Polska: o rolnictwo trzeba powalczyć

Mira Wszelaka
opublikowano: 2002-02-01 00:00

Polscy negocjatorzy mają związane ręce. Zobowiązani do przestrzegania reguł WTO i Układu Europejskiego nie mogą ochronić rynku rolno-spożywczego. Dlatego powinni określić minimum, jakie mogą zaakceptować, dążąc do skrócenia 10-letniego okresu na dojście do pełnych dopłat dla rolników.

Stanowisko Komisji Europejskiej w rolnictwie wywołało niemało emocji i tak na dobrą sprawę nie zadowala ani państw kandydujących, ani obecnych członków. Jedni uważają, że dostali za mało, drudzy, że dają za dużo. Zdaniem Elżbiety Kaweckiej–Wyrzykowskiej, kierownika katedry integracji europejskiej Szkoły Głównej Handlowej, najbardziej niebezpiecznym elementem w stanowisku KE jest 10-letni okres przejściowy w dochodzeniu do pełni dopłat.

— Argumentem Brukseli w przyznaniu niewielkiej części dopłat były ograniczenia w budżecie UE do 2006 r. Okres przejściowy do 2013 r. to wyrok na długie lata, a w tym czasie UE chce zmienić zasady polityki rolnej, redukując wielkość dopłat. Dlatego krajowi negocjatorzy powinni przede wszystkim negocjować skrócenie tego okresu — podkreśla profesor Andrzej Stępniak, kierownik ośrodka badań integracji europejskiej Uniwersytetu Gdańskiego.

Profesor twierdzi, że Polska od 10 lat ponosi koszty otwarcia rynku dla firm z UE.

— Dopłaty dla rolników to jedyna bezpośrednia i niezakamuflowana korzyść z członkostwa. Jej minimalny wymiar stawia pod znakiem zapytania sens równego traktowania wszystkich członków UE — dodaje.

Proponując Polsce większe środki na restrukturyzację UE chce przerzucić część kosztów modernizacji rolnictwa na kandydujące kraje. Taka polityka — zdaniem ekonomistów — jest nie do przyjęcia.

— O wszystkim zadecydują argumenty, jakie przedstawią 14 lutego polscy negocjatorzy. Zanim pojadą do Brukseli, powinni określić minimum, jakie są w stanie zaakceptować. Właśnie dobre argumenty przekonały Brukselę do przyznania dopłat. To nie wystarczy — zauważa Elżbieta Kawecka-Wyrzykowska.

Wyjściem z sytuacji mogłoby być negocjowanie wszystkich rolnych kwestii w jednym pakiecie — tak, by jasno pokazać dysproporcje w konkurencyjności między Polską a Unią. Tego Bruksela chce uniknąć.

— Negocjacje w rolnictwie są niezwykle ryzykowne. Unia nalega na szybką liberalizację w handlu jeszcze przed akcesją po to, by zaraz potem zaoferować niewielkie dopłaty dla naszych rolników. Przy wciąż niewielkiej konkurencyjności krajowych produktów oznacza to skazanie naszego rolnictwa i przemysłu rolno-spożywczego na zagładę — wyjaśnia profesor Wyrzykowska.

Dlatego Polska po nieoficjalnych informacjach o niewielkich dopłatach tymczasowo zamroziła rozmowy o liberalizacji handlu. Zdaniem profesor Wyrzykowskiej, nie jest to ani argument przetargowy, ani pomysł na dłuższą metę. Reguły WTO i Układ Europejski nie pozwalają na utrzymanie takich zabezpieczeń.