Polska podłączy się do paliwowego NATO

Jacek ZalewskiJacek Zalewski
opublikowano: 2026-07-21 18:39

Wzmocniona infrastruktura rurociągowa zorientowana na hipotetyczną wojnę oczywiście będzie zwyczajnie służyła również w czasie pokoju.

Posłuchaj
Speaker icon
Zostań subskrybentem
i słuchaj tego oraz wielu innych artykułów w pb.pl
Subskrypcja

Z niedawnego paryskiego szczytu państw chętnych do dalszego wspomagania Ukrainy rozeszła się wieść niezbyt korzystna wizerunkowo dla Polski, że nie przystępujemy do tzw. koalicji antybalistycznej. Rząd tłumaczy, że to porozumienie przede wszystkim przemysłowe, którego udziałowcami jest dziewiątka wysoko rozwiniętych państw Organizacji Traktatu Północnoatlantyckiego (NATO) z odpowiednimi mocami produkcyjnymi. Rzeczywiście, z najbliższej walczącej Ukrainie tzw. wschodniej flanki sojuszu w antyrakietowej koalicji nie ma nikogo, nie tylko maluchów, lecz także na przykład Rumunii. Potencjał Polskiej Grupy Zbrojeniowej okazuje się po prostu za słaby, chociaż w dalszej perspektywie ewentualne dołączenie naszych zakładów jest otwarte.

To sygnał, że Polska musi pilnie osiągnąć możliwość realnego, a nie jedynie deklaratywnego włączania się do europeizacji zdolności militarnych NATO. To proces już nieodwracalny, logiczny, finansowo uczciwy i co najważniejsze – oderwany od poglądów decydenta zasiadającego aktualnie w Białym Domu. Donald Trump oczywiście wyostrzył problem kosztów osłony dla Europy wręcz doktrynalnie, ale temat po raz pierwszy wywołał ponad dekadę temu jeszcze Barack Obama.

Jednomyślna deklaracja szczytu NATO w Ankarze z 8 lipca 2026 r., napisana pod wymagania Donalda Trumpa, zawiera kilka charakterystycznych zapisów. Przytaczam dwa: „Inwestycje państw NATO zapewniają niezbędne zdolności, jednocześnie wzmacniając naszą bazę przemysłową i odporność. Dzisiaj ogłaszamy nowe zamówienia o wartości ponad 50 miliardów dolarów i zobowiązujemy się do rozbudowy wspólnych mocy produkcyjnych oraz współpracy z przemysłem na rzecz przyspieszenia innowacji” oraz „Inwestujemy w zdolność do rozmieszczania, wspierania logistycznego i utrzymywania naszych sił zbrojnych oraz w realizację celów dotyczących zdolności we wszystkich domenach.”

Właśnie na konkluzje z Ankary powołał się minister Władysław Kosiniak-Kamysz, ogłaszając najnowszą rządową inicjatywę przemysłowo-obronną. Na posiedzeniu Komitetu Rady Ministrów ds. Bezpieczeństwa Narodowego zdecydowano o zgłoszeniu kandydatury Polski jako siedziby centrum zarządzania wielką inwestycją – rozbudowaniem przez NATO systemu rurociągów paliwowych. Wzmocniona infrastruktura zorientowana na hipotetyczną wojnę oczywiście będzie zwyczajnie służyła również w czasie pokoju. Central Europe Pipeline System (CEPS) ma łączną długość około 5 tys. kilometrów. Stworzony został jeszcze w latach pięćdziesiątych XX wieku na terytoriach pięciu państw w centrum NATO, które zresztą stały się w 1957 r. twardym jądrem założycielskim Europejskiej Wspólnoty Gospodarczej – to Francja, Niemcy, Belgia, Holandia i Luksemburg. Wspólnotę jako szósty partner stworzyły także Włochy, ale leżą za Alpami i Dolomitami, zatem militarny rurociągowy CEPS do nich nie sięga.

System NATO obejmuje dostawy paliwa dla wojskowych samolotów oraz pojazdów naziemnych. Jego ideą jest uniezależnienie dostaw materiałów pędnych dla armii od zawodnych w sytuacjach kryzysowych czy konfliktowych sieci cywilnych. Notabene w spokojnych czasach CEPS zarabia na siebie uzupełniając zwyczajne dostawy do głównych cywilnych portów lotniczych na styku wspomnianych państw, takich jak Bruksela, Amsterdam, Frankfurt i Luksemburg, chociaż akurat ten ostatni to lotnisko drugorzędne. Co ciekawe, z dostaw uzupełniających paliwa lotniczego poprzez CEPS korzysta na zasadach komercyjnych także port w… Zurychu, który w neutralnej Szwajcarii nie ma nic wspólnego z NATO, ale po prostu leży blisko Niemiec.

W kierunku wschodnim przewody CEPS nie przekraczają dawnej granicy obu państw niemieckich, czyli NATO i Układu Warszawskiego. Inwestycja przeciągnięcia systemu do Polski i dalej, może także na Litwę, wymaga zatem najpierw przejścia do Odry przez obszar dawnej Niemieckiej Republiki Demokratycznej. U nas planowane są co najmniej dwa obiekty, które powinny znaleźć się w CEPS. Chodzi o Centralny Port Komunikacyjny, czy tam Port Polska – nazwa finalna zależy od tego, kto będzie rządził po wyborach w 2027 r. – oraz o wyimaginowaną stałą bazę armii Stanów Zjednoczonych Ameryki. Paliwowe odgałęzienia militarne mogłyby dotrzeć także do innych baz z samolotami F-16 i F-35 oraz dużych jednostek pancernych. W każdym razie przedłużenie CEPS z zachodniego serca NATO do Polski to zadanie bardzo ambitne, kosztowne, wieloletnie oraz – miejmy nadzieję – wyjęte u nas z partyjnych sporów dosłownie o wszystko, nawet w obszarze bezpieczeństwa państwa.