Tym razem Alan Greenspan, szef amerykańskiego banku centralnego (Fed) tak sformułował komunikat po wtorkowym posiedzeniu, by pomóc inwestorom amerykańskim. To duża sztuka, bo tak naprawdę nie było w nim żadnych nowych elementów, a treść komunikatu była wyjątkowo niejasna. Rentowność obligacji zaczęła spadać, co podniosło ceny akcji. Wolumen był mały, ale wzrost indeksów wyraźny, co wzmocniło trend boczny i powinno zwiększyć optymizm inwestorów. Może dane makro wyrwą rynek z trendu horyzontalnego.
Amerykańska zwyżka wywołała wczoraj w Europie spokojny wzrost indeksów. CAC40 od kilku sesji flirtuje z ważnym oporem. Wczoraj do podobnej sytuacji doszło na XETRA DAX. Jeśli te opory zostaną przełamane, to popyt znacznie wzrośnie. Dane makro z USA w końcu tygodnia mogą doprowadzić do przełomu. Już wczorajsze (o sprzedaży detalicznej) były bardzo dobre. Mamy trochę pecha z piątkowym świętem, bo na świecie koniec tygodnia zapowiada się dużo ciekawiej niż początek. Dziś jeszcze jest szansa reakcji, ale piątkowe informacje mogą całkowicie zmienić obraz rynków. Korelacja między naszą giełdą a innymi rynkami światowymi w dowolnej chwili może powrócić.
W czwartek rynki dostaną sporo raportów kwartalnych spółek i dużą porcję danych makro. Przed sesją w USA wyniki podadzą m. in.: Allianz, Deutsche Telekom i ING Group. Po sesji nastroje ustawi Dell. Już o 8.00 zostanie podana zmiana niemieckiego PKB w drugim kwartale (dane wstępne). Prognoza mówi, że spadł o 0,1 proc. w stosunku do zeszłego kwartału i 0,2 proc. w stosunku do tego samego okresu zeszłego roku. O 12.00 dostaniemy takie same dane odnośnie do całej strefy euro (prognozy odpowiednio: +0,1 proc. i +0,5 proc.). Zazwyczaj inwestorzy traktują te dane jako historyczne, ale jeśli znacznie różniłyby się od prognoz, to możemy zobaczyć jakąś reakcję. O 14.30 dowiemy się, jaka była w lipcu inflacja w cenach producenta (PPI). Prognozy mówią, że zarówno główna miara inflacji, jak i inflacja bazowa wzrosły o 0,1 proc. Rynek bardzo źle przyjąłby spadek inflacji. O tej samej porze dowiemy się jak wyglądał w czerwcu amerykański deficyt handlowy (prognoza: minus 42 mld USD). To podziała tylko na rynek walutowy, ale gdyby dane wzmocniły euro, to inwestorom w Eurolandzie bardzo by się to nie spodobało.
W piątek wyników spółek praktycznie nie będzie, ale rynki dostaną dane makro, które mogą spowodować znaczne zmiany indeksów. Będą to inflacja (CPI), indeks aktywności gospodarki w regionie Nowego Jorku, dynamika produkcji przemysłowej i wykorzystanie potencjału produkcyjnego w lipcu oraz wstępny odczyt sierpniowego indeksu nastrojów Uniwersytetu Michigan. Jak widać, danych jest dużo i mogą bardzo różnie ustawić nastroje w poniedziałek. Największe wpływ powinien mieć indeks Uniwersytetu Michigan.
Nasz rynek zachował się wczoraj tak, jak powinien, korygując się na dwa dni przed długim weekendem. Przed sesją rynek dostał solidną porcję raportów kwartalnych. PKN i Netia podały wyniki lepsze od prognoz, a TP SA gorsze. Wydawało się, że rynek wejdzie w euforię, ale wzrost zakończył się pod oporem na 1464 pkt i zaczęła się realizacja zysków. To, że korekta przed długim weekendem zaczęła się bez euforii, jest bardzo dobrym sygnałem dla byków. Niepokoi jednak olbrzymi obrót. Często znaczne wzrosty obrotu sygnalizują początek korekty. Dzisiaj najlepiej naszemu rynkowi zrobiłby po prostu odpoczynek. A odpoczynek po ostatnich wzrostach oznacza mały spadek. Ciekawe tylko, czy w przypadku dobrych danych z USA i pozytywnych wyników spółek, co wiązałoby się ze wzrostami w Europie, potrafimy powstrzymać się od kupna akcji. Skoro nie ma korelacji, to nie można tego wykluczyć, ale wtedy pod koniec sesji powinien przeważać popyt.