Polski biznes zrywa z Europą

Jacek Kowalczyk
11-01-2008, 00:00

Rodzime firmy wycofują się z unijnego rynku. Wkrótce będą chciały tam wrócić, a wtedy mogą mieć problem.

Mocny złoty i popyt wewnętrzny zniechęcają do eksportu

Rodzime firmy wycofują się z unijnego rynku. Wkrótce będą chciały tam wrócić, a wtedy mogą mieć problem.

Polskie małe i średnie firmy są coraz mniej zainteresowane zdobywaniem wspólnego rynku Unii Europejskiej. Chociaż dane Narodowego Banku Polskiego dotyczące eksportu są optymistyczne — w trzecim kwartale 2007 r. wzrósł o 23 proc. (r/r) — to odzwierciedlają one jedynie sytuację dużych i średnich firm (zatrudniających przynajmniej 50 pracowników). To zaledwie 1 proc. wszystkich polskich przedsiębiorstw. Tymczasem z raportu PKPP Lewiatan wynika, że w 2007 r. aż o jedną trzecią (z 23,9 proc. w 2006 r. do 16,5 proc.) zmalała liczba małych i średnich firm (do 249 pracowników), korzystających z dobrodziejstw wspólnego rynku towarów UE.

Po co ryzykować

Dlaczego tak się dzieje?

— Główne powody to silny popyt w kraju i niekorzystny dla eksporterów mocny złoty. Firmy, nie mając problemów ze sprzedażą swoich towarów w Polsce, nie chcą ponosić rosnącego ryzyka związanego z eksportem — tłumaczy Małgorzata Krzysztoszek, ekspert PKPP Lewiatan.

W podobny sposób spółki podchodzą do kwestii innowacyjności. Udział przedsiębiorców, którzy deklarują, że ich firmie potrzebne są działania innowacyjne, spadł w 2007 r. do 39,3 proc. (z 57,4 proc. rok wcześniej). Jeśli produkt schodzi na pniu, po co ryzykować, inwestując w nowe, nieznane na rynku technologie?

Ten sposób myślenia wydaje się racjonalny i ekonomicznie uzasadniony. Ale na krótką metę. Problem może się pojawić, kiedy osłabnie koniunktura w Polsce, a za nią popyt. Takie ryzyko jest spore.

— Pierwsze oznaki spowolnienia tempa wzrostu (wywołanego m.in. kryzysem na rynku kredytów hipotecznych w USA) pojawią się za kilka miesięcy — twierdzi Piotr Kalisz, ekonomista Citibanku Handlowego.

Trudne powroty

Wówczas przedsiębiorcy, szukając rynków zbytu, bardziej zainteresują się wspólnym rynkiem europejskim. Kłopot w tym, że i on nie uniknie spowolnienia i spadku koniunktury, czego symptomy widoczne są już dziś — ostatnie dane o sprzedaży detalicznej w Eurolandzie były najsłabsze od 10 lat.

— Przedsiębiorca, który stawia na rynek krajowy, musi liczyć się z tym, że kiedy popyt w Polsce osłabnie, będzie musiał swoją pozycję w UE odbudowywać lub wręcz budować od nowa. A wysiłek i pieniądze, które trzeba będzie wówczas wyłożyć, będą większe niż obecnie — mówi Małgorzata Krzysztoszek.

Podobnego zdania jest Remigiusz Grudzień, ekonomista PKO BP. Jego zdaniem, przedsiębiorca powinien się spodziewać, że zdobycie zamówienia będzie w tej sytuacji znacznie trudniejsze niż obecnie, a koszty finansowania eksportu będą wyższe — choćby dlatego, że dostępność kredytów będzie mniejsza.

Może się okazać, że w razie spowolnienia koniunktury w Europie tańsze produkty zyskają na atrakcyjności, jednak to niewielkie pocieszenie.

— Część konsumentów z pewnością sięgnie po towar tańszy, ale skala tego zjawiska będzie niewielka. Dla polskich firm bilans zysków i strat wypadnie zdecydowanie negatywnie — uważa Piotr Kalisz.

Dlatego przedsiębiorcy powinni pójść za ciosem i już zainteresować się możliwościami, jakie daje wspólny rynek UE. Podobnie jak innowacyjnymi technologiami.

— Firmy, które w momencie spowolnienia tempa rozwoju Europy będą obecne na unijnym rynku, odczują spadek koniunktury znacznie słabiej. Żeby jednak mieć szanse w UE, polskie firmy muszą inwestować w innowacje. Nie mogą już konkurować niskimi kosztami — mówi Remigiusz Grudzień.

okiem przedsiĘbiorcy

Mariusz Malinowski

szef działu sprzedaży Dig-Net, producenta mebli

Widzimy zagrożenie

Eksport staje się coraz mniej opłacalny. Właściwie każdy miesiąc przynosi umocnienie złotego, a wprowadzanie zmian w cenniku co kilka tygodni byłoby niepoważne. Tymczasem rynek krajowy bardzo się poprawił. Ludzie zarabiają dużo, więc dużo wydają. Wzrost popytu odczuwamy bardzo wyraźnie, nasze obroty są znacznie większe niż przed rokiem. Jesteśmy jednak świadomi, że tak nie będzie wiecznie, popyt z pewnością prędzej czy później osłabnie. A konkurencja ze strony producentów z Bułgarii, Rumunii czy Ukrainy rośnie, coraz trudniej będzie nam z nimi konkurować. Dlatego inwestujemy w park maszynowy. Jeśli nie możemy produkować tańszych wyrobów, chcemy zdobyć klientów dzięki wysokiej jakości naszych mebli.

okiem przedsiĘbiorcy

Marek Czebiołko

prezes Elity, producenta wyposażenia łazienkowego

Nie palę mostów

Małe i średnie firmy znacznie szybciej reagują na bieżącą sytuację niż firmy duże. Jeśli na jednym rynku jest lepiej — koncentrują się na nim, a kiedy warunki się pogarszają — opuszczają go. Ponieważ rentowność eksportu spada, przerzucam większą część sprzedaży na kraj, gdzie w dodatku mogę liczyć na silny popyt. Ale nie palę za sobą mostów, wszelkie kontakty zagraniczne i kanały dystrybucji staram się utrzymywać. Z pewnością będę chciał tam wrócić, kiedy w Polsce koniunktura osłabnie.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Kowalczyk

Najważniejsze dzisiaj

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Prawo / Polski biznes zrywa z Europą