Polmosy bronią się przed przemytem
Polmosy bronią się przed przemytem i podrabianiem ich produktów, wymyślając coraz to nowe, droższe i trudniejsze do naśladowania butelki czy etykiety.
Według oficjalnych statystyk Głównego Urzędu Ceł, przez dziewięć miesięcy 2000 r. do Polski przywieziono nieco ponad 1 mln litrów czystego spirytusu. Nieoficjalnie natomiast szacuje się, że przemyt wynosi nie mniej niż 30 proc. krajowej produkcji. W 2000 roku przekroczyła ona 60 mln l w przeliczeniu na 100-proc. spirytus.
Patykiem pisane
Polskie fabryki wódek, chcąc zabezpieczyć się przed podrabianiem mocnych alkoholi, inwestują w nowe butelki czy trudniejsze do podrobienia etykiety. Zdaniem Jerzego Kuratowa, prezesa gliwickiej hurtowni alkoholi Factor, dobrze sprzedające się w Polsce wódki są obecnie bardzo trudne do podrobienia. Stosowane przez producentów zabezpieczenia powodują, że dla nielegalnych wytwórców naśladowanie jest coraz mniej opłacalne.
— Wiele wskazuje na to, że przywożony nielegalnie do Polski spirytus w cysternach jest w niewielkim stopniu używany do produkcji wódek. Wykorzystuje się go raczej do produkcji tanich win — uważa Jerzy Kuratow.
Legalne a niebezpieczne
Polmosom bardziej niż przemyt czy podrabianie wódczanych marek szkodzą tzw. mrówki.
— Można oszacować, że z przejść granicznych od Terespola po Przemyśl korzysta 6 mln osób. Zakładając, że każda z nich wwozi do Polski rocznie tylko 1 l spirytusu, otrzymujemy ilość alkoholu trzykrotnie większą niż nasza produkcja — szacuje Krzysztof Wróblewski, prezes Polmosu Lublin.
Zbigniew Bujak, szef GUC, jako formę obrony przed „mrówkami” zaproponował wprowadzenie przepisu pozwalającego na przywóz do Polski alkoholu jedynie przez turystów, którzy za granicą przebywali co najmniej 24 godziny.
Jerzy Kuratow ma jednak wątpliwości, czy da się to zrealizować. Jego zdaniem, zabezpieczeniem może być niepodwyższanie akcyzy, co pomogłoby krajowym alkoholom w cenowej konkurencji z trunkami przywożonymi od sąsiadów.