W ciągu najbliższych lat na unijnym rynku będzie powiększał się deficyt wołowiny. To szansa dla naszych producentów.
Po wejściu do Unii Europejskiej (UE) eksport polskiej żywności ruszył z kopyta i w tym roku jego wartość przekroczy 5 mld EUR. Dynamiczny wzrost eksportu dotyczył m.in. polskiej wołowiny, której sprzedaż zagraniczna podwoiła się i w tym roku powinna wynieść 100 tys. ton (z tego 80 proc. trafi do UE), a potencjał wzrostu eksportu jest jeszcze bardzo duży.
— Specjaliści przewidują, że w latach 2007-13 w Unii Europejskiej będzie brakowało rocznie minimum 300 tys. ton mięsa wołowego. Unijny deficyt jest szansą dla polskich producentów — mówi prof. Stanisław Zięba, przewodniczący Rady Gospodarki Żywnościowej.
Unijne niedobory
Z prognoz Komisji Europejskiej wynika, że w 2011 r. różnica między produkcją wołowiny i cielęciny w UE a zapotrzebowaniem sięgnie 500 tys. ton. Produkcja tego rodzaju mięsa będzie maleć. Powód? Według ekspertów ma to być w dużej mierze efekt reformy polityki rolnej UE, a dokładnie — odchodzenia od dotowania chowu i hodowli bydła mięsnego w starych krajach UE, co ma zmniejszyć jej opłacalność. Jednak to, co nie opłaci się Francuzom i Włochom, może opłacić się Polakom.
Stanisław Zięba uważa, że na hodowli bydła i produkcji wołowiny będzie można zarobić, a nasz kraj ma duże możliwości zwiększenia hodowli bydła mięsnego i produkcji wołowiny m.in. na terenach popegeerowskich północnej Polski, ale także w mniejszych gospodarstwach rolnych, które wskutek postępującej w kraju koncentracji produkcji mleka mogą być zmuszone odejść od jego produkcji, m.in. na rzecz hodowli bydła mięsnego.
Odbudować stado
Na wzroście hodowli i eksportu mogą zarobić nie tylko producenci, ale także przemysł mięsny (ubój, rozbiór, przetwórstwo), jak też firmy handlowe i transportowe. Czy zarobią — nie jest to takie pewne.
— Problemem jest mała liczba krów mięsnych w Polsce, która sięga dzisiaj nieco ponad 30 tys. sztuk. Tymczasem, by mówić o solidnej bazie do produkcji wołowiny, pogłowie bydła mięsnego powinno wynosić 200-300 tys. sztuk — komentuje Edward Kowalski, dyrektor biura Polskiego Związku Hodowców Bydła Mięsnego.
Jego zdaniem, rozwój hodowli do takiego poziomu zajmie wiele lat i trudno będzie to osiągnąć przed 2010 r. Obecnie tempo jej rozwoju ocenia na 15-18 proc. rocznie.
Wielu przedstawicieli branży wyraża też nadzieję, że wraz z wycofaniem się UE z dopłat do hodowli bydła kraje starej wspólnoty zmniejszą import polskich cieląt, co pozwoli na przyspieszenie rozwoju hodowli w kraju.
— Deficyt wołowiny na rynku unijnym jest szansą dla Polski, pod warunkiem że w ramach WTO Unia nie wpuści na rynek więcej wołowiny z krajów trzecich w ramach bezcłowych kontyngentów — uważa Janusz Marchlewski, prezes handlującej mięsem firmy Marlex.