Świat nawiedzany przez demony”, książka Carla Sagana, amerykańskiego fizyka i astronoma, znakomitego popularyzatora nauki, daje przegląd przesądów, irracjonalnych wierzeń, pseudonaukowych teorii, jakim ulega ludzkość od swych prapoczątków aż po nasze czasy. Są to fakty na ogół znane i wielokrotnie omawiane w różnych kontekstach; samo jednak ich nagromadzenie wraz z błyskotliwym, pełnym pasji komentarzem czynią duże wrażenie i skłaniają do refleksji — smutnych.
Weźmy choćby sprawę tytułowych demonów, czyli przeróżnych wysłanników z innych światów. Jeśli wierzyć mitom, legendom i baśniom wszystkich ludów naszego globu, owi posłańcy nawiedzali nas — i wciąż nawiedzają — pod rozmaitymi postaciami i nazwami. Obecnie najczęściej pojawiają się w zielonych szatach, wysiadając z pojazdów UFO.
Można pobłażliwie traktować owe fantazjowania jako zrozumiały a nieszkodliwy przejaw dziecinnych lęków lub też pobożnych pragnień szybkiej, bezpośredniej interwencji sił nadprzyrodzonych. Jednakże, jak uczy historia, tego typu wierzenia mogą też mieć skutki niespodziewane i groźne. Cóż bowiem począć, jeśli się przyjmie, że niektórzy wysłannicy działają w interesie złych mocy, są więc rzeczywiście demonami? Mogą przecież wejść w ludzkie umysły i ciała, całkowicie nimi zawładnąć, skutecznie szkodzić wokół, powodować nieszczęścia. Ofiarami bywają zwykle — takie jest powszechne, odwieczne przekonanie — kobiety jako słabsze i wrażliwsze; stają się czarownicami. Oczywiście dla dobra społecznego takie osoby należy jak najrychlej demaskować i wydobywać z nich całą prawdę: komu służyły, w jakim celu, z kim były w zmowie, jakich występków się dopuściły. A potem trzeba je eliminować, aby zło się nie pleniło.
„Czarownicom żyć nie pozwolisz” — to krótkie przykazanie biblijne stało się podstawą procesów, które pochłonęły setki tysięcy ofiar najpierw w krajach katolickich, ale potem też protestanckich, w wiekach zwłaszcza od XV do XVIII. Zachowało się mnóstwo protokołów i relacji. Płonęły na stosach zarówno staruszki, jak i dziewczynki. Najchętniej jednak oskarżano, torturowano i skazywano na śmierć kobiety młode, urodziwe, zamożne. Sędziowie mieli w takich przypadkach dwa pożytki. Najpierw duchowy, mogli bowiem wypytywać o wszelkie szczegóły fizycznego kontaktu z wysłannikiem siły nieczystej. Torturowane opowiadały o tym chętnie i barwnie, domyślając się, co sprawi rozkosz pytającym; byle tylko skrócić cierpienia! Ale był też pożytek konkretny: majątek osoby skazanej służył na pokrycie kosztów procesu, także drewna na stos, resztą zaś dzieliły się władze świeckie i kościelne. W całym tym procederze miały swój udział najniższe ludzkie instynkty: zawiść, podejrzliwość, lubieżność, chciwość — wszystko w bogobojnych intencjach obrony społeczności przed ciemnymi mocami.
Starożytność klasyczna — wówczas również zdarzały się oskarżenia i procesy. Było ich jednak stosunkowo niewiele, jeśli weźmiemy pod uwagę ogrom Rzymu i liczebność jego mieszkańców; ponad wszelką wątpliwość znacznie mniej od czarownic spalonych w średniowieczu i później. Prześladowano zaś chrześcijan nie za ich poglądy, lecz za samą przynależność do zorganizowanej sekty orientalnej, zagrażającej — tak uważano — ładowi społecznemu, ustrojowi, wierze ojców, tradycyjnym wartościom. Od skazania łatwo było się uchronić. Wystarczyło zaprzeczyć oskarżeniu i złożyć bogom symboliczną ofiarę; tak też czyniło wielu. Można również było przekupić władze. Zdarzali się wszakże wyznawcy wręcz pożądający korony męczeństwa; z tymi urzędnicy mieli kłopot rzeczywisty.
Czemu to przypominam te ponure, lecz jakże odległe sprawy? Przecież nowa fala procesów czarownic nam nie grozi! Otóż właśnie nie jestem pewien. Media informują nas o działalności egzorcystów i o szkoleniu ich kadr pod oficjalnym nadzorem odpowiednich władz. W początkach wieku XXI! Głównym zadaniem owych specjalistów jest, jak niegdyś, wypędzanie złych duchów z ciał opętanych. Skoro zdarzają się przypadki opętania, muszą też pojawiać się czarownice. Rozglądam się więc wokół, okiem już niemal sędziowskim. Ze zdumieniem stwierdzam, że nie brak osób, które mogłyby spełnić podstawowe kryteria uznania ich za czarownice; kryteria, jakie podają podręczniki sprzed wieków. Podejrzliwie patrzę zwłaszcza na kobiety młode, ładne, nieubogie, pewne siebie. Bywają czarujące — czy nie jest to kryterium wystarczające? Niektóre pojawiają się na ekranach telewizorów, złośliwie przepytując mężczyzn! Niesłychane. Co by na to powiedział inkwizytor sprzed kilkuset lat? Nie zwiodłaby go pobożność; to chwyty i kamuflaże dobrze znane sędziom w tamtych dobrych czasach.
Odrodzenie procesów jest nieuchronne, będzie pochodną wzmagania się fundamentalizmu religijnego w skali globu. A Polsce nadarzy się okazja nadrobienia zaległości sprzed wieków, kiedy to w naszym kraju stosów prawie nie było. Może nie będą to dosłownie stosy, choć zwolenników kary śmierci u nas nie brak. Znajdą się jednak skuteczne sposoby wykorzenienia zła i w tym zakresie. Wolno więc pomarzyć. Ach, gdyby tak być młodszym, gdyby tak załapać się na inkwizytora! Mam swoje kandydatki do przesłuchań, nazwisk oczywiście nie zdradzę.
