Na dłuższą metę zabieranie pieniędzy szkolnictwu może się nie opłacać — tak posłowie oceniają rządowe propozycje opodatkowania dochodów szkół.
Przyjęte przez Radę Ministrów zmiany w podatku dochodowym od osób prawnych (CIT), o których wczoraj pisał „PB”, likwidują wiele zwolnień od CIT-u. Do podmiotów, które od 1 stycznia 2004 r. miałyby płacić 19-proc. podatek, należą m.in. placówki szkolne (od przedszkoli do szkół ponadgimnazjalnych włącznie).
Opodatkowane byłyby wszystkie dochody szkół i przedszkoli z tytułu np. czesnego, wynajmu sal itp. Rząd szacuje, że na likwidacji części zwolnień w CIT budżet państwa zyskałby przynajmniej 317 mln zł.
Z punktu widzenia szkół, propozycja resortu finansów przypomina nadciągającą katastrofę. Dotychczas były one zupełnie zwolnione z zobowiązań wobec fiskusa. Ich przedstawiciele obawiają się, że części szkół nie będzie stać na zaspokojenie fiskusa i w konsekwencji...upadną.
Źródło, w którym minister Andrzej Raczko zamierza szukać dodatkowych dochodów do budżetu, nie podoba się opozycyjnym posłom.
— Jeżeli mamy gonić Europę, to musimy inwestować przede wszystkim w naukę i szkolnictwo. Tymczasem dotąd co rok wszystkie rządy poszukiwały oszczędności w sferze oświaty i nauki. Być może dlatego, że edukacja na pozór wydaje się dziedziną, która nie przynosi zysków. W rzeczywistości jednak jest to najbardziej prorozwojowy rodzaj działalności, który w dalszej perspektywie daje wymierne efekty dla całej gospodarki. Obecny rząd zdaje się popełniać ten sam błąd. Jest w budżecie przestrzeń, gdzie można byłoby znaleźć oszczędności — ocenia poseł Adam Szejnfeld, przewodniczący Sejmowej Komisji Gospodarki z Platformy Obywatelskiej.
— Działalność gospodarcza na polu edukacji powinna dalej korzystać z preferencji podatkowych. Zabieranie 19 proc. dochodów szkołom może znacznie pogorszyć warunki ich funkcjonowania i na pewno nie doprowadzi do niczego dobrego — dodaje Wojciech Jasiński, poseł Prawa i Sprawiedliwości.
Koalicjant rządzącej formacji — Unia Pracy — nie ma jeszcze sprecyzowanego stanowiska do rządowego pomysłu.
— Projekt jeszcze do mnie nie dotarł, ale jest to propozycja, która ma zapewne wiele argumentów „za” i „przeciw”. Z jednej strony rozwój szkolnictwa — w tym niepublicznego — jest w interesie społecznym. Wprowadzenie obciążeń może wywołać głosy protestu warte uwzględnienia. Z drugiej strony, jeżeli wycofanie się z części ulg i zwolnień w CIT miałoby przynieść budżetowi duże oszczędności, decyzja rządu może mieć uzasadnienie — mówi Janusz Lisak, poseł UP.
A co na to Ministerstwo Finansów?
— To już jest teraz projekt rządowy i resort finansów odmawia komentarzy. Nasza rola już się skończyła. Projektem zajmie się Sejm — mówi Anna Sobocińska z biura prasowego MF.