Kiedy Bruksela będzie oceniać naszą równowagę makro, uwzględni napływ "pozastatystycznego" kapitału.
Polska i inne gospodarki wschodzące Unii Europejskiej będą traktowane z taryfą ulgową przy ocenie stabilności makroekonomicznej, dokonywanej przez Komisję Europejską (KE). Na taki postulat zgodzili się ministrowie finansów UE podczas szczytu w Luksemburgu.
— Jesteśmy szczególnie zadowoleni z tego, co wynegocjowaliśmy dla regionu — z uwzględnienia przy tworzeniu systemu alarmowego napływu bezpośrednich inwestycji zagranicznych i transferów unijnych — mówi Jacek Rostowski, minister finansów.
Zgodnie z tworzonymi właśnie unijnymi zasadami, analitycy KE będą regularnie badać nie tylko — jak dotychczas — równowagę fiskalną krajów członkowskich (czyli saldo finansów publicznych), ale też równowagę makroekonomiczną (a więc głównie saldo obrotów bieżących — stosunek kapitału napływającego do kraju i z niego odpływającego).
Polska i inne nowe kraje UE zwykle mają duże deficyty obrotów bieżących (bo raczej importują, niż eksportują), co jest niebezpieczne, ale mają za to coś, co stabilizuje sytuację — napływ bezpośrednich inwestycji zagranicznych i funduszy unijnych. Według statystyki, te dwie kategorie nie są uwzględniane w danych o deficycie obrotów bieżących, ale tak naprawdę ten deficyt w dużej części "zasypują".
— Napływ z tych dwóch źródeł sprawia więc, że ryzyko makroekonomiczne jest mniejsze, niż sugerują to suche dane o deficycie obrotów bieżących — wyjaśnia Adam Czerniak, ekonomista Invest-Banku.
Obecnie bezpośrednie inwestycje zagraniczne (za ostatnie 12 miesięcy) pokrywają jedną czwartą deficytu. W ostatnich latach wartość inwestycji nawet go przekraczała.