Polskie kurczaki na wirażu

Michalina SzczepańskaMichalina Szczepańska
opublikowano: 2015-12-01 22:00

Nasze mięso drobiowe jest coraz tańsze na tle unijnej konkurencji. To, co dziś cieszy, jutro może być powodem do zmartwień

Tanio, taniej, polski drób. Najświeższe dane Komisji Europejskiej pokazują, że pod względem ceny nie mamy sobie równych w UE, a przewagę cały czas umacniamy. W tym roku jesteśmy już poniżej 70 proc. średniej ceny unijnej. To wyróżnik kategorii, bo w przypadku wielu produktów spożywczych nasze cenowe przewagi maleją lub znikają. Dla porównania — najdroższy w UE jest drób niemiecki (ponad 139 proc. unijnej średniej). Francuski kosztuje 115,6 proc. średniej, a brytyjski — 85,3 proc.

Nowe przywództwo

Według prognoz Instytutu Ekonomiki Rolnictwa i Gospodarki Żywnościowej, w tym roku krajowa produkcja drobiu będzie o 10 proc. większa niż w zeszłym i wyniesie 2,9 mln ton. Głównym motorem wzrostu jest eksport, który w tym roku ma wzrosnąć pod względem wolumenu o 17 proc.

— Nasza przewaga cenowa wynika z kosztów pracy, a przy tym drób jest bardzo dobrej jakości. W długiej perspektywie koszty będą rosnąć, więc kluczowa będzie m.in. efektywność — twierdzi Kazimierz Pazgan, prezes Grupy Konspol.

Jakub Olipra, ekonomista Credit Agricole, uważa, że w dłuższej perspektywie cena polskiego drobiu zacznie się zbliżać do średniej unijnej i zmniejszy się nasza przewaga.

— Obecna wysoka konkurencyjność napawa optymizmem. Oczywiście ta przewaga nie jest dana raz na zawsze i należy uważać, aby jej nie stracić — mówi Jakub Olipra.

— Ta konkurencyjność jest okupiona również znacznie niższymi niż unijne marżami przetwórców. Dziś jesteśmy konkurencyjni np. w koszcie uboju, ale wraz ze wzrostem stopnia przetworzenia mięsa nasza przewaga spada — dodaje Piotr Kulikowski, prezes Indykpolu.

Jego zdaniem, przy takich marżach branża nie jest w stanie inwestować i rozwijać się tak jak zachodni producenci.

— Dlatego trzeba zacząć zamieniać przywództwo kosztowe na przywództwo technologiczne i innowacyjność — podkreśla Piotr Kulikowski.

Jacek Lewicki, prezes Drosedu, ocenia, że rentowność polskich producentów jest na poziomie 1-2 proc., wobec 3-4 proc. w innych krajach UE. Rosnąca konkurencyjność wcale go nie cieszy. — Cena żywca jest obecnie najniższa od kilku lat. To oznacza, że rynek jest nasycony i producenci oraz hodowcy mogą mieć problemy. Rośliśmy dynamicznie od wielu lat, a kwitnące statystyki przyciągały kolejnych graczy. Chyba zbliżamy się do momentu, w którym nie będziemy mieli co zrobić z tak dużą produkcją, a coraz niższa cena nie będzie pozwalała zarabiać. Tymczasem wciąż powstają kurniki, a producenci rozbudowują moce przetwórcze. Trzeba pomyśleć, co dalej, bo nie będziemy w stanie z roku na roku być jeszcze tańsi — twierdzi Jacek Lewicki.

Mądra polityka

Prezes Drosedu tłumaczy, że zachodnia wyższa cena to m.in. efekt konsolidacji rynku.

— U zachodnich producentów kilku głównych graczy odpowiada za 50-60 proc. rynku i dzięki temu są w stanie prowadzić mądrą politykę cenową, zapewniającą zysk. U nas 60 proc. rynku należy do około 30 firm, którzy konkurują głównie cenami. Jeśli ktoś ma markę, jest w stanie poradzić sobie nawet w trudnej sytuacji, ale w polskim mięsie drobiowym w zasadzie marek nie ma — uważa Jacek Lewicki.

Jakub Olipra podkreśla, że wiele krajów o mniejszej konkurencyjności cenowej niż my też eksportuje duże ilości drobiu.

— Oznacza to, że można się rozwijać, nie będąc najtańszym. Możemy też pomyśleć o rozwoju segmentu premium i większej promocji np. polskiej gęsiny — uważa ekonomista Credit Agricole.