Polska prymusem płatności komórką

Eugeniusz Twaróg, Katarzyna Latek
opublikowano: 2011-05-10 00:00

Sześć banków już prowadzi pilotaże lub zacznie testy płatności mobilnych.

Jeśli pojawią się odpowiednie telefony, w tym roku zaczniemy nimi płacić. Świat może nam pozazdrościć

Sześć banków już prowadzi pilotaże lub zacznie testy płatności mobilnych.

Nie udało nam się zbudować drugiej Japonii, ale przynajmniej w jednym nie jesteśmy gorsi — płatnościach mobilnych. Japończycy już płacą komórkami jak kartami płatniczymi. Są szanse, że w Polsce płatności w standardzie NFC (Near-Field Communication) wejdą do powszechnego użytku jeszcze w tym roku. Ruszyły już bądź są przygotowywane pilotaże w sześciu bankach: PKO BP, BZ WBK, Citi Handlowy, Millennium, MultiBanku wraz mBankiem oraz ING Banku Śląskim.

Płatność komórką niewiele różni się od transakcji kartą zbliżeniową. Przykładamy telefon do terminalu w sklepie, ten łączy się z kartą SIM, na której zapisane są również dane rachunku bankowego. Równo rok temu Inteligo jako pierwszy bank w Polsce i Europie zaczął testy nowej usługi wraz z Erą. Niedługo potem pilotaż zaczął się BZ WBK z Polkomtelem. Od kilku tygodni testuje usługę do spółki z Orange.

— Pilotaż potrwa do sierpnia 2011 r. Po jego zakończeniu wyciągniemy wnioski i podejmiemy decyzję, co dalej — mówi Wojciech Jabczyński, rzecznik TP.

Do testów przygotowują się kolejne banki.

— Ruszymy prawdopodobnie za trzy-cztery miesiące — mówi Marcin Giżycki, dyrektor odpowiedzialny za procesy o produkty bankowe w ING Banku Śląskim.

Za mało komórek

Jak nowatorskie jest to przedsięwzięcie, niech świadczy fakt, że gdy przed kilkoma tygodniami Visa zorganizowała w Sitges pod Barceloną test płatności NFC, w której brali udział wszyscy mieszkańcy miasteczka, zjechali się tam dziennikarze z całej Europy, żeby zobaczyć, jak płaci się komórką.

Kiedy w Polsce usługa zostanie udostępniona komercyjnie? Optymiści uważają, że być może już w czwartym, a może trzecim kwartale tego roku. Termin w gruncie rzeczy zależy od producentów telefonów.

— Technologicznie jesteśmy w zasadzie gotowi. Przeszkodą jest tylko niewielka liczba telefonów do płatności zbliżeniowych — mówi Joanna Materka, naczelnik wydziału kart płatniczych MultiBanku.

Na rynku nie ma jeszcze jednego standardu do płatności NFC. Mastercard ma swoją wizję rozwoju usługi, a Visa swoją. Ten pierwszy forsuje rozwiązanie polegające na integracji karty SIM z kartą płatniczą, co wymaga współpracy z operatorami komórkowymi i telefonu o odpowiedniej konstrukcji. Na razie produkuje go tylko Samsung. Jest to już leciwy, jak na komórkowe standardy, model Avila, który w erze smartfonów wielkim wabikiem dla klientów banków nie jest. Visa chce zapisywać dane na kartach mikroSD, które można wpinać do zwykłych telefonów. Jeszcze inny pomysł ma Apple, producent iPhona.

Polskie pilotaże pokazują, że w NFC jest jeszcze kilka innych spraw do przemyślenia.

— Trzeba rozwiązać np. problem logistyczny związany z wydaniem karty SIM. Gdzie to zrobić? W banku czy u operatora? Jak zamienić starą kartę na nową — tak, by użytkownik nie stracił zapisanych informacji? — wylicza Błażej Mika, dyrektor departamentu ds. sprzedaży zewnętrznej BZ WBK.

Leży na sercu

Wszystko to nie są na tyle duże przeszkody, żeby nie dało się ich pokonać. Kolejni producenci telefonów zapowiadają wprowadzenie do oferty komórek NFC. Bankowcy spodziewają się, że w drugiej połowie roku na sklepowych półkach pojawi się kilka nowych komórek do płatności zbliżeniowych.

— Pierwszym krokiem w kierunku płatności mobilnych były karty zbliżeniowe. Kolejny to technologia NFC. Wierzę, że w nieodległej przyszłości komórka będzie centrum finansowym użytkownika — mówi Marcin Giżycki.

