Dochody państwa są mniejsze niż w kryzysowym 2009 r. Pierwsze miesiące nie wróżą dobrze wykonaniu budżetu.
Rząd i ekonomiści zgodnie przekonują, że budżet zamknie się na koniec roku znacznie mniejszym deficytem niż zapisane w ustawie 52 mld zł. Jednak pierwsze miesiące wcale nie napawają optymizmem. Według planu Ministerstwa Finansów, na koniec marca dochody państwa wyniosą 55,3 mld zł — o 4,6 mld zł mniej niż w pierwszych trzech miesiącach kryzysowego 2009 r.
— Nie ma powodów do niepokoju. Do końca lutego zebraliśmy 15-15,5 proc. całorocznego planu dochodów. To wcale nie jest mało — uspokaja Elżbieta Suchocka-Roguska, wiceminister finansów.
Ministerstwo przekonuje, że cały rok zamknie się zgodnie z harmonogramem albo nawet powyżej, czyli na koniec grudnia dochody państwa wyniosą przynajmniej 249 mld zł. Dla porównania w ubiegłym roku do kasy państwa (po odjęciu przychodów z UE, ponieważ ta kategoria została prawie całkowicie wyłączona z budżetu na 2010 r.) wpłynęło 231 mld zł. Dlatego cały budżet ma zamknąć się lepszym wynikiem niż w ustawie.
— Nawet jeśli dochody byłyby wyższe od planu, nie przewidujemy nowelizacji podnoszącej wydatki w budżecie. Dodatkowe dochody będą przeznaczone na zmniejszenie potrzeb pożyczkowych państwa — zapewnia wiceminister.
Deficyt w pierwszych miesiącach nie wróży jednak sukcesów. Na koniec lutego wyniósł 16,9 mld zł, czyli 32,3 proc. całorocznego planu. Jeśli harmonogram resortu się sprawdzi, na koniec marca deficyt wyniesie 25,5 mld zł. Po pierwszym kwartale wykorzystamy już prawie połowę całorocznego deficytu (48,7 proc.). W 2009 r. po marcu deficyt wynosił 11,2 mld zł, czyli 41 proc. deficytu na cały rok.
— Dotychczasowe wykonanie może budzić emocje, ale nic szczególnego się nie dzieje. Szybkie narastanie deficytu w styczniu i lutym to głównie skutek tego, że przekazaliśmy 11 mld zł na spłatę kredytów Funduszu Ubezpieczeń Społecznych. W drugiej połowie roku te wydatki będą mniejsze, więc deficyt będzie rósł wolniej — tłumaczy Elżbieta Suchocka-Roguska.
Ekonomiści na razie wstrzymują się z biciem na alarm. To dopiero pierwsze miesiące roku i wiele jeszcze może się zdarzyć.
— Pełen obraz kwartału ujawni się po danych za kwiecień. Wtedy wpłyną podatki od tzw. małych podatków i rolników ryczałtowych — mówi Remigiusz Grudzień, ekonomista PKO BP.
Według Marcina Mroza, głównego ekonomisty Fortis Banku, budżet doczeka się lepszych czasów, ale dopiero w drugim półroczu.
— Poczekałbym z czarnymi przepowiedniami. Rząd ma "rezerwy": głównie konserwatywne założenia wzrostu gospodarczego i inflacji oraz zbliżający się zastrzyk z zysku Narodowego Banku Polskiego — mówi Marcin Mróz.