Tanio, taniej, polski drób. Najświeższe dane Komisji Europejskiej pokazują, że pod względem ceny nie mamy sobie równych w UE, a przewagę cały czas umacniamy. W tym roku jesteśmy już poniżej 70 proc. średniej ceny unijnej. To wyróżnik kategorii, bo w przypadku wielu produktów spożywczych nasze cenowe przewagi maleją lub znikają. Dla porównania — najdroższy w UE jest drób niemiecki (ponad 139 proc. unijnej średniej). Francuski kosztuje 115,6 proc. średniej, a brytyjski — 85,3 proc.
Nowe przywództwo
Według prognoz Instytutu Ekonomiki Rolnictwa i Gospodarki Żywnościowej, w tym roku krajowa produkcja drobiu będzie o 10 proc. większa niż w zeszłym i wyniesie 2,9 mln ton. Głównym motorem wzrostu jest eksport, który w tym roku ma wzrosnąć pod względem wolumenu o 17 proc.
— Nasza przewaga cenowa wynika z kosztów pracy, a przy tym drób jest bardzo dobrej jakości. W długiej perspektywie koszty będą rosnąć, więc kluczowa będzie m.in. efektywność — twierdzi Kazimierz Pazgan, prezes Grupy Konspol.
Jakub Olipra, ekonomista Credit Agricole, uważa, że w dłuższej perspektywie cena polskiego drobiu zacznie się zbliżać do średniej unijnej i zmniejszy się nasza przewaga.
— Obecna wysoka konkurencyjność napawa optymizmem. Oczywiście ta przewaga nie jest dana raz na zawsze i należy uważać, aby jej nie stracić — mówi Jakub Olipra.
— Ta konkurencyjność jest okupiona również znacznie niższymi niż unijne marżami przetwórców. Dziś jesteśmy konkurencyjni np. w koszcie uboju, ale wraz ze wzrostem stopnia przetworzenia mięsa nasza przewaga spada — dodaje Piotr Kulikowski, prezes Indykpolu.
Jego zdaniem, przy takich marżach branża nie jest w stanie inwestować i rozwijać się tak jak zachodni producenci.
— Dlatego trzeba zacząć zamieniać przywództwo kosztowe na przywództwo technologiczne i innowacyjność — podkreśla Piotr Kulikowski.
Jacek Lewicki, prezes Drosedu, ocenia, że rentowność polskich producentów jest na poziomie 1-2 proc., wobec 3-4 proc. w innych krajach UE. Rosnąca konkurencyjność wcale go nie cieszy. — Cena żywca jest obecnie najniższa od kilku lat. To oznacza, że rynek jest nasycony i producenci oraz hodowcy mogą mieć problemy. Rośliśmy dynamicznie od wielu lat, a kwitnące statystyki przyciągały kolejnych graczy. Chyba zbliżamy się do momentu, w którym nie będziemy mieli co zrobić z tak dużą produkcją, a coraz niższa cena nie będzie pozwalała zarabiać. Tymczasem wciąż powstają kurniki, a producenci rozbudowują moce przetwórcze. Trzeba pomyśleć, co dalej, bo nie będziemy w stanie z roku na roku być jeszcze tańsi — twierdzi Jacek Lewicki.
Mądra polityka
Prezes Drosedu tłumaczy, że zachodnia wyższa cena to m.in. efekt konsolidacji rynku.
— U zachodnich producentów kilku głównych graczy odpowiada za 50-60 proc. rynku i dzięki temu są w stanie prowadzić mądrą politykę cenową, zapewniającą zysk. U nas 60 proc. rynku należy do około 30 firm, którzy konkurują głównie cenami. Jeśli ktoś ma markę, jest w stanie poradzić sobie nawet w trudnej sytuacji, ale w polskim mięsie drobiowym w zasadzie marek nie ma — uważa Jacek Lewicki.
Jakub Olipra podkreśla, że wiele krajów o mniejszej konkurencyjności cenowej niż my też eksportuje duże ilości drobiu.
— Oznacza to, że można się rozwijać, nie będąc najtańszym. Możemy też pomyśleć o rozwoju segmentu premium i większej promocji np. polskiej gęsiny — uważa ekonomista Credit Agricole.