Płatności zbliżeniowe stanowią tylko część potencjalnie wielkiego rynku płatności mobilnych. Od dwóch lat trwają w Polsce testy płatności zdalnych realizowanych przez komórkę. Już dzisiaj można w ten sposób kupić bilet autobusowy, zapłacić za parking, transakcję w internecie. Test ma na celu stworzenie jednego standardu dla całego rynku. I znowu, według optymistów, może on być gotowy jeszcze w tym roku i wystartować w tym samym czasie do płatności NFC. O wspólnym standardzie niewiele jednak słychać. Polkomtel współpracuje z Citi Handlowym i z należącą do giełdowego ATM firmą mPay. W ten sposób można płacić np. SMS-em za bilety lub parkowanie.

— Jesteśmy głównym promotorem znaku "płać komórką" i jak najszybsze wdrożenie tego projektu leży nam bardzo na sercu. Liczymy na to, że w tym roku uda się zamknąć konsultacje standardu bezpiecznych i powszechnych płatności mobilnych i uruchomić je komercyjnie. Jesteśmy przekonani, że prace mogłyby postępować znacznie szybciej przy aktywnej i bliskiej współpracy wszystkich zainteresowanych stron. Jesteśmy jednak dobrej myśli — wierzymy, że płatności mobilne będą w Polsce powszechne — uważa Aleksander Naganowski z Polkomtela.

To może się udać

Ostrożnym optymistą jest też Tomasz Kulisiewicz, analityk firmy konsultingowej Audytel.

— Do tej pory prawdziwe płatności zbliżeniowe w komórkach na całym świecie z wyjątkiem Japonii rozwijały się wolniej, niż się spodziewano. Stosowano "protezy", takie jak np. karty zbliżeniowe naklejane na telefony. Jednak widać, że banki kładą bardzo duży nacisk na tę technologię. Jeśli będą się upowszechniały płatnicze karty zbliżeniowe, powodzenie zdobędzie także technologia zbliżeniowa w komórkach —mówi Tomasz Kulisiewicz.

Polacy bardzo lubią nowinki technologiczne.

— Czy będziemy europejskim liderem? Nie wykluczam tego. Jeśli banki, wystawcy kart i duzi operatorzy wspólnie wezmą się za rozwijanie płatności mobilnych, to nie widzę powodów, dla których miałoby się to nie udać — uważa Tomasz Kulisiewicz.

Aplikacje i SMS zastąpią gotówkę

Mobilne płatności to nie tylko technologia NFC. Kawałek komórkowego tortu można ugryźć też w inny sposób.

Aby płacić przez telefon, wcale nie trzeba mieć specjalnego aparatu obsługującego technologię zbliżeniową. Możliwe są inne rozwiązania, oparte na SMS-ach czy specjalnych aplikacjach. Pozwalają na dostęp do konta bankowego lub wymagają doładowania elektronicznej portmonetki. Ich zastosowanie na razie jest ograniczone, ale stale się rozwija. Obecnie są wykorzystywane przede wszystkim do płacenia za bilety komunikacji miejskiej

Własną wersję płatności ma np. giełdowy Integer. Usługa umożliwia płatności za rachunki za pomocą wiadomości SMS lub e-mail.

— Sześć miesięcy po wdrożeniu mamy już 100 tys. aktywnych klientów. Usługa szybko się rozwija —mówi Rafał Brzoska, prezes Integer.pl.

Dodaje, że spółka prowadzi teraz rozmowy z dwoma dużymi operatorami komórkowymi i liczy, że z co najmniej jednym z nich podpisze umowę o współpracy. Klienci tej sieci mogliby wtedy doładowywać konta prepaidowe dzięki usłudze Integera.

Jednym z liderów, najdłużej działających na tym rynku, jest niewątpliwie firma mPay, należąca do giełdowego ATM. Niedawno stery objął tam Piotr Warsicki, który wcześniej kierował inną szybko rozwijającą się spółką z branży płatności mobilnych — SkyCash. Nowy prezes mocno wierzy, że mobilne płatności będą się w Polsce bardzo szybko rozwijały. mPay ma obecnie ponad 220 tys. zarejestrowanych użytkowników. Około 15 proc. z nich korzysta z usługi regularnie. Na razie mPay wchodzi do kolejnych miast, gdzie można w ten sposób płacić za bilety czy parkingi i nawiązuje współpracę z operatorami telekomunikacyjnymi. Ich klienci mogą w ten sposób doładowywać telefony.

W płatności mobilne wierzy giełdowy One-2-One, który kupił pakiet udziałów we wspomnianej już firmie SkyCash. Ma ona własną aplikację, którą można zainstalować na 95 proc. wchodzących na rynek telefonów komórkowych. Za pośrednictwem SkyCash można m.in. kupować bilety komunikacji miejskiej w kilku miastach, doładowania prepaid, płacić za treści elektroniczne czy zapłacić za zakupy w internetowym supermarkecie.