W USA tylko na początku sesji działały „dobre” informacje z geopolityki. Na ten temat mogli Państwo przeczytać mój komentarz na poprzednich stronach. Potem rynek przejął się danymi makro i zapowiedziami spółek. Wydatki Amerykanów w styczniu spadły, a indeks aktywności produkcyjnej części gospodarki (ISM) utrzymał się nad krytycznym poziomem 50 pkt., ale spadł mocniej niż oczekiwano. Reakcja rynku była spokojna – niedawno wywołałoby to duże spadki indeksów.
W Eurolandzie dane makro były tym razem lepsze od prognoz. Indeks aktywności gospodarki (PMI) dla strefy euro wzrósł do 50,1 pkt. Oznacza to, że można mówić o stagnacji, ale nie o kurczeniu się gospodarki. Dane wpłynęły jednak negatywnie na rynki. Inwestorzy zaczęli tracić nadzieję, że we czwartek ECB obniży stopy procentowe. Przed danymi makro z USA optymizm na chwilę powrócił, ale zakończenie było neutralne.
Na naszym rynku panował relatywny spokój. Nie widać było wojny Polska kontra reszta świata. W piątek komentatorzy polityczni byli przekonani, że koalicja się utrzyma. Sobotnia decyzja premiera zaskoczyła, ale rynek reagował słabo. To tym bardziej cenne, że w Turcji indeks spadł więcej niż o 10 proc. (po głosowaniu w sprawie wprowadzenia wojsk USA). Zagraniczne fundusze często kompensowały straty na tamtym rynku sprzedając nasze akcje. Tym razem tak nie było. W żadnym wypadku nie można było powiedzieć, że ucieka zagranica, mimo że złoty rano znacznie osłabł. Zagraniczne fundusze akcji też czekają na wzrosty indeksów, polityka ich nie wystraszyła. Bardzo słaba była TP SA, ale można to było złożyć na karb oczekiwania na wynik. Tymczasem sprzedający pomylili się — wynik był lepszy od prognoz, co może dzisiaj rynkowi pomagać. Za to skonsolidowany wynik PKN był dużo słabszy od prognoz. Kurs spadał, ale nie było panicznej wyprzedaży. Słabe wyniki osłodzono zapowiedzią sprzedaży kilku zależnych spółek. Informacja o sprzedaży PolCardu nie wpłynęła na rynek. GTech zapłacił mniej niż oczekiwano, poza tym transakcję już zdyskontowano. Reasumując można powiedzieć, że indeksy spadały, co na tle wyraźnej zwyżki w Eurolandzie robiło złe wrażenie, ale to nie był prawdziwy spadek – raczej wyczekiwanie.
Dzisiaj w USA wystąpi A. Greenspan — będzie mówił o rynku kredytów hipotecznych. Źle będzie, jeśli padnie stwierdzenie, że rynek nieruchomości przesadnie rośnie. W Eurolandzie zostaną podane raporty o sprzedaży detalicznej. W Niemczech ma pozostać w styczniu bez zmian w stosunku do grudnia. Dziwiłbym się, gdyby nie spadła. We Francji zostanie podany indeks zaufania konsumentów (prognoza to spadek do — 22,7 pkt.). Dowiemy się, jakie było w lutym bezrobocie w Eurolandzie (prognoza 8,6 proc.).
Im dalej od decyzji o rozpadzie koalicji tym mniejsze będzie miała znaczenie. Uważam, że od wtorku lub środy powróci korelacja z Eurolandem. Musimy czekać na większe obroty, które pokażą kierunek ruchu indeksów. Czeka nas jeszcze wstrząs po odrzuceniu rezolucji RB ONZ i zapowiedzi ataku na Irak, i o tym trzeba pamiętać.