Wojna, którą bankowym lokatom z dzienną kapitalizacją wydały resort finansów i Komisja Nadzoru Finansowego, nie spowoduje, że na rynek w wielkim stylu wrócą polisolokaty.
Oba produkty umożliwiają ominięcie podatku Belki. I choć bankowcy walą drzwiami i oknami do zakładów ubezpieczeniowych, by mieć w ofercie ubezpieczeniową alternatywę dla popularnych antybelek, towarzystwa do produktu pochodzą z dużą rezerwą. Mają w pamięci to, co wydarzyło się dwa lata temu. Odejście banków od polisolokat spowodowało załamanie rynku ubezpieczeń życiowych. Jego wartość najpierw wzrosła o połowę — do blisko 39 mld zł w 2008 r., a rok temu spadła do 31,4 mld zł.
Dystans do produktu
Krzysztof Mędrala, wiceprezes TUnŻ Europa, potwierdza, że banki są zainteresowane polisolokatami. Tak już było w połowie roku, kiedy miały wejść w życie przepisy likwidujące możliwość ucieczki od podatku Belki dzięki jednodniowej kapitalizacji. Jego zdaniem, powrót tego produktu na rynek jest możliwy, jednak w mocno ograniczonym zakresie.
Powody tłumaczy Grzegorz Szatkowski, wiceprezes Ergo Hestii. Jego zdaniem, oprócz zwiększania przychodów z przypisu składki i możliwości awansu w zestawieniu największych ubezpieczycieli życiowych polisolokaty są tak naprawę produktem „pustym” dla branży.
— Nie ma poczucia, że sprzedaż polisolokat jest wartością dodaną dla naszego biznesu. Jest to działalność, która na pewno nie powinna być głównym obiektem zainteresowania ubezpieczycieli życiowych. Nie odwracamy się od tego produktu, ale mamy do niego duży dystans — podkreśla Grzegorz Szatkowski. — Polisolokaty generuje dla ubezpieczycieli zapotrzebowanie na kapitał, który jest trudno dostępny. Dlatego można spodziewać się pewnego renesansu polisolokat, ale nie w takim stopniu jak dwa-trzy lata temu — twierdzi Marcin Mazurek, analityk Intelace Research.
Krzysztof Mędrala zwraca uwagę na zbliżające się wejście w życie nowego pakietu unijnych regulacji dla rynku ubezpieczeniowego — Solvency II. Z tego powodu Europa — jako jeden z ostatnich ubezpieczycieli — zdecydowała na przełomie roku wycofać się ze sprzedaży polisolokat. Dzięki dużej ekspozycji na ten produkt w błyskawicznym tempie stała się drugim pod względem wielkości towarzystwem życiowym na rynku. Obecnie na rynku tylko wchodząca w skład grupy VIG Benefia szeroko oferuje bankom polisolokaty. Dzięki temu biznes życiowy Benefii rośnie w tempie ponad 100 proc. w skali roku.
— Do tej pory większość banków stawiała wymóg, by pieniądze z polis były u nich deponowane. Solvency II wprowadza limit koncentracji i ubezpieczyciel będzie mógł lokować ograniczoną liczbę pieniędzy w jednym banku. Tak więc polisolokaty będą oferowane tylko wybranym klientom, np. private bankingu, lub ubezpieczyciel będzie lokował pieniądze w różne rodzaje aktywów — twierdzi Przemysław Majewski, członek zarządu Benefii.
Punkt dla ubezpieczycieli
Marcin Mazurek ocenia, że ponieważ wolumen polisolokat będzie mocno ograniczony, należy się spodziewać ostrej konkurencji między bankami. — To szansa dla ubezpieczycieli na poprawę pozycji negocjacyjnej. Mogą to wykorzystać, oferując polisolokaty, które będą skonstruowane w sposób bardziej przyjazny dla nich, lub też otwarcie powiązać dostęp do nich ze sprzedażą przez bank określonych wolumenów innych produktów życiowych, np. polis ochronnych — tłumaczy Marcin Mazurek.
OKIEM ANALITYKA
Banki szukają alternatywy
IZA ROKICKA
analityk DI BRE
Jeśli zmiany prawne spowodują, że banki będą musiały wycofać z oferty lokaty jednodniowe z dzienną kapitalizacją, należy oczekiwać, że zechcą uzupełnić ją o produkty o zbliżonym charakterze czyli takie, które nie wymagają zapłaty podatku od zysków kapitałowych. Rynek nie lubi próżni. Mogą to być polisolokaty lub też inne produkty o zbliżonym charakterze. Banki sugerują, że mogą pójść w kierunku rozwiązań powiązanych z ubezpieczeniami.