KPWiG planuje wprowadzenie zmian w regulacjach prawnych, tak by chroniły one praw małych inwestorów. Jacek Socha, przewodniczący Komisji Papierów Wartościowych i Giełd, zapowiada w wywiadzie udzielonym „PB” walkę z giełdowymi przestępcami. Wnioski do prokuratur będą trafiały szybciej, a pokrzywdzeni inwestorzy zyskają szerszy wgląd w toczące się śledztwa.
„Puls Biznesu”: Na jaką reakcję komisji mogą liczyć inwestorzy w stosunku do spółek, które notorycznie łamią obowiązki informacyjne, jak np. spółka 4 Media?
Jacek Socha: W tym konkretnym przypadku komisja wszczęła rutynowe postępowanie mające wyjaśnić powody zaprzestania obowiązkowego raportowania. Zależnie od jego wyniku, zasadne może okazać się nałożenie na spółkę kary pieniężnej do 500 tys. zł. Pytanie tylko, czy wpłynie to wychowawczo na spółkę, która znajduje się w złej sytuacji finansowej.
- Bankruci i tak nie mają z czego płacić...
...dlatego są małe szanse, by ewentualne postępowanie egzekucyjne zakończyć sukcesem. Ale ja się obawiam czegoś innego. Na GPW jest duża grupa spółek, którym nie powiódł się prowadzony biznes. Mogą one nie chcieć dłużej być notowanymi na rynku publicznym. Ale wycofanie się z obrotu nie jest takie proste. Wiąże się z tym m.in. ogłaszanie wezwań na sprzedaż akcji przez drobnych inwestorów. To wszystko kosztuje. A skoro kasa spółki świeci pustkami, to taka spółka może wpaść na pomysł, by zaprzestać raportowania oraz nie odpowiadać na nasze ponaglenia i kary. W takim wypadku komisja nie będzie mogła zrobić nic innego, tylko wykluczyć spółkę z obrotu.
- Czy to nie jest najlepsze rozwiązanie problemu spółek ignorujących inwestorów i przepisy prawa?
Wbrew pozorom, nie. Takie rozwiązanie uderza w tych, którzy najmniej zawinili, czyli w drobnych akcjonariuszy. Karne wycofanie spółki z obrotu pozbawiłoby ich możliwości sprzedaży akcji na rynku wtórnym.
- Co więc Pan proponuje?
Uważam, że powinno wyciągać się konsekwencje karne w stosunku do osób, które świadomie doprowadziły do upadku danej spółki. Częściej jednak zdarzają się sytuacje, gdy spółki bankrutują mimo wysiłków zarządów zmierzających do ich ratowania. Sądzę, że w takim przypadku skuteczną formą ochrony drobnych inwestorów byłoby postulowane przeze mnie utworzenie oddzielnego rynku dla spółek podwyższonego ryzyka, czyli tych, w których toczą się postępowania układowe lub upadłościowe.
- Przecież giełda oznacza już takie spółki w cedule.
Owszem, ale to za mało. Uważam, że dzięki oddzieleniu ziarna od plew inwestorzy, zwłaszcza ci mniej doświadczeni lub inwestujący na giełdzie okazjonalnie, mieliby jasność, które spółki są bezpieczne, a które niekoniecznie. Zresztą, rynki akcji śmieciowych spółek z powodzeniem funkcjonują na Zachodzie.
- Czy w 2002 r. zaobserwował Pan nasilenie działalności przestępczej na rynku giełdowym?
Pod tym względem poprzedni rok nie różnił się szczególnie od lat ubiegłych. Nie był to rok przełomowy, jeśli chodzi o ściganie przestępców, ale i nie było spektakularnej afery na rynku.
- Jak układa się współpraca KPWiG z prokuraturą?
Przyznam, że nie najlepiej. Został powołany specjalny zespół prokuratorów do ścigania przestępstw na rynku giełdowym. Działa on w Prokuraturze Okręgowej w Warszawie. Proponowałem, aby prokuratorzy ci pracowali w komisji razem z moimi ludźmi. Czyli tak, jak działa specjalny zespół prokuratorów w Instytucie Pamięci Narodowej. Ten pomysł niestety upadł. A efekty tego są widoczne — proces komunikacji między komisją a prokuraturą jest wciąż zbyt wydłużony.
Więcej w poniedziałkowym „Pulsie Biznesu”.
Zapraszamy do lektury!