Pomoc z UE musi być odbiurokratyzowana

Mira Wszelaka
opublikowano: 2001-07-03 00:00

Pomoc z UE musi być odbiurokratyzowana

Unia Europejska powinna zreformować zasady przyznawania funduszy pomocowych dla państw kandydujących — twierdzą krajowi ekonomiści. Jeżeli Bruksela tego nie uczyni, to coraz częściej będą się pojawiać przypadki niewykorzystywania środków z UE.

Według ubiegłorocznych zapowiedzi, w ramach unijnych funduszy przedakcesyjnych dla państw kandydujących w 2001 r. Polska miała otrzymać blisko 1 mld EUR (4 mld zł). Na tę kwotę składały się środki z PHARE (484 mln EUR), ISPA (350 mln EUR) oraz SAPARD (150 mln EUR). Tymczasem okazuje się, że SAPARD — program wspierający rolnictwo — z powodów proceduralnych (głównie z winy UE) do tej pory nie ruszył, zaś fundusze z pozostałych programów są uruchamiane z bardzo dużym opóźnieniem. Również z absorpcją środków przez Polskę nie jest najlepiej. Tymczasem do tej pory w tym przypadku byliśmy stawiani przez Brukselę za przykład.

— O ile jeszcze w ubiegłym roku Polska wykorzystywała blisko 95 proc. środków z UE, to w ostatnim czasie pułap ten znacznie się obniżył — mówi Witold Orłowski z Niezależnego Ośrodka Badań Ekonomicznych.

Zmiana proporcji

Głównym powodem tego, jego zdaniem, jest bardzo skomplikowana procedura, która nakłada na ubiegających się zbyt wysokie wymagania. Sprawa dotyczy nie tylko wypełniania kilkusetstronicowych aplikacji w języku angielskim, ale także konieczności coraz większego współfinansowania inwestycji ze strony budżetu, samorządów czy firm.

— Komitet zarządzający w Brukseli odpowiedzialny za wybór projektów dużo łaskawszym okiem spogląda na aplikacje, które były przygotowywane przez unijne firmy doradcze, notabene — słono opłacane przez władze samorządowe, lub firmy ze środków własnych. To automatycznie podnosi koszty całego przedsięwzięcia, powodując, że tylko najbardziej zamożne samorządy lub firmy mogą sobie pozwolić na korzystanie z unijnej pomocy — wyjaśnia pragnący zachować anonimowość samorządowiec.

Audyt l la UE

Witold Orłowski zauważa, że największym mankamentem stosowanej przez Unię polityki pomocowej jest taktyka zwracania pieniędzy, które już zostały wydane przez inwestora. Problem w tym, że kasa z Brukseli wpływa na konto po upływie wielu miesięcy.

— Unijne środki — jeśli w ogóle zostały przyznane — wpływają dopiero wtedy, gdy inwestycja zostanie zrealizowana. Wówczas władze w Brukseli badają, czy zostały one wydane zgodnie z przeznaczeniem. W przypadku wykrycia najmniejszego uchybienia (często proceduralnego) pieniądze te nie są zwracane. Tego typu przypadki nie należą już do rzadkości — twierdzi Witold Orłowski.

Całą sprawę pogarsza fakt, że gros samorządów i przedsiębiorców po prostu nie stać na korzystanie z unijnych pieniędzy.

— Mimo że ostatnio stworzyliśmy preferencyjne warunki kredytowania inwestycji ekologicznych, wciąż niewiele podmiotów jest w stanie z nich korzystać — mówi Cezary Starczewski, zastępca prezesa Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej.

Nasi ekonomiści twierdzą, że sytuacja taka będzie się pogłębiać, jeśli Unia nie zreformuje systemu przyznawania funduszy pomocowych, tak aby polskie firmy i samorządy mogły częściej i lepiej z nich korzystać.