemców już udało im się rozpocząć rozmowy na temat potencjalnych wdrożeń w innych krajach Europy i na Bliskim Wschodzie. Dodatkowo zyskują wiedzę o standardach stosowanych w telekomach.
— Tworzenie systemów, proces sprzedaży i wdrażania są zupełnie inne w przypadku telekomów niż w modelu SaaS dla mniejszych i średnich firm — twierdzi Kamil Stanuch. Według twórców KoalaMetrics, ich narzędzie charakteryzuje się 94-procentową skutecznością, zmierzoną na podstawie testu użycia smartfonów przez 148 osób w czasie wrześniowych testów. Oprogramowanie miało wtedy właściwie rozpoznawać środek transportu używany w czasie dojazdu do pracy, rodzaj słuchanej muzyki czy uprawianą dyscyplinę sportu. Twórcy sami przyznają, że rynek nie jest dziewiczy, jednak konkurenci KoalaMetrics działają przeważnie na cookies zapisujących historię surfowania w internecie.
— Nasze narzędzie jest o tyle unikatowe, że koncentruje się na jednym obszarze i nie ingeruje w prywatność użytkowników. Nie pretendujemy na razie do holistycznego rozwiązania — raczej chcemy zaoferować rozwiązanie komplementarne — mówi Kamil Stanuch. Poparciem dla idei Polaków może być raport agencji mobilnej Flurry, z którego wynika, że posiadacze smartfonów tylko 20 proc. czasu spędzają w przeglądarkach, a aż 80 w aplikacjach.